• Wpisów:19
  • Średnio co: 105 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 20:43
  • Licznik odwiedzin:2 895 / 2113 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Cheer, 20 maja 2010
Po otworzeniu oczu, uderzyła we mnie jasność pomieszczenia, w którym się znajdowałam. Wszystko było nieskazitelnie białe, prócz osoby siedzącej przy mnie. Mimo to jego skóra była bledsza niż zazwyczaj, zaś oczy bez życia. Przyglądałam mu się dłuższy czas póki nie zwrócił swojego wzroku ku mnie. Widziałam w nich troskę. Jednak prócz niej dostrzegłam coś czego nie potrafiłam rozszyfrować. Czego nigdy nie doznałam. Omiotłam wzrokiem moje ciało i z ulgą stwierdziłam, że nie jestem podpięta do tych wszystkich aparatur. Jednak ból, który odczuwałam był niewyobrażalny. Nie tylko fizyczny, psychiczny również.
- Jak się czujesz? - Zawsze to samo denerwujące pytanie. Czy nie mogliby zacząć od innych słów? - Cheer?
- Zayn, tak dłużej nie może być.
Słowa same zaczęły wypływać z moich ust. Nie kontrolowałam tego.
- Nie rozumiem. - Wydukał zdziwiony, przysuwając się bliżej mnie.
- My nie możemy się ze sobą przyjaźnić.
- Oczywiście, że możemy. - Kąciki jego ust delikatnie uniosły się ku górze, powodując wzrastające we mnie poczucie sumienia.
- Spójrz na mnie, a potem na siebie. Ty, najpopularniejszy chłopak w szkole. Ja, pośmiewisko i popychadło liceum.
- Nie mów tak, słyszysz? Jesteś wspaniałą osobą.
- Według kogo, Zayn? - Zapadła chwila ciszy, po tym jak podniosłam ton głosu. - Według ciebie. Tylko i wyłącznie według ciebie.
- To da się zmienić.
- Nadal nie rozumiesz, prawda? Oni nigdy nie będą mnie szanowali taką jaką jestem, a dobrze wiesz, że nie mam najmniejszego zamiaru stać się inną osobą. Pozostaje tylko jedno wyjście. - Przymknęłam powieki, czując napływające do oczu łzy.
- Nie, Cheer. To wcale nie musi się tak skończyć.
- Nie chcę byś cierpiał, ja również nie chcę zadawać sobie więcej bólu. - Słowa, które miały zaraz paść z moich ust były jak cios prosto w serce. - Po prostu wyjdź i zapomnij o mnie. Żyj tak jak wcześniej, jakby nasza przyjaźń nie miała miejsca. Tak będzie lepiej dla wszystkich. Proszę, nie utrudniaj mi tego. Robię to dla nas, dla ciebie...
- Gdzie się podziała Cheer? Ta nastolatka, która nie przejmuje się zdaniem innych? Ja nie potrafię tak po prostu wymazać cię z mojego życia.
- Wyjdź, Zayn. - Wydukałam bezsilnie, lecz Mulat nawet nie drgnął.
- Damy radę, słyszysz? Razem przeciwstawimy się problemom, Pameli...
- Zayn, proszę cię. Pragnę tylko być szczęśliwa! Możesz uznać mnie za cholerną egoistkę, lecz teraz wszystko jest bez znaczenia! Chciałabym chociaż raz powiedzieć „Tak, jestem szczęśliwa”. Więc proszę cię tylko abyś wyszedł. - Emocje opadły, a ja zrozumiałam, że popełniam największy błąd w moim życiu. Właśnie osoba, która czyniła mnie szczęśliwą miała opuścić moją salę. Nie wiem jakie emocje mną teraz targają, lecz nie jestem w stanie nad nimi zapanować. W tym momencie już nawet nie myślałam o sobie, tylko i wyłącznie o Malik'u. Pragnęłam jego szczęścia jak niczego innego. Przy mnie go nigdy nie znajdzie. Jesteśmy z dwóch różnych światów. Chcę tylko by wrócił do swojego, a mój zostawił w spokoju. Tak będzie lepiej, prawda?
- Naprawdę tego chcesz? - Wiedziałam, że moje słowa go zabolały. Nim zdążyłam się powstrzymać skinęłam prawie, że niezauważalnie głową. Usłyszałam jak osoba siedząca koło mnie podnosi się. Czułam jego spojrzenie jeszcze przez chwilę na sobie, a gdy drzwi zostały przez niego zatrzaśnięte pierwsze łzy spłynęły po moich policzkach.Zerwałam się na równe nogi. Stawiałam krok za krokiem w stronę wielkiej szklanej tafli. Pociągnęłam cicho nosem, patrząc w przestrzeń. Wtedy dostrzegłam jego sylwetkę. Wybiegł z terenu szpitala, po czym zniknął z mojego pola widzenia. Osunęłam się bezwładnie na podłogę, kładąc się w pozycji embrionalnej. Dlaczego ja? Dlaczego akurat mnie musiał spotkać taki los? Dlaczego podjęłam taką decyzję? Powinien zrozumieć, że beze mnie będzie mu lepiej. Lecz jedynie jemu. Bez Zayn'a życie przestaje nabierać kolorów, robi się szare, dokładnie takie jak kiedyś. Znów stanę się tą samą szarą myszką. Znów pozostałam sama w tym wielkim świecie. Bez oparcia, bez pomocy, bez najlepszego przyjaciela.
- Cheer! Dziecko, co się stało? - Ramiona mojej mamy przyciągnęły mnie do siebie, zamykając w szczelnym uścisku.
- Moje życie nie ma sensu. On odszedł i już nie wróci.
- Skarbie, o kim ty mówisz? Przecież jestem przy tobie. - Wtedy zebrała się we mnie złość. Wyswobodziłam się z jej objęć, stając na równe nogi. Nie obchodził mnie w tym momencie ból w talii.
- Ale jego nie ma, mamo. Ja naprawdę nie chciałam tego powiedzieć, pragnę tylko jego szczęścia. Czy to tak wiele? A teraz straciłam go, straciłam go i już nigdy go nie odzyskam.
Z każdym słowem stawałam się coraz bardziej bezsilna. W końcu moja rodzicielka po prostu przygarnęła mnie do siebie, zaś ja mocno się w nią wtuliłam.
- Wszystko się ułoży. Taka przyjaźń jak wasza nie jest spotykana na co dzień. Jeśli mu na tobie zależy, nim się obejrzysz, a znów będzie przy tobie. Musisz w to uwierzyć.

Po paru minutach w końcu udało mi się nad sobą zapanować. Lekarz pozwolił mi opuścić szpital jeszcze dziś. Ze spuszczoną głową kierowałam się do wyjścia. Koło mnie szła moja matka wyraźnie zaniepokojona moim stanem.
- Masz ochotę na kawę? - Usłyszałam kojący moje nerwy głos, gdy zajęłam miejsce pasażera w samochodzie mojej matki. Pokręciłam głową, dając znak, że nawet nie mam najmniejszej ochoty ani na pobyt w kawiarni jak i rozmowę. W pojeździe panowała cisza. Nie było słychać dosłownie niczego. Jedynie ja mogłam dosłyszeć moje myśli i wyrzuty sumienia. „Jak mogłaś tak postąpić? Zraniłaś go i dobrze o tym wiesz. Przyjaciółka by tak nie postąpiła. Nie byłaś jego warta. Teraz nie...”
- Przestań! - Wydobyło się z moich ust nim zdążyłam pohamować złość, która się we mnie kumulowała. Nagle samochód, którym jechałam wraz z rodzicielką gwałtownie się zatrzymał. Rozejrzałam się lekko zdezorientowana po wnętrzu pojazdu, po czym spostrzegłam na sobie spojrzenie matki.
- Cheer, powiedz mi...
- Możemy o tym nie rozmawiać, proszę. - Mój ton głosu wskazujący na skrajne wyczerpanie i niechęć do ciągnięcia tej konwersacji.
- Martwię się o ciebie... Cheer! Co ty wyprawiasz?!
Nie zwracałam uwagi na krzyki mojej mamy. Po prostu otworzyłam drzwi od samochodu i wysiadłam z niego póki moja rodzicielka jeszcze nie odjechała. Biegłam przed siebie, nie zwracając uwagi na klaksony samochodów. Chciałam od tego wszystkiego uciec, choćby na chwilę.

Gdy znalazłam się poza zasięgiem wzroku matki, zwolniłam. Starałam się unormować oddech i uspokoić zbyt szybką pracę serca. Rozejrzałam się naokoło, chcąc rozpoznać okolicę, w której się znajduję. Park? Tak, był to park nieopodal domu Zayn'a. Jedyne o czym teraz marzyłam to go tu nie spotkać. Szłam ścieżką pokrytą drobnymi kamyczkami. Dostrzegłam wolną ławkę, więc nie wiedząc co ze sobą począć, po prostu na niej usiadłam. Podciągnęłam nogi pod brodę, przygryzając przy tym dolną wargę. Nie chciałam pokazywać tu swojej słabości. Gdy uniosłam wzrok ujrzałam mijającą mnie dziewczynę. Wyglądała jak damska wersja Malik'a. Ciemne włosy opadały falami na jej ramiona, oczy w odcieniu ciemnego brązu okalał wachlarz rzęs, wyraźne kości policzkowe ukazywały się na jej ciemnej karnacji, zaś uśmiech był pełen ciepła. Jednak ten ostatni gest był skierowany do osoby idącej nieopodal. Wywnioskowałam, że był to chłopak. Kolejna szczęśliwa para ludzi. Ironia losu. Obserwowałam ich i pewnym momencie zamarłam. Te same oczy, ten sam uśmiech, te same ubrania. W kierunku nieznajomej kroki stawiał Zayn. Nagle wszystko co do tej pory widziałam spowiło się mgłą. Pierwsza łza ujrzała światło dzienne, gdy ujrzałam jak Mulat chwyta dziewczynę w ramiona, unosząc ją nad ziemię. Z jej gardła wydobył się pisk pełen rozbawienia, zaś z mojego szloch pełen bólu. Zerwałam się z miejsca, w którym siedziałam niespełna pięć minut, wywołując falę bólu. Ponownie zaczęłam biec przed siebie. Chcąc odgonić od siebie myśli o chłopaku. O tym jaki był szczęśliwy, widząc obcą mi dziewczynę. Szybko znalazł sobie pocieszenie. On nic, a nic się nie zmienił. Nadal wymieniał kolejne kobiety jak rękawiczki. Wkraczał bezkarnie do ich życia, by potem odejść i pozostawić po sobie pustkę, którą odczuwałam.
Słone łzy mieszały się z wodą, która płynęła pode mną. Wiatr powiewał moje włosy, zaś ciało drgały z nadmiaru emocji. Znajdowałam się tu tylko ja. Ja i most. Miejsce, w które zaprowadził mnie Zayn. Nie przejeżdżały już tędy żadne pojazdy ze względu na sporą wyrwę niedaleko. Chwyciłam się barierki, czując napływ odwagi. Przełożyłam swoje wątłe ciało na drugą stronę. Nadal trzymałam się kurczowo ziemnego metalu. Zamknęłam oczy i pogrążyłam się w myślach. Jeden krok i znajdę się w innym świecie, lepszym świecie. Tylu osobom ulżę usuwając się stąd. Wystarczy delikatne posunięcie się w przód. Poruszyłam nieznacznie stopą, lecz ponownie ją cofnęłam.
- Jestem cholernym tchórzem. - Wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
Otworzyłam nadal zamknięte oczy i spojrzałam w widok, który wręcz hipnotyzował. Tafla wody pode mną wyglądała tak kusząco. Wystarczy krok. Jeden mały kroczek, by ulżyć tych wszystkich cierpień. Nadal wpatrując się w rwącą rzekę delikatnie przesunęłam się w przód i jednocześnie sprawiając, że czubki moich butów znalazły się poza bezpiecznym gruntem. Gdy chciałam w końcu zakończyć życie jako ten nieudany egzemplarz usłyszałam znajomy głos.
- Jesteś pewna, że chcesz to zrobić? - Zacisnęłam mocniej ręce na barierce, gdyż ten dźwięk o mało nie spowodował tego na co brakowało mi odwagi.
Przekrzywiłam głowę i ujrzałam Zayn'a. Również stał na granicy śmierci. Wpatrywał się w taflę wody pod nami.
- Co ty tutaj robisz?
- To co ty, chcę odejść z tego świata.
Nadal nie zaszczycił mnie spojrzeniem swoich pięknych tęczówek, które teraz tak rozpaczliwie pragnęłam ujrzeć.
- Nie możesz, przecież jesteś szczęśliwy. - Wydawało mi się to oczywiste, lecz Mulat parsknął śmiechem.
- Nigdy nie byłem szczęśliwy, do czasu kiedy cię poznałem. Wtedy pojąłem co oznacza to słowo. Nie mogłem uwierzyć jak bardzo pragnąłem twojej obecności. Mogę cie porównać do narkotyku. Spróbowałem, mówiąc, że nie wpadnę w nałóg, lecz po jakimś czasie próbuję drugi raz. Kolejnych już nie liczę, ponieważ popadam w uzależnienie. Tak samo jest z twoją obecnością. Nie mogę powiedzieć, że spędziłem dzień szczęśliwie, gdy nie ujrzę twojego uśmiechu, tych niesamowicie hipnotyzujących oczu na sobie, twego przypadkowego dotyku. Najgorzej jest widzieć jak cierpisz. Jak z mojego powodu łzy spływają po twoich policzkach. To jest jak cios prosto w serce. Więc możesz wyobrazić sobie co poczułem, słysząc od ciebie dziś te słowa.
Przestań! - Krzyknęłam drżącym głosem, przerywając jego monolog, który mógłby pewnie trwać i godzinę. Każde jego słowo trafiało wprost do mojego serca. Sprawiało niewyobrażalny ból i jednocześnie przyjemne ciepło. - Wiesz jak ja się czuje? Jak zabawka w twoich dłoniach. Owinąłeś sobie mnie wokół palca. Nie wiem jakim cudem na to pozwoliłam. Przecież takie osoby jak ty się nie zmieniają. Po co była ta gra, Zayn?
- Nie rozumiem, o co ci chodzi.
- Dobrze wiesz, o co mi chodzi. Tą dziewczynę, z którą widziałeś się w parku masz zamiar potraktować tak samo? - Ponownie z jego ust usłyszałam parsknięcie śmiechem.
- Chodzi ci o moją kuzynkę?
W tym momencie zamarłam. Kuzynka? To by wyjaśniało to podobieństwo. Jednak teraz nie mogę dać za wygraną, nie mogę mu pokazać, że zawsze ma rację.
- To i tak nic nie zmienia. Ta rozmowa nie ma dłużej sensu, czas najwyższy się pożegnać. - Ostatnie słowa ledwo przeszły przez moje gardło.
- Jeśli ty skoczysz, ja również.
- Nie możesz! - Wiem, że moje żałosne słowa nie zmienią pod żadnym pozorem jego zdania. Gdybym była na jego miejscu nie przekonałyby również mnie.
- Jesteś tego pewna?
Nagle czubki jego butów również utraciły grunt pod nogami. Miałam ochotę podbiec tam i zabrać go jak najdalej od tej krawędzi. Przecież to nie może się tak dla niego skończyć.
- Zayn, ty masz szansę na wspaniałe życie. Masz osoby, które będą cię wspierać. Posiadasz ogromny talent, który na pewno zapewni ci przyszłość. Nie popełniaj takiej głupoty.
- Jeśli skoczysz, nie będę miał dla kogo żyć. Każdego dnia budziłem się tylko i wyłącznie dla ciebie, poprawiałem oceny by dać ci satysfakcję. Jesteś dla mnie wszystkim. - Jego oczy patrzyły wprost w moje ze śmiertelną powagą. Pokręciłam głową, szlochając coraz głośniej.
- To nie może być prawda.
- To jest prawda, Cheer. Proszę nie rób tego, zrób to dla mnie.
Zamknęłam oczy, słysząc niezrozumiałe dźwięki. Słyszałam kroki, które zbliżały się w moim kierunku. Ciepła dłoń spoczęła na mojej, która zaciśnięta była na barierce. Odwróciłam się ze strachem w jego kierunku. Widziałam w jego oczach strach. Bał się o mnie. Jemu naprawdę na mnie zależy. Jezu, co ja robię? Spojrzałam na taflę wody, z którą jeszcze przed chwilą chciałam się zetknąć.
- Proszę, podaj mi rękę. - Wyszeptał chłopak, a ja wykonałam posłusznie prośbę. Nim się obejrzałam jego silne ramiona złapały mnie w pasie, wywołując ból, lecz już po chwili ustąpił, gdy stanęłam na stabilnym gruncie. Moje ciało nadal drgało pod wpływem emocji. Podniosłam wzrok na Zayn'a, który delikatnie się uśmiechnął.
- Tak bardzo cie przepraszam. Naprawdę nie chciałam. Proszę, wybacz mi.
Nie uzyskałam odpowiedzi. Jego ramiona po prostu zamknęły mnie w uścisku, zaś moje drobne dłonie przyciągnęły go mocniej do siebie. Poczułam dobrze znany mi zapach jego ulubionych perfum. Nagle moje nogi zmiękły, a ja wraz z Zayn'em opadliśmy na chłodny asfalt. Łzy spływały po mojej twarzy, torując swoją drogę na moich policzkach, zaś kończyły swoją wędrówkę na bluzce Mulata. Siedzieliśmy wtuleni w siebie na środku opuszczonego mostu, nie zwracając na otaczający nas świat.
- Obiecaj mi, że już nigdy więcej tego nie zrobisz. - Wyszeptał wprost w moje włosy, na co powoli zaczęłam się uspokajać.
- Obiecuję.
Przymknęłam powieki, napawając się obecnością osoby, dla której pragnę pozostać na tym świecie. Tylko on i ja. Tylko to się liczy.
Po długiej nieobecności pojawia się kolejny rozdział. Nie będę was zadręczać moimi uwagami, więc po prostu proszę o komentarz. Dla mnie to motywacja do dalszej pracy. Dziękuję z całego serca osobom ,które mimo tego, że tak dawno nie prowadziłam tego bloga są nadal ze mną. Kocham Was!
Nika. x
  • awatar Gość: Jak to czytam mam ochotę sama skoczyć z mostu! Dlaczego moje życie nie jest tak piękne i wzruszające jak twoje opowiadanie
  • awatar Gość: ciekawe co jej mama robiła pod czas tej całej rozmowy na krawędzi mostu ?
  • awatar black.ivy❤: Tak! W końcu doczekałam się kolejnych losów Cheer i Zayn'a. Po tytule wywnioskowałam, że rozdział nie będzie oznaczał nic dobrego. Zdziwiłam się, kiedy Cheer wypowiadała te słowa w szpitalu. Wszystko było ujęte tak doskonale, że w pewnym momencie poczułam, jakbym tam była, stała z boku i obserwowała wszystko. genialne! zaskoczył mnie również fragment, w którym nasza główna bohaterka chciała skoczyć (!) na szczęście pojawił się Zayn i wszystko sobie wytłumaczyli. Właśnie..też nie wiem czy są w końcu parą czy tylko przyjaciółmi? Mam nadzieję, że to pierwsze, a jeżeli nie, to nie długo się zmieni. Jak zwykle, rozdział fantastyczny. Aż brak mi słów, dlatego kończę mój denny monolog. Czekam na równie fenomenalną część. Życzę weny i pozdrawiam ciepło! x
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Cheer, 19 maja 2010
http://www.polyvore.com/be_yourself/set?id=82416555

Ocknęłam się w swojej sypialni. Wszystko wydawało się być normalne i rutynowe. Wszystko, dopóki tak jak codziennie nie zerwałam się z łóżka. Fala bólu przeszyła moje ciało wzdłuż kręgosłupa. Delikatnie dotknęłam talii i zacisnęłam powieki. Oddychałam głęboko, patrząc się w punkt przed sobą. Gdy ból zaczął stopniowo mijać, stanęłam na panelach mojej sypialni. Stawiałam kroki w stronę drewnianej szafy, stojącej na drugim końcu pomieszczenia. Zajmowała większość miejsca w pokoju i nieustannie zaczynało brakować w niej wolnych półek i wieszaków. Wyciągnęłam parę poszczególnych części garderoby, które w mojej głowie wydawały się tworzyć odpowiedni zestaw na dzisiejszy letni dzień. Udało mi się dojść do łazienki , po czym zamknąć za sobą drzwi. Zrzuciłam z siebie luźną piżamę i dostrzegłam opatrunek. Trzymał się na swoim miejscu i nie wyglądał jakby miał się zsunąć. Stanęłam w kabinie prysznicowej i odkręciłam wodę. Omijałam okolicę talii i w ten sposób odświeżyłam swoje ciało.

Na siebie wciągnęłam ubranie, lecz koniecznością była bluzka, która nie opinała by mojej talii. Włosy rozczesałam i pozwoliłam im swobodnie opadać na moje ramiona. Szybko wyszorowałam zęby, po czym przepłukałam jamę ustną. Opuściłam pomieszczenie, od razu idąc do kuchni, z której wydobywały się kuszące zapachy. Już w drzwiach dostrzegłam pyszny posiłek ustawiony na stole – pancakesy. Mój głód spotęgował syrop klonowy oraz kawałki bananów. Doszłam do stołu w szybkim tempie, a gdyby nie bandaż już dawno bym do niego dobiegła. Konsumowałam jedzenie w ciszy.

Cisza, tego mi było dziś trzeba. Zero hałasów, zero problemów, zero konfliktów. Gdy brałam kolejnego kęsa na nadgarstku dostrzegłam bransoletkę. Piękny i symboliczny prezent od Zayna. Ten chłopak zaskakiwał mnie z dnia na dzień coraz bardziej. Oczywiście pozytywnie! Dostrzegłam w nim zalety, które na początku skrywała skorupa bezwzględnego bad boya.

Otrząsnęłam się, po czym powróciłam do przerwanej czynności. W końcu pusty talerz wylądował w zmywarce. Do szklanki nalałam soku pomarańczowego, który wypiłam idąc w stronę okna. O mało nie wyplułam zawartości, gdy dostrzegłam osobę, która stała przed kamienicą najwyraźniej na kogoś czekając, a dokładniej mówiąc – na mnie. Malik patrzył w czubki swoich conversów, co jakiś czas zerkając na wyświetlacz telefonu. O mało nie pisnęłam gdy jego wzrok powędrował w okno, przy którym stałam. Odsunęłam się od niego gwałtownie, czego pożałowałam, bo ból się nasilił. Nie podchodziłam już do szyby, lecz dopiłam sok i szybko opuściłam pomieszczenie.

Chwyciłam torbę, którą powiesiłam na ramieniu. Jęknęłam gdyż ten ciężar spowodował nieprzyjemne pieczenie w okolicach talii. Zamknęłam za sobą mieszkanie, wrzucając gdzieś na dno torby klucze. Schodziłam po klatce schodowej wiedząc, że przed kamienicą czeka chłopak. Pchnęłam drzwi, a jego wzrok automatycznie powędrował na mnie. Uśmiechnął się szeroko, po czym podszedł do mnie chcąc przytulić. Jego uścisk był mocny, przez co nie ukryłam jęknięcia.
- Przepraszam, zupełnie o tym zapomniałem. - Odsunął się prawie, że natychmiastowo patrząc na talię, na której spoczywała moja dłoń.
- Nic nie szkodzi, tak w ogóle to cześć. - Posłałam mu uśmiech, który odwzajemnił. Poprawiłam torbę i już chciałam ruszyć przed siebie, gdy chłopak ściągnął torebkę z mojego ramienia. - Co ty wyprawiasz?
- Chyba widzisz. Będę niósł twoją torbę.
Powiesił ją na ramieniu, przez co starałam się powstrzymać śmiech. Szedł przed siebie z plecakiem i moim bagażem.
- Wyglądasz w niej tak męsko. - Rzekłam z sarkazmem, wybuchając śmiechem.
- Zazdrościsz? Jeśli masz zamiar się ze mnie nabijać to ty możesz ją ponieść.
- Dobra. - Wyciągnęłam w jego kierunku dłoń, czekając na torebkę.
- Nie oddam ci jej. Wyglądam z nią lepiej.

Przez całą drogę do szkoły nie obyło się od do gryzek w stronę Malika. W końcu ujrzałam budynek z bordowej cegły. Robił wrażenie, mimo że w środku czaiło się od osób, które tylko czekały by mnie upokorzyć. Przechodząc koło „ekipy” Pameli ujrzałam ich spojrzenia pełne pogardy. Chłopak nadal niósł moją torbę, co wywołało wśród nich spore zamieszanie. Po wejściu do liceum czułam się skrępowana. Jeszcze nigdy nie czułam sobie tylu par oczu. Zayn się tym nie przejmował, lecz ja nie potrafiłam. Obydwoje stanęliśmy przed moją szafką, gdzie chłopak w końcu oddał mi moją własność. Chwyciłam tylko potrzebne mi książki i udałam się pod salę lekcyjną.

Pierwsza lekcja – chemia. Następne są równie proste jak dla mnie, zaś na koniec pozostało wychowanie fizyczne. Jednak nie mogę ćwiczyć na razie przez dwa tygodnie. Później w zależności od szybkości gojenia się oparzenia będę mogła stopniowo wracać do formy.

Siedziałam pod ścianą sama. Wszyscy inni pochłonięci byli rozmowami w gronach swoich znajomych. Poczułam czyjąś obecność i dostrzegłam Zayna zajmującego miejsce koło mnie. Uśmiechnął się na ten swój uroczy sposób, a ja nie potrafiłam tego nie odwzajemnić.
- Nie jesteś z Joshem? - Spytałam, lecz on pokręcił głową.
- Nie mogę z nim teraz być, bo właśnie siedzę przy tobie. To chyba logiczne. A jeśli ci chodziło o to dlaczego z nim nie jestem, to dlatego, że poszli palić.
- Ty nie palisz?
- Zdarza się, ale chcę to rzucić.
Szczerze, zdziwiłabym się gdyby powiedział, że nie pali. Zazwyczaj nie osądzam człowieka po wyglądzie, jednak widząc Malika po prostu czuję, że posiada ten okropny nałóg.

Przerwa przed pierwszą lekcję minęła, a równo o godzinie ósmej zabrzmiał dzwonek. Zajęłam woje miejsce w ostatniej ławce, otwierając zeszyt pod poprzednim tematem. Napisałam jak zwykle „Lekcja”, a pod spodem „Temat”. Następnie przy drugim wyrazie zanotowałam zdanie wypowiedziane przez naszą nauczycielkę – panią Dunst. Bla, bla, bla... Lekcja minęła wyjątkowo nudno. Wszystko co dziś mówiła nie docierało do mnie. Więc szybko zanotowałam zadanie domowe po dźwięku oznajmiającym koniec przerwy. Podniosłam się z krzesła, czując promieniujący ból. Chwyciłam przedmioty, po czym wtopiłam się w tłum uczniów na korytarzu. Każde przypadkowe szturchnięcie, szczególnie w talię powodowało nieprzyjemne uczucie. Czułam, że wszyscy nastawili się dziś przeciwko mnie. Wiedziałam, że plotki szybko się roznoszą, więc każda osoba na pewno wiedziała o moim pobycie w szpitalu i o powodzie. W końcu dotarłam do szafki z trudem łapiąc oddech. Wpisałam szyfr odkładając podręczniki. Wyciągnęłam potrzebne mi przedmioty, po czym metalowe drzwiczki ponownie się zamknęły. Zaczęłam zmierzać w kierunku sali. Rutyna.

Ostatnia lekcja – wychowanie fizyczne. Nasza szkoła wyznawała zasadę. Nawet jeśli uczeń nie uczestniczy w lekcji sportu, to nie może wrócić do domu, lecz pozostać na zajęciach nie uczestnicząc w nich. Tak więc siedzę teraz na trybunach i czekam na resztę klasy, która powinna się zaraz zjawić oraz pana Hendersona. Moje nogi wystukiwały o podłogę rytm jakiejś piosenki, której tytułu nie mogłam sobie przypomnieć. Wtedy dostrzegłam uczniów, którzy aktywnie uczestniczyli w lekcji wychowania fizycznego. Zlustrowałam wzrokiem ich twarze, po czym przeniosłam wzrok na drzwi, które ponownie się otworzyły. Ujrzałam w nich Zayna wraz ze swoimi przyjaciółmi. Jak zwykle mieli z kogoś powód do śmiechu. Malik przystanął w miejscu i nasze spojrzenia się skrzyżowały. Posłał mi uśmiech, który odwzajemniłam. Oderwałam wzrok od Mulata gdy w sali rozległ się gwizdek. Pan Henderson pojawił się jakby znikąd. Gdy wszyscy zjawili się w środku nie obyło się od komentarzy nauczyciela typu „ Jeszcze jedno takie spóźnienie, a posypią się jedynki”. Słyszeliśmy je za każdym razem i już nikt się tym nie przejmował. Jednak po co psuć humor panu Hendersonowi?

W końcu lekcja dobiegła końca. Znalazłam się w szatni jako pierwsza, gdy Pamela ze swoją trupą prawiły sobie komplementy o swoim makijażu czy paznokciach. Zarzuciłam torbę na ramię i poczułam ból. Wzięłam więc głęboki wdech, co wcale nie polepszyło sprawy. Gdy chciałam opuścić jakże ciasne pomieszczenie, drzwi otworzyły się. Zjawiły się w szatni wszystkie blondynki. Chciałam tak po prostu je minąć, lecz zatrzymało mnie szarpnięcie za ramię.
- Wybierasz się gdzieś frajerko? - Opadłam z głośnym jękiem na ławkę po silnym pchnięciu Pameli. - Czyżby bolało? - Podeszła do mnie i nie zważając na nic zacisnęła dłoń w pięść, po czym wymierzyła mi cios w brzuch. Łzy napłynęły mi do oczu, zaś moje ciało automatycznie zwinęło się w kłębek. Słyszałam jedynie śmiechy.

Mijały kolejne minuty, a ja nie mogłam nawet się podnieść. Ból i strach sparaliżowały moje ciało. Nim zdążyłam unieść głowę, silne szarpnięcie mnie od tego wyręczyło.
Posłuchaj, bo następnym razem nie będę powtarzać. Najwidoczniej ostatnie spotkanie nie dało ci do myślenia. Zostaw Zayna w spokoju, zrozumiano? - Zapadła cisza, lecz ja nie byłam w stanie odpowiedzieć. Jej paznokcie wbiły się w skórę na moich ramionach i pociągnęły w górę. Byłam zmuszenia do wyprostowania się, co sprawiło falę bólu. Łza spłynęła po moim policzku. Czułam jak mój podbródek zaczyna drgać. - Zrozumiano?! - Dziewczyna podniosła głos,m na co skinęłam dwa razy głową. Zachichotała szyderczo i gdy myślałam, że najgorsze już za mną, poczułam silną potrzebę zaczerpnięcia powietrza. Kolejny cios, tum razem o wiele mocniejszy zadany prosto w talię. Z mojego gardła wydobył się krzyk. Opadłam bezwładnie na ławkę i łkałam. Coraz głośniej i głośniej. Jednak słyszałam jedynie śmiech.

W szatni pozostałam sama. Nie mogłam się podnieść. Każda czynność przychodziła mi z ogromnym trudem. Nagle usłyszałam pukanie, a później znajomy głos.
- Cheer? Jesteś tam? - Zayn na mnie czekał. Gdy rozchyliłam usta by coś powiedzieć, wydobyło się z nich tylko ciche jęknięcie. - Cheer, odpowiedz.
- Pomocy. - Powiedziałam po zaczerpnięciu tchu. Najwidoczniej wystarczyło, by chłopak mógł je usłyszeć. Drzwi otworzyły się z hukiem, po czym do środka wparował Malik. Ujrzałam w jego oczach strach.
- Cheer! Co się stało? Pomogę ci wstać.
Niestety nie udało mu się to, gdyż przerwałam.
- Nie dam rady. Za bardzo boli. - Wydusiłam z siebie, ciężko oddychając.
- Kto ci to zrobił?
- A czy to teraz ważne? - starałam się wysilić uśmiech, lecz wyszedł z tego jedynie grymas.

Usłyszałam zbliżające się kroki. Do szatni wszedł pan Henderson. Patrzył na początku na nas podejrzliwie, lecz później zrozumiał powagę sytuacji.
- Co tu się dzieje? Santiago, co się stało? - Kucnął przy mnie, lecz nie byłam w stanie się nikomu tłumaczyć. Głowa bolała coraz bardziej, tak samo jak talia. Obydwie postacie stawały się coraz mniej widoczne. Słyszałam rozmowę, lecz wyłapywałam jedynie pojedyncze słowa. Później dojrzałam drobną, kobiecą sylwetkę. Następnie w szatni pojawiały się co rusz nowe osoby zaintrygowane sytuacją. Gwar rozmów zaczął mnie przytłaczać. Powieki stawały się coraz cięższe. Nagle wszystko ucichło, a ja po raz kolejny ostatniego czasu straciłam przytomność.

***

Nie jestem zadowolona z tego rozdziału, bo nie dzieję się w nim nic nowego i zaskakującego. Wszystko jest przewidywalne. Jednak w głowie mam pełno pomysłów na następne. A, no i nie dodawałam tak długo, bo przez tydzień wylegiwałam się na słonecznej plaży w Rewalu. Mam nadzieję, że jeszcze czytacie moje wypociny. Pozdrawiam (: xx
  • awatar <3 Music is my life <3: Nieźle wciąga, szczerze mówiąc do przewidywalne będzie jedynie to, że będą razem :D Może jakiś zwrot akcji np po pierwszym pocałunku lub... dobra nieważne :) jak masz pomysły to czekam na dalsze rozdziały!!!
  • awatar black.ivy❤: No nadrobiłam wszystko i bardzo się cieszę, że postanowiłaś kontynuować to opowiadanie, gdyż jest naprawdę świetne. Tak, wiem. Powtarzam się, ale co mogę innego dodać? Wzięłabym tą Pamelę i za włosy wytargały, przysięgam. Mam nadzieję, że Cheer nic nie strzeli do głowy i nie przestanie spotykać się z Zayn'em. Czuję, że już nie długo będą razem. Taki tam instynkt ;) No cóż...rozdział fenomenalny, naprawdę bardzo mi się podoba. Czekam na więcej, moja droga. Życzę weny i pozdrawiam ciepło :*
  • awatar Sylw;*: jeja nieźle, coraz lepiej;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Cześć. Wow, po czterdziestu ośmiu dniach dodaję wpis. Czuję się co najmniej dziwnie. Mimo, że zaczęły się wakacje, a oceny zostały częściowo poprawione na koniec roku musiałam przemyśleć tą decyzję. Czego się bałam najbardziej? Chyba tego, że już o mnie zapomnieliście, a przynajmniej tak sądzę. Tego, że jak dodam rozdział nie pojawi się żaden komentarz. Po prostu nie wiem czy będziecie chcieli dalej to czytać. Po za tym obawiam się, że rozdziały nie będą już takie dobre. Ta przerwa mogła mi zaszkodzić, choć nie wiem czy zaszkodziłam, gdyż zawsze gdy chciałam wrócić do pisania - tchórzyłam. Nie potrafiłam napisać nawet jednego słowa, bojąc się, że coś schrzanię. Jednak brakowało mi mojego opowiadania i ogłaszam swój powrót. Ja się cieszę. Rozdział pojawi się niedługo, ponieważ już mam go po części napisanego. Mam nadzieję, że was nie zawiodę, a moi wierni czytelnicy będą dalej mnie wspierać, czytać i komentować. Rozdział już niedługo! (: XX
  • awatar <3 Music is my life <3: No nareszcie! Wiesz ile czekałam? :) Wbijaj do mnie bo też zaczęłam pisać ... tylko na razie zero akcji i brak komentarzy :/
  • awatar Sylw;*: uhuhu ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Z przykrością informuję, że zawieszam bloga na czas nieokreślony. Niestety ale muszę poprawić te cholerne oceny, a jak same wiecie pozostało mało czasu. Po poprawieniu oczywiście będę kontynuowała pisanie tego opowiadania. Jednak mimo, że nie piszę rozdziałów to nadal możecie mi wysyłać wiadomości prywatne i powiadomienia o nowych rozdziałach, ponieważ nie mam zamiaru zaprzestać czytania waszych opowiadań. Dobra, nie przynudzam. Mam nadzieję, że się nie gniewacie, o ile ktoś w ogóle będzie się gniewał. Mam nadzieję, że uda wam się doczekać rozdziału. Kocham was! XX (:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Cheer, 18 maja 2010
http://www.polyvore.com/get_look.76/set?id=80629179

Następnego dnia z ulgą udało mi się bez oporów zejść z łóżka. Wczorajszy stan tak jak szybko się pojawił, w takim samym tempie zniknął. Przeciągnęłam się, ziewając głośno. Bez pośpiechu nałożyłam na ramiona szlafrok, zaś na stopy kapcie. Dziś zamiast na początek dnia wziąć prysznic i nałożyć na siebie ubranie, powędrowałam do kuchni, z której unosił się ładny zapach.
- Dzień dobry. - Ucałowałam matkę w policzek, po czym zasiadłam do stołu. Przede mną zostało postawione parujące kakao z bitą śmietaną i piankami. Uśmiechnęłam się i posyłając rodzicielce wdzięczne spojrzenie, upiłam łyk napoju. Mama od kiedy pamiętam, jak robiła mi kakao, to właśnie w ten sposób. Było nie do opisania w swoim wyśmienitym smaku. To nie żadna sztuka mieć w kubku gorące mleko i wsypać do niego trzy czy cztery łyżeczki sproszkowanej czekolady. Odrobina wyobraźni i posiłek może stać się smaczniejszy. Nim zdążyłam się obejrzeć, odstawiłam pusty kubek na ławę. Oblizałam usta i podniosłam się, odkładając go do zmywarki. Gdy ponownie zajęłam swoje miejsce na krześle, ujrzałam tosty z masłem orzechowym, a na to ułożonymi kawałkami bananów. Koło niego zaś stał kubek z tym samym napojem ,jaki przed chwilą wypiłam. Uniosłam brew i założyłam ręce na klatce piersiowej.
- Mogłabyś mi powiedzieć co tu się dzieje? Moje ulubione kakao podane dwa razy i jeszcze te pysznie wyglądające tosty. To za dużo jak na jeden poranek.
- Wszystkiego najlepszego! - Moja rodzicielka podeszła do mnie i zamknęła w uścisku. Na śmierć zapomniałam, że dzisiaj wypadają moje urodziny.
- Dziękuję. - Odwzajemniłam gest z szerokim uśmiechem na twarzy.
- A teraz jedz śniadanie, bo nie zdążysz do szkoły.
Nie trzeba było dużo czekać na efekt po słowach mamy. Od razu zabrałam się za idealnie przygotowany posiłek, a gdy obydwa naczynia zostały puste, szybko wsadziłam je do zmywarki. Widząc godzinę, przebiegłam przez kuchnię i hol, wpadając do mojego pokoju. Otworzyłam szafę i wyrzuciłam z niej parę ubrań. Chwyciłam torbę i po krótkim namyśle torebkę. Nie wyglądało źle, więc ponownie przebiegłam przez przedpokój i zamknęłam się w łazience. Zrzuciłam z siebie piżamę, której dolna część wylądowała na drzwiach kabiny prysznicowej, zaś górna na umywalce. Nie pytajcie jakim cudem rzuciłam moim ubraniem w ten sposób, ponieważ najpierw sama muszę do tego dojść. Trochę więcej czasu poświęciłam na odświeżający prysznic, lecz migiem wciągnęłam na siebie zestaw. Rozczesałam włosy i umyłam zęby. Wyleciałam z pomieszczenia wpadając do sypialni po torebkę, która stała koło biurka z potrzebnymi materiałami do szkoły. Z lekko przyśpieszonym oddechem ponownie spojrzałam na zegarek. Odetchnęłam z ulgą, gdyż na tyle prędko wyrobiłam się z porannymi czynnościami, by w spokojnym tempie dotrzeć do liceum. Opuściłam mieszkanie i zamykając w miarę cicho za sobą drzwi, znalazłam się w przytulnej klatce schodowej. Promienie słoneczne wpadające przez okna obejmowały każdy zakamarek. Mrużąc oczy, zeszłam na dół i wyszłam na zewnątrz. Oczywiście słońce dawało o sobie znać, jednak przysłaniały je chmury, które były codziennością w Londynie. Gdybym teraz miała zamieszkać w kraju o cieplejszym klimacie lub chłodniejszym, to po prostu nie potrafiłabym. Jestem dostosowana do tych warunków i nie chcę ich zmieniać. Oczywiście nie wiem jak potoczy się moje życie ale jestem dobrej myśli.

Zorientowałam się, że nadal stoję pod kamienicą. Gdy ruszyłam, usłyszałam za sobą znany mi głos.
- Wszystkiego najlepszego. - Obróciłam się z uśmiechem w kierunku chłopaka, który opierał się nonszalancko o frontową ścianę budynku.
- Skąd wiedziałeś?
- Przecież mi mówiłaś. - Zaśmiał się, a ja mu zawtórowałam. - Zamknij oczy. - Wykonałam po dłuższych namowach jego polecenie. Czułam jego bliskość, która wywołała u mnie przyśpieszoną pracę serca. Chwycił moją dłoń, a następnie poczułam jak coś zimnego oplata mój nadgarstek. Chłopak puścił dłoń, a ja nadal wyczuwałam ten przedmiot na swojej ręce. - Możesz otworzyć oczy.
Natychmiast po ich otworzeniu, skierowałam swój wzrok na ową rękę. Uniosłam ją ku górze i dostrzegłam szczerozłotą bransoletkę z serduszkiem.
- Zayn, nie musiałeś. - Oniemiała dotknęłam ręką biżuterii, po czym przytuliłam w geście podziękowania chłopaka. Odwzajemnił gest, a ja z uśmiechem spojrzałam mu w oczy. - Dziękuję.
- Najlepszym podziękowaniem dla mnie jest twój uśmiech. - Czułam, że moje policzki stawały się różowe. - Może pójdziemy do kawiarni?
- Przecież musimy iść do szkoły.
- Mój zegarek wskazuje dokładnie ósmą, więc myślę, że to nie ma najmniejszego sensu. - Zdziwiłam się, że tak szybko mogło minąć tak sporo czasu.
- Czemu nie?

Rozmawiając stawialiśmy kroki w kierunku Starbucks Coffee. Jeden z najlepszych lokali w mieście, a także nie znajdował się daleko. Zayn jak dżentelmen przepuścił mnie w drzwiach, otwierając je na oścież. W środku znajdował się tylko mężczyzna rozmawiający przez telefon i dopijający swoje espresso oraz dwie kobiety, które żaliły się na swoje życie przy cappuccino. Zasiedliśmy przy jednym stoliku, o którego podeszła szczupła blondynka, która nie zwracając na mnie uwagi zwróciła się do Mulata.
- Witamy w Starbucks Coffee, w czym mogę służyć? - Zemdliło mnie, gdy wydała z siebie niemalże pisk.
- Na co masz ochotę? - Malik posłał mi uśmiech, na co dziewczyna z pogardą spojrzała na mnie.
- Latte Macchiato. - Stwierdziłam po krótkim namyśle, na co Zayn przytaknął głową.
- Dwa razy to samo.
Dziewczyna wyraźnie zirytowana ignorancją chłopaka, odeszła dumnie zarzucając włosami. Dźwięk obcasów, oddalał się, aż ucichł.
- Więc najpierw wypijemy kawę, a później?
Chłopak zadał dobre pytanie. W głowie miałam zupełną pustkę i nic nie mogło mi przyjść na myśl. Wzruszyłam więc ramionami i nadal szukałam jakiejś propozycji. Zajęliśmy się rozmową na temat szarej codzienności. Mulat jest naprawdę dobrym słuchaczem. Nigdy mi nie przerwał, tylko uważnie wysłuchał i w trudnych sytuacjach nie mówił „Będzie dobrze”, lecz potrafił powiedzieć prosto z mostu, że jest to fatalna sytuacja i nie ma z niej wyjścia. Mimo, że prawda bolała, to kłamstwo potrafiło zadać wiele więcej cierpienia. Do stolika ponownie podeszła dziewczyna stawiając przed nami zamówienie. Widziałam w jej oczach złość, więc gdy kubek z kawą ustawiła przede mną, niby nie chcący szturchnęła go dłonią, tym samym wylewając jego zawartość na mnie. Poderwałam się z krzesła, wywracając je. Czułam bolesne pieczenie w okolicach brzucha i górnej części ud. Syknęłam z bólu, natomiast chłopak znalazł się tuż koło mnie.
- Cheer! Nic ci nie jest? - Objął mnie troskliwie ramieniem, zaś blondynka podeszła do nas, udając skruszoną.
- Przepraszam! Naprawdę nie chciałam by tak wyszło.
- Jasne, a gdy specjalnie trącałaś ręką kubek to też może robiłaś to niechcący?! - Wygarnęłam jej prawdę prosto w twarz, na co rozwścieczony chłopak zgromił ją wzrokiem. Zaczerwieniona i upokorzona kelnerka szybko odeszła od stolika i zniknęła za drzwiami prowadzącymi na zaplecze.

Wtedy poczułam w okolicach brzucha. Zgięłam się w pół ale pożałowałam, gdyż to spowodowało nową falę bólu.
- Może powinniśmy pojechać do szpitala. Twój stan nie wygląda dobrze. - Delikatnie odciągnęłam przemoczoną koszulkę i poczułam chwilową ulgę.
-Nie, nie trzeba. - Ledwo stojąc, wyjąkałam parę słów. Chłopak szybko położył na stole banknot i ponownie zwrócić się w moim kierunku.
- Chodź - Malik złapał mnie opiekuńczo i pomagając stawiać kroki, wyszliśmy na zewnątrz. Oparłam się o ścianę gdy Zayn wybierał numer na taksówkę żywo gestykulował dłońmi, nerwowo zerkając w moją stronę. Już po chwili auto zahamowało przed nami. Mulat pomógł mi wsiąść i zająć miejsce koło mnie. Ulżyło mi gdy zamiast podał adres szpitala, wypowiedział numer i nazwy ulicy, na której mieścił się jego dom. Jechaliśmy w ciszy przerywanej od czasu do czasu moimi jękami. Naprawdę oparzenie bolało niemiłosiernie. Nigdy nie miałam z nim do czynienia, a jak już to się stało, to akurat w taki sposób.

W końcu zatrzymaliśmy się przed budynkiem, który dosyć często odwiedzałam. Po zapłaceniu mężczyźnie prowadzącemu pojazd, obydwoje go opuściliśmy. Z pomocą chłopaka udało nam się wejść do domu, po czym usiąść na kanapie.
- Powinniśmy zrobić zimny okład ale najpierw trzeba zobaczyć jak to wygląda.
Opadłam na krzesło w kuchni i zaczęłam podwijać bluzkę. To co ukazało się moim oczom, przechodziło najśmielsze oczekiwania. Brzuch przybrał różne barwy. W jednym miejscu był czerwony, w drugim różowy, w innym fioletowy, a nawet pomarańczowy. Do tego pęcherzyki, którego dostrzegłam gdzieniegdzie.
- Mój Boże. - Szepnął Zayn, przeczesując rękoma włosy.
- Nie jest tak źle.
Zasłoniłam miejsce oparzenia, napotykając na sobie jego wzrok.
- Gdybym tylko uważał na tych cholernych lekcjach, wiedziałbym co zrobić w takiej sytuacji ale, że nie wiem to pozostaje nam tylko jedno wyjście. - Zatrzymał się, ponieważ podczas wypowiadania tych słów, krążył po kuchni.
- Jakie wyjście?
- Jedziemy do szpitala.
Mulat widząc, że nie pozwolę na to, wziął mnie na ręce i siłą usadził w aucie. Szybko wsiadł z drugiej strony, zanim zdążyłam wysiąść.
- Czekaj, masz prawo jazdy? - Podejrzliwie spojrzałam na niego, gdy przekręcał kluczyki w stacyjce.
- Nie, jedynie kumpel uczył mnie jeździć.
- Jak to się skończyło? - Zapięłam ostrożnie pas, uważając na oparzenie. Chłopak nawrócił i już stał na drodze.
- Wjechałem w drzewo.
- Co?!
Malik nadepnął na pedał gazu i zaczął przemierzać londyńskie ulice. Ja niespokojnie siedziałam, odmawiając w duchu modlitwy. Kurczowo wbijałam dłonie w siedzenie, nie zwracając uwagi na ból w okolicach brzucha. W tym momencie bałam się o własne życie.

Przymknęłam powieki i wypuściłam głośno powietrze. Udało nam się dotrzeć bezpiecznie pod ten sam szpital, w którym znajdowałam się wczoraj.
- Wszystko w porządku? - Spojrzałam na chłopaka, który patrzył na moje trzęsące się dłonie.
- Nigdy więcej. - Szepnęłam, otwierając drzwi. Od razu Zayn przybył mi z pomocą, zamykając samochód. Podtrzymując mnie weszliśmy do przepełnionego w środku budynku. Mimo, że czułam się okropnie to wolałam poczekać, patrząc na zgromadzonych ludzi. Odwróciłam wzrok, widząc zaledwie kilkuletniego chłopca z złamaniem otwartym. Ponownie skierowałam spojrzenie gdzie indziej, przyglądając się dziewczynce z rozcięciem w okolicach skroni. Jej matka usilnie wołała o pomoc, cały czas zmieniając jej opatrunki. Ze względu na to, że nie było miejsc siedzących stanęłam pod ścianą. Chłopak zaś patrzył czy w pobliżu nie ma personelu medycznego czy lekarza, który mógłby udzielić nam rady lub pomocy.
- Cholera jasna!
Mulatowi zaczęły puszczać nerwy, a ja od dłuższego czasu próbowałam go na darmo uspokoić.
- Zayn, spokojnie. - Powtórzyłam te dwa słowa, któryś raz z kolei.
Mimo tego Malik zaczął przechodzić między ludźmi. Znikł z mojego pola widzenia. Przymknęłam powieki, biorąc głębokie wdechy i wydechy. Ból nie miał najmniejszego zamiaru ustąpić, wręcz się nasilał. Ku mojemu zdziwieniu dostrzegłam chłopaka, a zaraz za nim mężczyznę w białym kitlu.
- To właśnie ona. - Wskazał na mnie, a straszy pan skinął głową i wskazał ręką na gabinet znajdujący się za tłumem. Udało mi się bez szwanku przy pomocy Zayna dotrzeć spokojnie z lekarzem do sali. Mulat został na zewnątrz ze względu na słowa doktora.
- Proszę mi pokazać to oparzenie.
Zdjęłam bluzkę, ukazując nieprzyjemny widok mojego brzucha. Mężczyzna zmarszczył brwi, podszedł i dokładnie oglądał ranę.
- Oparzenie drugiego stopnia. - Zdołał tyle wymówić podczas pisania na kartce. Pio czym przybił na niej pieczątkę i mi ją podał. - Ze względu na pęcherze pojawiające się na twoim brzuchu, przeprowadzę krótki zabieg usuwania ich.
- Chirurgiczny?
Lekarz skinął głową, a ja poczułam nerwy. Operacja? Nawet taki zabieg, a tyle strachu. Ręce zaczęły mi się pocić, a oddech przyśpieszył.
- Może pani wyjść, pielęgniarki zaraz zaprowadzą panią na salę.

Bez słowa wykonałam słowa mężczyzny. Od razu po zamknięciu drzwi, podszedł do mnie czekający Zayn.
- Coś się stało? Jesteś strasznie blada i jakby taka wystraszona.
- Aż tak to widać?
- Ej, co się dzieje? - Uniósł moją spuszczoną głowę, a ja wzięłam głęboki oddech.
- Za chwilę zostanę przewieziona na salę, na której usuną mi operacyjnie pęcherze. - Ból brzucha nasilał się, zaś chłopak aż zakrył usta ze zdziwienia.
- Przepraszam.
Jego słowo wywołało u mnie niemałe zdziwienie. Nie miał za co, ja powinnam przeprosić za to, że nieustannie powoduje problemy, które on pomaga mi rozwiązać.
- Zayn, nie rozumiem cię. Nie masz za co przepraszać.
- Nie? Gdybym nie ignorował tej dziewczyny to ona na pewno by tego nie dokonała. Wiesz jak ja się z tym czuje? Próbuje być lepszym człowiekiem, a mimo to wszystko chrzanię.
- I chcę byś był taki nadal. Zmieniłeś się na lepsze, a to, że mi przytrafiają się takie rzeczy to po prostu pech. Lubię cię takiego jakim jesteś teraz.
Wtedy do mnie dotarło, że znajdujemy się bardzo blisko siebie. Mój oddech przyśpieszył, a jego wzrok zszedł na moje usta. Przybliżył się bardziej i zmniejszał odległość, która nas dzieliła. Odgarnął kosmyk włosów opadający mi na twarz i... w tym momencie drzwi od gabinetu się otworzyły. Odsunęłam się od Mulata, patrząc na lekarza, który najwidoczniej się zmieszał.
- Czas przeprowadzić zabieg. Proszę za mną. - Bez słowa zaczął odchodzić, a ja rzucając przelotny uśmiech Malikowi, ruszyłam powoli za nim. Gdy znajdowałam się na końcu korytarza, coś mnie podkusiło by spojrzeć za siebie. Zayn stał w miejscu, nadal patrząc na mnie swoimi brązowymi przenikliwymi źrenicami. Dostrzegłam mały uśmieszek, który niepewnie odwzajemniłam i weszłam do pomieszczenia.

Niecałą godzinę później wyszłam z sali z pomocą pielęgniarki. Mój brzuch był dokładnie nasmarowany przepisaną maścią i obandażowany. Na zewnątrz czekał na mnie Mulat i ku moje zdziwieniu, moja mama.
- Cheer! Nic ci nie jest? Jak się czujesz? Wszystko w porządku? - Jej pytania rozśmieszyły i przytłoczyły mnie jednocześnie.
- Skąd wiedziałaś, że tu jestem?
- Też się cieszę, że cię widzę. - Zaśmiałam się, a rodzicielka mi zawtórowała. - Zayn mnie o tym poinformował.
- Skąd miał do ciebie numer?
- Zostawiłaś tu torebkę z telefonem w środku, więc postanowiłem powiedzieć o tym wypadku pani Santiago. - Mama słysząc „Pani Santiago”, odwróciła się i podeszła do chłopaka.
- Proszę, mów mi Sara.
Przysłoniłam ręką twarz by stłumić śmiech. Malik wyglądał na lekko przerażonego moją mamą. Faktycznie, widzę, że zaczęła rozmowę i tak szybko jej nie skończy. O dziwo Zayn już po chwili nie czuł się onieśmielony. Swobodnie dyskutował z rodzicielką, kiedy ja co chwila z niecierpliwością spoglądałam na wyświetlacz mojego telefonu. Chrząknęłam znacząco, zwracając tym samym na siebie ich uwagę.
- Nie przeszkadza mi to, że ze sobą rozmawiacie, jednak doktor powiedział, że mam leżeć lub ostatecznie siedzieć.
Z pomocą Malika udało mi się wyjść z budynku i dojść do samochodu mojej matki.
- Zayn, musimy się koniecznie spotkać przy jakiejś dobrej kawie i porozmawiać. Nie mogę przecież byle komu powierzyć mojej córki. - Wsiadłam do auta i będąc na fotelu, uderzyłam się otwartą dłonią w czoło.
- Mamo!
Słyszałam śmiech tych dwóch osób.
- Nie martw się Saro, Cheer jest w dobrych rękach. - Z uniesioną brwią spojrzałam na Zayna, który z uśmiechem puścił mi oko, wsiadł do auta i odjechał. Po chwili moja rodzicielka już przekręcała kluczyk w stacyjce.
- Tworzycie wspaniałą parę. - Spojrzałam na nią z niedowierzaniem. Matka widząc moją minę, posłała mi swój piękny uśmiech i wyjechała z parkingu.

Droga minęła bez obawy o własne życie. Po drodze wstąpiłyśmy do apteki, w której znajdowała się maść na obrzęki, bóle i oparzenia. W końcu znalazłyśmy się pod kamienicą, w której mieszkałyśmy. Zaciekawieni sąsiedzi wyglądali przez swoje okna, widząc mnie i matkę, która podtrzymywała mnie, prowadząc w kierunku wejścia. Starałam się udawać spokojną, czując te wszystkie pary oczu wlepione w moją osobę. Udało nam się po paru minutach wejść z trudem na górę. Od razu po wejściu do mieszkania, położyłam się na plecach w moim łóżku. Czułam swędzenie, pieczenie i ból jednocześnie. Dziwne i nieprzyjemne uczucie, które nie przechodziło.
- Masz na coś ochotę? Może ci coś przynieść? - W progu pokoju stanęła rodzicielka, grzebiąc w torebce. - Ja wybieram się na zakupy, więc zostawiam cię samą w domu. Gdyby coś się pogorszyło, dzwoń.
Uśmiechnęłam się, a matka opuściła mieszkanie, jeszcze raz informując mnie o tym samym.

Sięgnęłam po telefon, a gdy trzymałam go w rękach, wydałam z siebie krzyk, ponieważ dźwięk przychodzącej wiadomości wręcz mnie przeraził. Chwyciłam urządzenie, które wypadło mi z dłoni i z niedowierzaniem patrzyłam na imię wyświetlone na ekranie. Zastanawiałam się w jaki sposób mógł zdobyć mój numer. No tak, przecież gdy miałam zabieg, chłopak przebywał sam na sam z moją torebką, a także telefonem. Z uśmiechem odczytałam krótką wiadomość od Mulata, która dała mi tyle radości.
„ Hej, mam nadzieję, że czujesz się lepiej. Nadal nie mogę przestać myśleć, że to z mojej winy dzieją ci się takie rzeczy. Zayn xx”
Nie chciałam by dalej męczyło go moje nieszczęście. Szybko wcisnęłam opcję „Odpisz” i zaczęłam na dotykowym ekranie wybierać litery, które układały się w słowa, te zaś w sensowne zdania.
„ Zayn, jeśli ty będziesz się przejmował, to ja będę miała wyrzuty sumienia. Mam pecha i tyle. Dziękuję xx”
Ledwo co mój telefon spoczął na kołdrze, dosłyszałam znany mi dźwięk. Nie zdziwił mnie nadawca, więc szybko wyświetliłam wiadomość.
„Możesz na mnie liczyć xx”
Moje kąciki ust uniosły się do góry, a telefon odłożyłam na miejsce koło mnie. Zamknęłam oczy i znów uderzyłam się otwartą ręką w czoło, przypominając sobie o dzisiejszym umówionym spotkaniu z ojcem. Zwlokłam się w miarę możliwości z łóżka i szybko przebrałam ubranie, gdyż nadal miałam na sobie zmoczoną od kawy bluzkę i spodnie. Wskoczyłam w inny ciuch, uważając by nie naruszyć większej części mojej obandażowanej talii. Wzięłam torbę i opuściłam powolnym krokiem mieszkanie, a następnie kamienicę, zamykając za sobą drzwi jak i te na górze, tak i te, którymi opuszczało się budynek mieszkalny. Pokonywałam w wolnym tempie drogę, wcześniej informując telefonicznie ojca o spotkaniu za piętnaście minut w Starbucks Coffee. Bez problemu się zgodził, na co byłam uradowana, gdyż wolałam nie przemierzać tego dystansu na darmo.

W końcu po co najmniej piętnastu minutach stanęłam przed lokalem. W środku dostrzegłam osobę, z którą miałam się spotkać. Ojciec machał do mnie, a ja odwzajemniłam gest. W końcu dotarłam do stolika, przy którym siedział tata. Patrzył na mnie, marszcząc swoje brwi, jakby już wiedział, że opowiadając o dzisiejszym dniu nie obejdzie się od złych wiadomości. Podniósł się z krzesła i przywitał mnie ciepło.
- Wszystkiego najlepszego, kochanie. - Szepnął mi do ucha, a ja z uśmiechem odsunęłam się od niego, gdyż ściskając mnie, również uciskał moją talię. - Usiądźmy, później wręczę ci prezent.
- Tato, nie musiałeś mi nic kupować.
- Urodziny bez prezentu, to nie są urodziny. - Obydwoje parsknęliśmy śmiechem i złożyliśmy zamówienie kelnerce, która stanęła przy naszym stoliku. Po paru minutach sączyliśmy nasze napoje, rozmawiając na temat minionych dni. Nagle drzwi od lokalu się otworzyły ale nie zwróciłam na to uwagi, dopóki za plecami nie usłyszałam znajomego głosu.
- Cheer? - Zamarłam i nie drgnęłam dopóki koło mnie nie wyłoniła się sylwetka mojej matki. Patrzyłam z zakłopotaniem na ojca, który przyglądał się mojej mamie. - Co ty tutaj robisz? Dlaczego mi nie powiedziałaś, że odnowiłaś kontakt z ojcem?
- Myślałam, że zabronisz mi się spotykać z tatą. Mamo, on się zmienił. Naprawdę żałuje tego co zrobił i ch...
- Nie chcę tego słuchać. Nikt się nie zmienia, chyba, że na gorsze. Wracamy do domu, Cheer. - Podniosłam się niechętnie z krzesła, ponieważ złowrogi ton matki wskazywał na to, że w domu czeka mnie ciężka rozmowa. Posłałam tacie spojrzenie, które wskazywało tylko jedno słowo – przepraszam. Ojciec skinął wyrozumiale głową, mimo że wiedziałam, że w środku odczuwa ból. Chciałam by chociaż spróbował zatrzymać moją rodzicielkę, spróbować wywalczyć swoje racje. Myślę, że na mamie zrobiłoby to wrażenie i tata w jej oczach zyskał by plusa. Oczywiście mogłam o tym tylko pomarzyć, bo mój ojciec nie ruszył się z miejsca i tym samym mnie zawiódł. Skoro zależy mu na nas, powinien zrobić ten pierwszy krok, gdyż moja rodzicielka nie odważyłaby się próbować wszystkiego naprawić.

Opuściłyśmy Starbucks Coffee i wsiadłyśmy do zaparkowanego samochodu. Po zamknięciu drzwi, rozpoczął się monolog.
- Mogłabyś mi wytłumaczyć swoje zachowanie? Dlaczego bez słowa wyszłaś z do mu i posz...
Oparłam głowę o szybę i wyłączyłam się. Słowa mojej matki w ogóle do mnie nie docierały. Co jakiś czas by uspokoić sytuację kiwałam tylko głową by myślał, że jej wysiłek nie poszedł na marne. Pojazd stanął pod kamienicą.
- Zrozumiano? - Matka nim wysiadła z auta, spojrzała na mnie wyczekująco, a ja bez namysłu ponownie skinęłam głową. Opuściłam samochód i doszłam do drzwi, otwierając je własnym pękiem kluczy. Zaczekałam na matkę, gdyż nie chciałam przysporzyć nowych awantur tym, że je nie szanuję mojego rodzica. Bez słowa rodzicielka minęła mnie i zaczęła swoim tempem pokonywać stopnie do mieszkania. Podążałam za nią i wiedziałam, że nadal żywi do mnie pewną urazę. Zamknęłam za sobą drzwi i chciałam zaszyć się w czterech ścianach mojego pokoju, lecz stanęłam w miejscu nasłuc**jąc słów matki.
- Nie myśl, że ujdzie ci na sucho kolejna ucieczka. Jednak ze względu na to, że są twoje urodziny, a poza tym nie chcę być wyrodną mamą, więc napiszę ci za dzisiejszą nieobecność usprawiedliwienie. Jednak oby to się więcej nie powtórzyło, zrozumiano?
- Obiecuję! - Z ulgą zamknęłam się w mojej sypialni i zaczęłam przygotowywać się do jutrzejszego dnia szkoły. Po napisaniu wiadomości do Zayna dotyczącej zada domowych, uzyskałam odpowiedź. Tematy nie były trudne, więc z łatwością je wykonałam. W końcu podniosłam się od biurka i poczłapałam z piżamą w dłoni do łazienki. Opatrunku miałam nie odwijać przez trzy dni, zaś po upływie tego czasu miałam go regularnie zmieniać. Za tydzień miałam przyjść na kontrolę. Wzięłam więc szybki prysznic, zważając na miejsce, do którego przywierał bandaż. Wilgotne włosy, związałam w luźnego kitka i umyłam zęby. O dziwo nie czułam głodu, dlatego też wróciłam do pokoju, by ułożyć się na wznak na łóżku, gdyż inaczej nie było mi to dane i pogrążyć się w głębokim śnie.

***

Czekaliście krócej ale mimo to długo. Jestem po prostu na siebie zła. Cieszę się, że wyszedł chociaż długi. Zauważyłam, że jak poprzednie rozdziały komentowały pewne osoby tak przestały. Nie wiem co o tym myśleć. Więc wiedzcie, że wasze komentarze to dodatkowa motywacja. Dziękuję za poprzednie kochane! Czekam na wasze opinie. Jak i negatywne tak i pozytywne. Pozdrawiam (: xx ♥
  • awatar ♥Everything About You♥: Jeeeejku no! Wróciłam i w końcu nadrobiłam i dlatego bardzo się cieszę! A tak mało brakowało, żeby się pocałowali, awwwwwww *.* A ta kelnerka, brrrrrr. I jeszcze jej mama dowiedziała się o jej spotkaniach z ojcem O.o Genialny rozdział, bardzo, ale to bardzo mi się podoba!!!♥;D;*
  • awatar I Hate Myself !: Czekam na więcej. Zapraszam na mój nowy blog. ; D
  • awatar One Thing: Świetny roździał, czekam na następne... ;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Cheer, 17 maja 2010
http://www.polyvore.com/get_look.65/set?id=78089627
http://www.polyvore.com/get_look.59/set?id=77409479

- Cheer, wstawaj! Spóźnisz się od szkoły, słyszysz? - Przemawiała kojącym tonem mimo, że w środku miała ochotę krzyczeć bym w końcu ruszyła się z łóżka.
- Jeszcze pięć minut.
Obróciłam się, przykrywając głowę poduszką. Nagle ciepła pierzyna uniosła się ku górze, pozostawiając mnie bez okrycia. Z wyrzutem zerwałam się i podeszłam do szafy. Mrucząc coś pod nosem, wybrałam ubranie i mijając uradowaną matkę opuściłam sypialnię, kierując się od razu do łazienki. Zamknęłam drzwi i z naburmuszoną miną stanęłam przed lustrem. Jeszcze nigdy nie widziałam tak podkrążonych oczu. Warknęłam i w złym nastroju wzięłam szybki ale zimny prysznic. Ubrałam się i dzisiaj zmuszona byłam do nałożenia na twarz podstawowego makijażu. Gdy nie widziałam śladów przemęczenia, wyszorowałam zęby i z impetem stanęłam w holu. Wróciłam do sypialni, niestarannie zaścieliłam łóżko i wzięłam w rękę torebkę. Po domu rozległ się lekki huk, gdy torba wylądowała na ziemi. W potwornym nastroju usiadłam przy stole, podpierając głowę na nadgarstku.
- Ktoś tu dziś chyba wstał lewą nogą. - Zaśmiała się matka, a ja tylko zgromiłam ją wzrokiem. Postawiła przede mną śniadanie, za które zabrałam się z niechęcią. Odłożyłam talerz do zmywarki i spojrzałam przymrużonymi oczami na zegarek. Pośpiesznie wyszłam do holu widząc, że jest już siódma czterdzieści sześć. Pożegnałam się z mamą i wyszłam z mieszkania. Zeszłam po schodach na dół i natychmiast zawróciłam. Wpadłam do domu, zabrałam z ziemi torebkę i ulotniłam się. Przemierzyłam ten sam dystans na dół i opuściłam kamienicę. Słońce przygrzewało dziś wyjątkowo mocno i mimo to nie sprawiało mi przyjemności. Wszystko dziś było ponure i drażniło mnie. Bawiące się dzieci wydające z siebie krzyki i piski. Nastolatkowie przeklinający i śmiejący się w niebo głosy. Zakochane pary mówiące sobie czułe słówkami, składające namiętne pocałunki na swoich ustach. Czułam, że zaraz zwariuję. Nie wiedziałam, że niewyspanie potrafiło działać w taki sposób na człowieka. Zrozumiałam, że idę zbyt wolno by pokonać odległość dzielącą mnie do liceum w tak krótkim czasie jaki pozostał mi do dzwonka. Natychmiast przyspieszyłam mijając przechodniów z zawrotną prędkością.
Zdyszana wpadłam do środka i pognałam do swojej szafki. Sięgnęłam po materiały na pierwszą lekcję i oparłam się o drzwiczki. Przymknęłam powieki, ponieważ czułam lekkie zawroty głowy i nasilający się ból.
- Hej, coś się stało? - Poczułam złość jaką musiałam na kimś wyładować ale wzięłam głęboki wdech i skierowałam wzrok na chłopaka. Pokręciłam głową i zawróciłam by odejść ale nagle wszystko wokół zawirowało, a ja z czarnym obrazem przed oczami opadłam na ziemię. Słyszałam okrzyki przerażenia i czułam czyjś dotyk na swojej twarzy. Wszystko ucichło, a ja straciłam zupełnie świadomość.

***

Przetarłam oczy i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Leżałam na szpitalnym łóżku, a świadomość tego jak się tu znalazłam zaczęła wracać. Obejrzałam dłoń, na której widniał bandaż, a pod nim wenflon. Nie jest ze mną przecież aż tak źle. Zostałam również podłączona do wszystkich maszyn sprawdzających twoje czynności życiowe. Dopiero teraz zauważyłam mamę, która spała na kanapie koło drzwi.
- Mamo. - Wydobyłam z swojego gardła niewyraźny dźwięk, więc powtórzyłam słowo. Za drugim razem kobieta drgnęła i wstała podchodząc do mnie.
- Mamo, co się stało?
- Kochanie, zemdlałaś, a lekarze postanowili pozostawić cię na obserwacji. - Delikatnie gładziła moje włosy, po czym jakby sobie o czymś przypomniała. - Gdy tu leżałaś oprócz mnie czekała na ciebie jeszcze jedna osoba.
Rodzicielka otworzyła drzwi i przywołała osobę machnięciem ręki. Wyszła, a w sali pozostałam tylko ja i ta osoba. Podszedł do łóżka i usiadła na krzesełku. Lustrował moją twarz z lekkim niepokojem.
- Gdy zemdlałaś zrozumiałem jak bardzo jesteś dla mnie ważna. Jesteś jedyna w swoim rodzaju. Nikt nie potrafi w taki sposób mnie pocieszyć, rozweselić czy szczerze porozmawiać. Jesteś najlepszą przyjaciółką jaką kiedykolwiek miałem. - Do ostatniego zdania na mojej twarzy widniał uśmiech. Słysząc "Jesteś najlepszą przyjaciółką jaką kiedykolwiek miałem", promyk nadziei zgasł. Coś zabolało ale na razie starałam się odpędzić te myśli.
- Ty również, Zayn.
Posłałam Mulatowi sztuczny uśmiech i spuściłam wzrok. Jego dłoń ujęła moją. Przez moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz. Zacisnął swoją rękę na mojej i zaczął gładzić ją palcem. Odwzajemniłam delikatnie uścisk, lecz puściłam gdy ciszę przerwało gwałtowne otworzenie drzwi. Z ciekawością przyjrzałam się nowo przybyłym osobom. Młody i przystojny lekarz oraz dwie pielęgniarki. Kobiety sprawdziły urządzenia oraz poprawiły moją kołdrę i poduszkę. Ja nadal wpatrywałam się w lekarza, który na pewno znał odpowiedzi na nurtujące mnie pytania.
- Czy twój chłopak mógłby wyjść? - Malik wstał i rzucając mi przelotny uśmiech usunął się z pomieszczenia. Tak samo zrobiły pielęgniarki za skinięciem mężczyzny. Doktor usiadł na krześle gdzie jeszcze przed chwilą znajdował się Zayn.
- Mogę mówić ci Cheer? - Powiedziałam w odpowiedzi ciche "Tak." i czekałam na dalszą wypowiedź. - Dobrze więc, Cheer, czy ostatnio miewałaś zawroty głowy lub omdlenia?
Pokręciłam stanowczo głową, a lekarz zanotował moją odpowiedź.
- Czy kiedykolwiek mdlałaś?
Odpowiedź brzmiała tak samo jak na poprzednio zadane pytanie. Znów długopis poszedł w ruch.
- Czy często masz powody do nadmiernego stresu lub denerwowania się? - Przy tym pytaniu zamyśliłam się i dokładnie znałam odpowiedź.
- Moje życie nie jest lekkie. W szkole mam powody do nerwów, ponieważ nie jestem lubiana. Jestem pośmiewiskiem od kiedy sięgam pamięcią. Gdy idę przez korytarz słyszę szepty na mój temat. Jak tandetnie wyglądam i jaka to ja jestem biedna. Staram się być silna, lecz to nie jest takie łatwe. Pod twarzą ignorującej to wszystko dziewczyny znajduję się wrażliwa i przejmująca się zdaniem wszystkich osoba. - Dziwiłam się sama sobie, że potrafię się zwierzyć obcemu mężczyźnie ale wiem, że on ma dobre intencję. Nie jest niczemu winien i chcę pomóc.
- Naprawdę mi przykro. Myślę, że ten chwilowy stan słabości był spowodowany twoim wycieńczeniem psychicznym. Ten natłok tego wszystkiego przybił cię, prawda?
- Tak. - Szepnęłam spuszczając głowę. Prawda bolała bardziej, tak jak przypuszczałam. Otarłam kącik oka zanim łza zdążyła ujrzeć światło dzienne.
- Nic nie zagraża twojemu zdrowiu. Badania wyszły pozytywnie, więc nic mnie nie zmusza do trzymania cię w tym miejscu.
Lekarz uśmiechnął się ciepło i opuścił salę. Widziałam jak prowadzi rozmowę z moją mamą, czułam, że na temat przyczyny pobytu tutaj. Do sali ponownie wszedł Zayn. Z diabelskim uśmieszkiem zajął miejsce koło mnie. Uniosłam brew widząc jego wyraz twarzy.
- Przez parę sekund byłem twoim chłopakiem. - Klepnęłam go w ramie i obydwoje wybuchnęliśmy śmiechem. Z nim spędzanie czasu było czystą przyjemnością. Znów w pokoju pojawiła się więcej niż jedna osoba.
- Cheer, zbieraj się, możemy już iść. - Moja rodzicielka w ręce miała torbę z ubraniem na przebranie. Spojrzałam na Mulata, który wstał i przytulił mnie.
- Wracaj do zdrowia, do zobaczenia. - Posłał mi szeroki uśmiech, który szczerze odwzajemniłam. - Do widzenia. - Rzucił do matki, która gdy wyszedł skinęła z uznaniem głową.
- To wspaniały chłopak, gdzieś w środku się zagubił ale przy tobie zmienia się na lepsze.
Poczułam ciepło rozchodzące się po moim ciele. Te słowa brzmiały tak nierealnie pięknie. Potrząsnęłam głową i odkryłam cienką narzutkę. Wstałam i powędrowałam z matką do gabinetu, gdzie został odłączony mi wenflon. Uwolniona od tych wszystkich urządzeń zamknęłam się w łazience z torbą. Rozpięłam zamek i przyjrzałam się ubraniu. Z uznaniem pokiwałam głową widząc idealnie dopasowane do siebie kolorystycznie elementy garderoby. Wzięłam krótki prysznic w wyłożonym z obskurnych kafelek wgłębieniu, którego nie dało się nazwać kabiną prysznicową. wytarłam się ręcznikiem, który został ułożony na dnie bagażu. Założyłam czystą bieliznę i równie szybko ubranie. Gdy chciałam wyjść zawróciłam w kierunku małego lustereczka. Dostrzegłam bledszą niż zwykle dziewczynę z widocznymi śladami niewyspania i złego samopoczucia. Dotknęłam odstających włosów i szybko zawiązałam niesforne kudły. Opuściłam nieprzyjemne pomieszczenie i stanęłam tuż przy matce, która złapała mnie pod ramię idąc w stronę recepcji. Dostałyśmy prostokątną kartkę, na której dużymi literami było napisane "Wypis". Wraz z rodzicielką po pożegnaniu opuściłyśmy budynek szpitalny i wsiadłyśmy do zaparkowanego samochodu. Zajęłam miejsce na skórzanym fotelu, pospiesznie zapięłam pas i bez słowa oparłam głowę o zimną szybę. Przez moje ciało przeszedł dreszcz, a ja starałam się skupić swoją uwagę na jakiejś ciekawej sytuacji. Niestety na chodnikach można było dostrzec jedynie uśmiechniętych nastolatków, zakochane pary i dorosłe osoby zmierzające w różnych kierunkach w celu załatwienia swoich spraw. Auto gwałtownie ruszyło, a ja zamrugałam nieruchomymi jak do tej pory powiekami. Mama w połowie drogi włączyła radio z najnowszymi przebojami, które przypadły mi do gustu. Moje myśli nie skupiały się jednak na słowach, rytmie czy przekazie, lecz na jednej osobie,a dokładniej paru słowach, które sprawiają ból. "Jesteś najlepszą przyjaciółką jaką kiedykolwiek miałem. ". Naprawdę nie wiem na co liczyłam i dlaczego czuję się okropnie. W moim sercu od kiedy postanowił zawrzeć ze mną znajomość pojawił się cień nadziei. Myślałam, że stanę się kimś więcej niż przyjaciółką. Wykrzywiłam usta w grymasie patrząc na spacerujących ludzi. W szybie odbijało się odbicie pewnej dziewczyny, która do tej pory nie przejmowała się zdaniem innych. Słowa chłopaka sprawiły, że jej samoocena sięga teraz zera. Jej włosy wydają się być okropne, nos bardziej krzywy, a oczy za duże. O reszcie jej ciała wolała nie wspominać. Przymknęłam powieki, ponieważ oczy zaczęły niebezpiecznie szczypać. Samochód stanął, oddychając głęboko wysiadłam. Szybko przemierzyłam odcinek, który dzielił mnie i dom. Mnie i mój pokój. Wbiegłam po klatce schodowej po tym jak matka bez słowa otworzyła przede mną drzwi. Poczekałam na nią na górze. Gdy w końcu mieszkanie stanęło przede mną otworem wpadłam przez drzwi od razu zamykając się w sypialni. Rzuciłam się na łóżko, głowę wciskając w poduszkę. Łzy rozmazywały się po twarzy mocząc tym samym przedmiot. Nagle podniosłam się przestając szlochać. Zastanawiałam się dlaczego w ogóle ja okazuję takie emocje? Przecież nie zależy mi na Zaynie, to tylko mój... przyjaciel. Kolejne łzy ujrzały światło dzienne. Dlaczego próbuję oszukać jego i siebie? Przecież gdy go widzę czuję jak mój żołądek wywija koziołki, uśmiecham się szczerze i nikogo nie udaję. Ułożyłam się na plecach, a ręce splotłam na brzuchu. Im więcej myślę na jego temat, odczuwam tym większy ból. Zamknęłam oczy i starałam się oczyścić swój umysł. Zła na siebie zerwałam się z łóżka po nieudanych próbach. Czy naprawdę nie ma nawet chwili, w której o nim nie myślę? Zacisnęłam małe dłonie w pięści i podeszłam do okna, które przysłaniała jasna roleta. Pociągnęłam za sznurek tym samym unosząc ją ku górze. Momentalnie słońce uderzyło ze zdwojoną siłą w moją twarz. Przysłoniłam oczy i po chwili pewniej spojrzałam przed siebie. Słońce przesłonione gdzieniegdzie obłoczkami, górowało nad Londynem.
Wtedy wydałam z siebie bezgłośny okrzyk i podbiegłam do biurka. Jeździłam wskazującym palcem po kalendarzu, aż w końcu zatrzymałam się na dzisiejszym dniu.
- Cholera jasna! - Rzuciłam i ze strachem przyjrzałam się godzinie. - Może jeszcze uda mi się dotrzeć na czas.
Otworzyłam szybko szafę i nie przyglądając się ubraniom wyciągnęłam pierwszy, lepszy ciuch. Okazało się, że mój wybór nie okazał się zły. Wskoczyłam natychmiast w ubrania co chwilę nerwowo zerkając na godzinę. Wychodząc w pokoju wzięłam torbę, w której zawsze znajdowały się przedmioty potrzebne w czasie nagłej potrzeby wyjścia z mieszkania. Wybiegłam z pokoju pozostawiając po sobie niezły bałagan. Oczywiście nie obyło się od kontroli matki.
- Gdzie się wybierasz młoda damo? - Uniosła brew, zakładając ręce na wysokość klatki piersiowej. Do głowy przyszedł mi tylko jeden pomysł.
- Idę spotkać się z Zaynem. - Minęłam ją by nie mogła stwierdzić czy moje słowa to kłamstwo. Na szczęście nie przyszło jej na myśl zatrzymanie mnie za co byłam jej wdzięczna. Zbiegłam po stopniach na dół i pchnęłam z pewnym rozpędem drzwi wejściowe. Wypadłam na zewnątrz szybkim krokiem kierując się w stronę Starbucksa. W prawej ręce trzymałam kurczowo telefon by sprawdzać co parę sekund godzinę.
Widziałam z daleka lokal gdy na ekranie wybiła godzina szesnasta dziewięć. Zanim weszłam do wyznaczonego miejsca. Ułożyłam lekko odstające włosy i poprawiłam ubranie. Wzięłam głęboki oddech i stanęłam na posadzce w Starbucksie. Drzwi za mną zamknęły się z lekkim trzaskiem, lecz ogólny chaos panujący w tym miejscu był większy, więc ludzie nie zauważyli obecności nowo przybyłej osoby. Oprócz mężczyzny, który niecierpliwie wyczekiwał mojego przybycia. Z uśmiechem skierowałam się do stolika w rogu. Widząc mnie wstał i na przywitanie uścisnął.
- Tato, też się cieszę, że cię widzę ale zaraz mnie udusisz! - Ze śmiechem odsunęłam się delikatnie od ojca. On mi zawtórował i jak gentleman odsunął mi krzesło. Podziękowałam mu skinięciem głowy, po czym zajął miejsce naprzeciwko.
Jak ci minął dzień? - To samo pytanie, a za każdym razem mnóstwo odpowiedzi. Wzruszyłam ramionami, a do naszego stolika podeszła kelnerka, która trzymała tacę z zamówieniem. Tato wiedział w czym gustuję dlatego też wybrał moją ulubioną kawę. Ojciec uregulował zapłatę, a kobieta odeszła zajmując się swoją pracą.
Nie chcę byś zaczął się przejmować. - Upiłam łyk parującego napoju, a mężczyzna w tym czasie zmarszczył brwi, intensywnie o czymś myśląc.
Nie rozumiem. Dobrze wiesz, że możesz mi powiedzieć o wszystkim.
Ostrzegam, że sam tego chciałeś. - Wzięłam głęboki oddech i dokładnie omówiłam wszystkie zdarzenia z ostatnich paru dni nie omijając pobytu w szpitalu. Tak jak się spodziewałam tata przejął się moim stanem zdrowia. Zaczęło się wypytywanie o moje odżywianie, stres i inne sytuacje mogące spowodować taki obrót sprawy.
Spokojnie, lekarz powiedział, że to najprawdopodobniej jednorazowa sytuacja. Jedyną logiczną opcją jest stres.
Mama cię źle traktuje? - Spojrzałam wielkimi oczami na ojca. Przecież sam dobrze wie, że moja rodzicielka nie jest zdolna do wprowadzenia dziecka w taki stan.
Tato, czy ty sam wierzysz w swoje słowa?
Przepraszam, wiem, że Sara nie jest zdolna do tego. Jest zbyt wspaniałą osobą i darzy cie ogromną miłością. Wstydzę się, że w ogóle coś takiego mogło mi przyjść na myśl. - Przeczesał rękoma swoje ułożone włosy i przejechał dłonią po delikatnym zaroście.
Nadal ją kochasz. - Stwierdziłam patrząc mu wprost w oczy.
Nawet jak tak, to czy to coś zmieni?
Zapadła cisza, w której zastanawiałam się nad odpowiedzią, dzięki której mogłabym dobrze wybrnąć z tej sytuacji.
Nigdy nie jest za późno. - Szepnęłam nie pewnie, w związku moimi rodzicami. Mimo, że mama nie próbowała szukać partnera to wątpię by zdołała ponownie wrócić do związku ojcem. Czułam, że ona nadal pała do niego uczuciem. Wnioskowałam to z tego, że wieczorami parzyła sobie swoją ulubioną kawę, brała album ze zdjęciami z tatą, siadała na kanapie i przeglądała je uśmiechając się, a czasami nawet roniąc łzę. Wyrwałam się z rozmyślań i wzięłam już ostatni łyk kawy. Odstawiłam filiżankę i splotłam razem dłonie. Obróciłam głowę i dojrzałam na zegarze godzinę siedemnastą dwanaście. Aż trudno uwierzyć, że ten czas leci w tak szybkim tempie.
Pora już na mnie. - Odsunęłam krzesło i wstałam. Ojciec także podniósł się szybko, dopijając napój.
Znajdziesz może czas dla twojego staruszka jutro? - Uśmiechnęłam się pod nosem i pchnęłam drzwi od lokalu.
Myślę, że tak. Widzimy się tam gdzie zawsze? - Mężczyzna skinął głową i otworzył swoje umięśnione ramiona. Przytuliłam go na pożegnanie i posyłając mu przelotny uśmiech ruszyłam w kierunku swojego domu.

Szybko udało mi się znaleźć pod kamienicą. Zaskakująco szybko znalazłam w torbie klucze i przekręciłam jeden z nich w zamku. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam przeskakiwać stopnie z zawrotną prędkością. W ten sposób mój wzrok napotkał mahoniowe drzwi. Poprawiając włosy, weszłam do środka mieszkania. Akurat przez hol do salonu z kuchni przechodziła moja rodzicielka.
- Jak się udała randka? - Puściłam i oko matka, opierając się ramieniem o framugę drzwi. Nie za bardzo pojęłam pytanie, bo nie wiedziałam jak mogłam umówić się z własnym ojcem.
- Co?
- Spotkanie, jak się bawiłaś z Zaynem?
Wtedy pojęłam, że nie powiedziałam matce prawdy.
- Nic nadzwyczajnego, przyjacielskie spotkanie.
Czyli teraz obściskiwanie się, jest jak najbardziej w granicach przyjaźni?
Mamo?!
No co? - Zaśmiała się dźwięcznie rodzicielka znikając w salonie. Zaśmiałam się i szybko znalazłam się w mojej sypialni, zamykając za sobą drzwi. Dopiero w tej ciszy mogłam się skoncentrować. Jutro kolejny monotonny dzień w szkole, a także kolejne próby zrujnowania mi życia. Będę musiała się usprawiedliwić, przecież wczorajszy dzień spędziłam przykuta do szpitalnego łóżka. Ściągnęłam buty, które z hukiem odbiły się od dna szafy. Torebka wylądowała na ziemi, a ja sama bezgłośnie usiadłam na łóżku. Czułam ospałość, więc by udostępnić później mojej mamie łazienkę, wzięłam piżamę i opuściłam pokój. Słyszałam rozmowę telefoniczną, lecz nie interesowały mnie sprawy prywatne matki. Zamknęłam się więc w łazience i zrzuciłam ubranie. Szybko zamknęłam się w kabinie prysznicowej i po namyśle stwierdziłam, że wybiorę odprężający prysznic. Gorąca woda spływała po moim ciele, wywołując przyjemne dreszcze. Tak dobrze było znaleźć się tu, a nie w szpitalnej „łazience”, która przypominała pomieszczenie jak z przytułku bez środków na życie. Aż serce ściskał ból, na myśl o tych wszystkich ludziach, którzy dowiadują się, że umierają, a takie ośrodki stają się ich nowym domem.
Cheer? Wszystko w porządku? - Zza drzwi dobiegł mnie głos rodzicielki. Zakręciłam wodę i uchyliłam ruchome drzwi.
Tak! - Odkrzyknęłam na tyle wyraźnie, by dosłyszała. Z niechęcią stanęłam na chodniczku, robiąc na nim tym samym odciski moich wilgotnych stóp. Dokładnie wytarłam swoje ciało i założyłam wygodną piżamę. Stanowiła ono moje ulubione ubranie. Nie uwierało, nie było obcisłe, po prostu w sam raz na leniwe dnie w domu. Teraz stałam przed lustrem szorując zęby i jednocześnie drugą ręką rozczesując włosy. Wypłukałam usta, po czym zwinnie związałam włosy. Brudne ubrania zostały wrzucone do pojemnika, a ja przeszłam przez hol do pokoju. Nie dany był mi jeszcze jednak sen, gdyż mój żołądek domagał się posiłku. Zawróciłam się nim dotarłam do łóżka i szurając kapciami o panele, skierowałam się do kuchni.

Zamknęłam lodówkę, nie widząc w niej nic, na co miałabym szczególną ochotę. Chwyciłam w dłoń jabłko, mając nadzieję, że zaspokoję tym głód. Po skromnym posiłku, ogryzek wylądował w śmietnika, a ja szybko znalazłam się w pokoju. Mijając w holu matkę, która właśnie wychodziła z łazienki, rzuciłam jej krótkie „Dobranoc!”. Opadłam na łóżko i przykryłam się kołdrą. W tym momencie przypomniały mi się wieczory spędzone z ojcem. Zawsze opowiadał mi, że jeśli nie położę się o określonej godzinie spać, to przyjdą po mnie stworki, które za moje nieposłuszeństwo uprowadzą mnie do swojej krainy. Także inna myśl wywołała uśmiech na mojej twarzy. Gdy nie chciałam się położyć spać, wmawiając rodzicom, że nie jestem zmęczona, tato straszył mnie, że jak zgasi światło, a ja nie dotrę w dziesięć sekund do łóżka, porwą mnie upiory. W ten sposób straszył zaledwie czterolatkę, która od tamtej pory nauczyła isę znajdował w swoim posłaniu w krócej niż pięć sekund. Wiadomo, że z wiekiem te nawyki minęły, jedynie pozostawiając wspomnienie w swoim sercu. Patrzyłam w okno, a dokładnie na gwiaździste niebo. Każda z nich błyszczała mocniej od drugiej. Magiczna atmosfera, nieprawdaż? W tym momencie pragnęłam, by mój ojciec nie popełnił tych błędów z przeszłości. Chciałabym by dawał mi kary za nie wykonywanie jego poleceń, szlabany oraz krzyczał, gdy nie wracałabym na noc do domu. Jednocześnie potrzebowałam jego wsparcia. Miłości jaką by mi okazywał, gdyby zdarzyło mi się płakać, jego radości z dobrych ocen oraz dumy z osiągnięć. Moim życzeniem jest, aby po prostu był. Mój suchy policzek zmoczyła łza, która wypłynęła z oka. Otarłam ją i zamknęłam powieki. Starałam odizolować się od strapień, które coraz bardziej mnie otaczały. Z dania na dzień starałam się być silniejsza, lecz każde jutro przysparzało kolejne kłopoty. Uspokajając swój umysł, odpłynęłam w krainę snów.

***

Wszystko nakłada się na siebie. Szkoła i kary. Moje życie się papra. Na prawdę jest mi ciężko, że nie mogę dodać rozdziału, ponieważ muzę natychmiastowo poprawić oceny inaczej będę go musiała niestety zawiesić. Nie bądźcie na mnie złe. Mam nadzieję, że rozdział się podoba. Ja i tak będę uważała, że może być lepiej. Nawet nie wiecie jak się cieszę z poprzednich komentarzy. Kocham Was! (: xx ♥ Przepraszam za brak akapitów i odstępów oraz za inne błędy ale to przez brak czasu...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Zostałam nominowana przez kolejną osobę - http://niereaalne.pinger.pl/. Polecam jej bloga! Jest świetny! A teraz zamęczę was kolejnymi siedmioma faktami o sobie

1. Moje imię to Weronika.
2. Jestem leniem i mam coraz gorsze problemy w nauce.
3. Nie wyobrażam sobie życia bez muzyki.
4. Uwielbiam czytać wasze opowiadania.
5. Moim ulubionym zespołem jest The Script mimo, że piszę o One Direction.
6. Mój numer z dziennika to 13 i jak na złość w tym roku szkolnym zostałam wzięta już pięć razy jak nie więcej do odpowiedzi, a w poprzednim roku ani raz, a miałam numer 15.
7. Mimo, że codziennie na twarzy mam uśmiech to zazwyczaj jest on sztuczny.

Nominuję WSZYSTKICH! Tych co czytają moje opowiadanie, obserwujących mnie, tych co ja obserwuję, znajomych, tych co dodali mnie do znajomych i osoby z grupy ważne. (: xx
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Przytuliłam ją i mówiąc jeszcze parę słów, opuściłam kuchnię. Weszłam do mojego ulubionego pokoju, a mianowicie mojej sypialni. Rzuciłam się na łóżko z lekkim hukiem.
Leżałam na brzuchu wpatrując się w meble naprzeciwko łoża. Gdy mój wzrok zatrzymał się na zegarku, leniwie podniosłam się z wygodnej pozycji. Nie chciałam się spóźnić na korepetycję. Nie przebierałam się, bo moje ubrania nadawały się jeszcze do noszenia. Wyszłam do holu po torebkę i wróciłam do pokoju. Spakowałam materiały do fizyki i wiele niepotrzebnych rzeczy jak to kobieta miała w zwyczaju. Pożegnałam się z moją rodzicielką i obrałam kierunek na dom mulata. Cały czas odczuwałam ból z powstałych dzisiaj ran. Dotknęłam je, a obraz całej sytuacji mignął mi przed oczami. Potrząsnęłam głową próbując wymazać z głowy te wspomnienie. Piętnaście minut później ukazała mi się okazała willa. Przeszłam przez próg i doszłam do drzwi. Otworzył mi uśmiechnięty Malik. Odwzajemniłam gest i stanęłam w holu. Przywitałam się z Michelle i wraz z chłopakiem po schodach dotarliśmy do jego pokoju.

Czas minął szybko i przyjemnie. Kolejne tematy Zayn przyswoił z łatwością. Jego oceny poprawiły się, a jego mama poprosiła mnie również o korepetycję z matematyki, na co ja nie odmówiłam. Dochodziła godzina dwudziesta, więc postanowiłam już iść. Na dworze panował mrok. Spakowałam rzeczy i z chłopakiem zeszliśmy po schodach na dół.
- Odprowadzę cię. - Zaoferował, zarzucając na ramiona skórzaną kurtkę.
- Dam sobie radę, Zayn.
- Wolę mieć pewność i brak wyrzutów sumienia jakby coś ci się stało.
Stawiałam opór, oczywiście jak się można było spodziewać, na darmo. Pożegnałam się z panią Malik i wraz z chłopakiem opuściłam dom, a następnie posesje. Szliśmy milcząc i nie spoglądając na siebie. Cieszyłam się z panującej ciszy, jednak przerwał mi Zayn.
- Znamy się, ale tak naprawdę ja nic o tobie nie wiem. - Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Nazywam się Cheer Santiago, mam szesnaście lat, sto sześćdziesiąt osiem centymetrów wzrostu i ważę czterdzieści dziewięć kilogramów. Dobrze się uczę, ale nie lubię szkoły z dobrze nam obydwu znanych powodów. Moją pasją jest malowanie i wiążę z tym moją przyszłość. Mam brązowe włosy i oczy w tym samym odcieniu. Mieszkam z mamą, po tym jak zostawił na ojciec, z którym odnowiłam kontakt w tajemnicy przed matką. Myślę, że to wystarczy. - Posłałam mu ciepły uśmiech i skinęłam znacząco głową, oznajmiając tym samym, że teraz nastąpiła jego kolej.
- Dobrze, więc nazywam się Zayn Javadd Malik. Mam szesnaście lat, mam sto siedemdziesiąt dwa centymetry wzrostu i ważę pięćdziesiąt sześć kilogramów. Mam bardzo ciemno brązowe włosy i tego odcieniu oczy. Moją pasją jest sport i śpiewnie, ale o tym drugim nikt nie wie prócz ciebie. Lubie też rysować ale to mi nie wychodzi. Mieszkam z mama i tatą, ale ojciec rzadko bywa w domu, ponieważ praca zajmuje mu całe dnie, a niekiedy i noce. - Westchnął, spuszczając wzrok w ziemię. Tak samo bolała mnie nieobecność ojca, gdy jeszcze był z nami. Znałam to wyniszczające człowieka od środka uczucie zaniedbania. Położyłam mu rękę na ramieniu.
- Wiem jak to jest, gdy jeden z rodziców stawia pracę ponad rodzinę.
Resztę drogi przebyliśmy w zupełnej ciszy, której nikt nie przerwał. Stanęliśmy pod moja kamienicą naprzeciwko siebie. Spojrzałam w bok, unikając jego wzroku. Usłyszałam jego śmiech, więc z uniesioną brwią przyjrzałam się jego twarzy.
- Dlaczego unikasz mojego spojrzenia?
- Nie unikam. - Prychnęłam, czując się skrępowana tym, że tak łatwo można to zauważyć.
- Przepraszam cię jeszcze raz za Pamelę. - Zgromiłam chłopaka wzrokiem.
- Dobrze wiesz, że to nie twoja wina, więc nie przepraszaj.
Zapadło milczenie przerywane od czasu odgłosami natury.
- Dziękuję, że mnie odprowadziłeś. Do jutra. - Uśmiechnęłam się szeroko, a Zayn zrobił krok w moją stronę i uścisnął przyjacielsko. Odwzajemniłam gest, próbując uspokoić bicie mojego serca.
- Cześć.
Machnął mi ręką i zaczął się oddalać. Wpatrywałam się w jego sylwetkę dopóki nie zniknął za zakrętem. Skarciłam się w myślach za to, przecież mógł to zauważyć. Wygrzebałam klucze i przekręciłam wybrany w drzwiach, po czym zgrabnie prześlizgnęłam się przez drzwi i stanęłam w klatce schodowej. Wbiegłam po stopniach i pchnęłam bez zastanowienia drzwi od mieszkania. Ściągnęłam buty w progu i z nimi w ręce poczłapałam do pokoju. Rzuciłam je do szafy, a torebkę odłożyłam na panele koło łózka. Usiadłam od razu przy biurku i przejrzałam jutrzejszy plan lekcji. Na szczęście miałam tylko parę zadań i żadnych sprawdzianów.

Odłożyłam ostatni zeszyt na bok i spojrzałam na zegarek. Dochodziła godzina dwudziesta druga. Podniosłam się i nie czułam moich pośladków, które od prawie dwóch godzin nie ruszały się. Obolała wzięłam w dłoń piżamę i opuściłam sypialnię. Obrałam kierunek na łazienkę. Mama przebywała w salonie, więc mogłam w spokoju wykonać wieczorne czynności. Zamknęłam się w pomieszczeniu i zapaliłam światło. Zrzuciłam niewygodne ubranie i już naga zamknęłam się w kabinie prysznicowej. Odkręciłam gorącą wodę i dałam kroplom spływać swobodnie po moim ciele. Stałam owinięta w ręcznik na dywanie przed lustrem. Mokre włosy opadały na moją twarz. Dotknęłam je i zastanawiałam się nad zmianą fryzury. Nie chciałam ich ścinać, ponieważ od dłuższego czasu starałam się je zapuścić. Gdyby je tak przefarbować? Nie całe, lecz na przykład zrobić ombre. Niby dobry pomysł, lecz czy takie uczesanie pasowałoby do takiej dziewczyny jak ja? To było trudne pytanie. Zawsze wszystko wydawało się być ładne i dobrze wyglądało, lecz nie na mnie. Wzruszyłam ramionami i zarzuciłam z siebie malinowy ręcznik. Po dokładnym wytarciu włożyłam wygodną piżamę. Włosy związałam w luźnego koka, a zęby umyłam. Opuściłam łazienkę całkowicie gotowa do snu. Weszłam do sypialni i nie zapalałam światła. Po prostu ułożyłam się pod kołdrą, zamykając ociężałe powieki. Odpłynęłam w krainę snów szybciej niż myślałam.

***

Nie spodziewałam się, że rozdział się nie zmieści w jednym wpisie. Długi to on jest (: Przepraszam za zaniedbanie bloga i za beznadziejne przeniesienie reszty rozdziału. Czekam na opinie. Dziękuję za info, że nie dodał się cały bo pewnie głupia ja by tego nie zauważyła. Pozdrawiam kochane (: xx
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Cheer, 16 maja 2010
http://www.polyvore.com/get_look.28/set?id=74875473

Mijały kolejne dni. Czas leciał nie ubłagalnie szybko. Nadeszła słoneczna wiosna. Niedługo zacząć miało się lato. Następny poranek zaczął się przyjemnie. Głośno ziewając stanęłam na panelach w moim pokoju. Promyki słońca oświetlały wnętrze sypialni. Energicznie podeszłam do szafy i otworzyłam ją zamaszyście. Ze względu na to, że dzisiejszy dzionek zapowiadał się upalnie wybrałam letni zestaw. Z ubraniami na rękach opuściłam pokój i weszłam do łazienki. Piżama wylądowała na podłodze, a ja już stałam w zamkniętej kabinie prysznicowej. Letnia woda spływała po moim ciele. Orzeźwiający prysznic przyniósł mi ulgę. Wskoczyłam w przygotowane ciuchy i wykonałam resztę porannych czynności. Całkowicie gotowa znów zjawiłam się w pokoju. Zaścieliłam łóżko i zabrałam torebkę, która od wczoraj leżała przy moim biurku. Wchodząc do kuchni ujrzałam matkę. Tak jak się spodziewałam, szykowała jedno z tych swoich "słynnych" śniadań. Bez słowa zajęłam miejsce na ulubionym krześle. Ulubionym, mimo, że nie różniło się zupełnie niczym od pozostałych trzech. Przyglądałam się jej zręcznym ruchom i jednocześnie byłam myślami gdzie indziej. Życie przy takiej pogodzie wydawało się proste i bardziej przyjemne. Taki człowiek jak ja, nie widział różnicy. Wszystko nadal było widoczne w szarych kolorach. Sytuacja w mojej szkole nie uległa polepszeniu, może nawet się pogorszyła. Ostatnio często znajdowałam na swoich plecach karteczki z różnymi dziecinnymi napisami i docinkami. W szkole byłam twarda. Jednak gdy znalazłam się w moim bezpiecznym pokoju, dawałam upust emocjom. Łzy sprawiał ulgę, na moje nieszczęście tylko chwilową. Oszukiwałam innych, a przede wszystkim siebie, chodząc z sztucznym uśmiechem na twarzy. Jedynie Zayn wiedział przez co przechodzę. Nie mówił, że będzie lepiej, ponieważ wiedział, że to nie prawda. Mimo to, że znajdował się przy mnie, bolało mnie jego zachowanie. W szkole, zachowywał się inaczej. Tak jak byśmy byli kimś więcej niż przyjaciółmi lub znajomymi. Czułam, że to jest tylko szopka odgrywana przed jego kolegami. Nie wiedziałam jaką grę on ze mną prowadzi. Wyczuwałam w tym wszystkim podstęp, coś, co nie dawało mi spokoju i nie da, dopóki się nie dowiem. W głębi duszy jednak bałam się odkrywać prawdy. Mogła być przecież bardziej bolesna niż dotychczasowe kłamstwa. Tym razem pomyślałam o ojcu. Od tamtego zdarzenia spotkałam się z nim kilka razy, okłamując matkę. Nie wiedziała, że odnowiłam z nim kontakt. Bałam się jej reakcji i zakazania widywania się z tatą.

Dźwięk porcelany wyrwał mnie z głębokich rozmyśleń. Spojrzałam na talerz przede mną. Tosty z nutellą wyglądały apetycznie. Z uśmiechem na ustach sięgnęłam po pierwszego, a następnie po drugiego. Otrzepałam ręce z malutkich okruszków i wstałam. Krzesło przesunęło się po płytkach. Ciszę przerwało głośne szurnięcie. Stąpając po podłodze doszłam do zmywarki, w której zostawiłam talerz. Czując pragnienie skierowałam się do lodówki. Jedną ręką ją otworzyłam, a drugą sięgnęłam po chłodny karton z ulubionym sokiem. Cały czas trzymając napój wyciągnęłam szklankę i napełniłam ją. Tak szybko jak została napełniona, również została opróżniona. Pozostawiając po sobie czystą kuchnię, stanęłam w holu. Mama również zbierała się do pracy.
- Może cię podwieźć? - Spytała, sięgając po kluczyki do auta.
- Oj tak, dziś chętnie skorzystam z tej propozycji.
Wzięłam torebkę i weszłam na klatkę schodową. W tym czasie dojrzałam naszą sąsiadkę z naprzeciwka, która nadal nie odzywała się do mnie za zdarzenie w marcu. Jak zawsze powiedziałam uprzejmie "Dzień dobry", które kobieta zignorowała. Przewróciłam teatralnie oczyma i zbiegłam po schodach na dół. Gdy otworzyłam drzwi od razu oślepiło mnie słońce. Przysłoniłam oczy dłonią, szukając wzrokiem auta mojej mamy. Dojrzałam je kawałek dalej od miejsca, w którym stałam. Po charakterystycznym dźwięku zamykanych drzwi, pojawiła się przede mną moja rodzicielka. Zmierzała w kierunku pojazdu. Ruszyłam za nią. Gdy zajęłam miejsce z przodu obok siedzenia kierowcy poczułam ciepło i duchotę bijącą z wnętrza samochodu. Natychmiast uchyliłam okno i zaczerpnęłam świeżego powietrza. Zapięłam pas, gdy usłyszałam warkot silnika spowodowany przekręceniem kluczyka w stacyjce. Spoglądałam co chwilę na zegarek, który znajdował się w desce rozdzielczej. Nie obawiałam się, że się spóźnię, dopóki nie utknęłyśmy w sporym korku. Ludzie trąbili i krzyczeli z swoich aut. Moja mama wolała przeczekać spokojnie ten chaos wiedząc, że nie wskóra nic bezmyślnym denerwowaniem się. Jednak mi się śpieszyło. Coraz bardziej niespokojnie zerkałam na cyfry, które nie ubłagalnie zbliżały się do godziny ósmej.
- Mamo, chyba nie zdążę do szkoły. - Wyjrzałam przez okno i przeraziłam się widokiem ciągnących się za sobą samochodów. - Wiesz, może resztę dystansu przejdę. - Pożegnałam się i wysiadłam. Zamknęłam drzwi i machnęłam na odchodne matce. Cieszyłam się, że podjęłam słuszną decyzję, widząc wszystkie maszyny, które nie ruszały się z miejsca. Powodem tego zamieszania były chyba nagle zaczęte roboty drogowe rozpościerające się na końcu ulicy. Zbulwersowani kierowcy kłócili się z robotnikiem, który bez skutków próbował opanować sytuację. Minęłam ich energicznym krokiem, dalej idąc w kierunku liceum. Każda chwila spędzona w cieniu była ogromną ulgą, dlatego starałam się iść tymi mniej nasłonecznionymi drogami Londynu. W końcu ujrzałam moje wybawienie od tej pogody - szkoła. Gdy otwierałam drzwi prowadzące do wnętrza budynku, rozległ się dźwięk oznajmiający rozpoczęcie zajęć. Uśmiechnęłam się do siebie. Tak bardzo się bałam, że nie zdążę, a tu taka niespodzianka. Moje zgrabne nogi stawiały kroki w kierunku szafki. Otworzyłam ją, wyciągnęłam książki i z trzaskiem zamknęłam. Przede mną wyłonił się mulat. Zanim zorientowałam się, że tam jest było już za późno. Wpadałam na niego, a książki wyleciały mi z rąk. Zrezygnowana zaczęłam zbierać materiały w czym pomagał mi chłopak. Podniosłam się, a on posłał mi jeden z tych swoich uśmiechów.
- Już rano nie możesz mi się oprzeć. - Na jego twarzy pojawił się diabelski uśmieszek. Przewróciłam teatralnie oczami, ukazując dwa rzędy prostych, białych zębów.
- Nie schlebiaj sobie.

Minęłam go idąc do pracowni plastycznej. Byłam pupilkiem pani Charpentier. Pochodziła z Francji i zawsze poruszała się z gracją i elegancją, a jej akcent potęgował wrażenie. Do tego świetnie uczyła i posiadała ogromny talent plastyczny. Akurat zdążyłam dojść, gdy nauczycielka otwierała drzwi od sali. Widziałam, że za mną pojawił się mulat. W tym pomieszczeniu znajdowało się mnóstwo sztalug, do których byliśmy przydzieleni. Zajęłam miejsce przy jednej z nich. Plastyka była jedynym przedmiotem, na którym się nie krępowałam. Siedziałam w pierwszym rzędzie na środku. Drzwi się zamknęły i na środek dumnie wkroczyła pani Odette. Spojrzała na klasę z góry, jedynie mi posyłając ciepły uśmiech.
- Witam, dziś przejdziemy do zajęć praktycznych. Długo zastanawiałam się nad tematem prac i postanowiłam, że spróbujecie swoich sił w portretach. Będę waszą modelką. - Po tym zdaniu większość klasy zaczęła chichotać i szeptać. Nauczycielka zaklaskała dwa razy i chrząknęła znacząco, tym samym przykuwając uwagę rozproszonych uczniów. - Tak jak wspomniałam, będę pozować. Szkic ma być delikatny. Na początku zacznijcie od odpowiednich wymiarów, tak, a by twarz i wszystkie zawarte w niej detale znajdowały się na swoich miejscach. Później skupcie się na mocniejszym zarysowaniu szczegółów. Na koniec zostawcie oczy, włosy, usta i inne rzeczy wymagające większego skupienia. Do dzieła. - Madame Charpentier stanęła tak, aby być widzialna dla wszystkich. Wzięłam ołówek w dłoń i wzrok skierowałam na twarz. Smukła, szczupła, wprost idealna. Oczy jak zwykle srogie, tym razem wpatrzone w jeden punkt. Usta ułożone ani nie w uśmiechu, ani grymasie. Nos, prosty i lekko szpiczasty. Ciemne blond włosy zostały upięte w nienagannego koka. Charakterystycznym znakiem jest malutki pieprzyk nad prawym kącikiem ust. Po dokładnym przyjrzeniu się "modelce" zaczęłam stawiać odważnie kreski w miejscu znajdowania się głowy pani Odette. Parę minut później oderwałam narzędzie pracy od sztalugi. Ze zmarszczonymi brwiami szukałam błędów lub niedociągnięć. Ucieszyłam się gdy nie dojrzałam wad w moim dziele. Postanowiłam zacząć szkicować detale.

Dziesięć minut przed końcem lekcji mój nadgarstek dawał o sobie niemiłosiernie znać. Cierpliwie poprawiałam usta czując ból. W końcu szybko odłożyłam ołówek i zaczęłam rozmasowywać drugą ręką moją prawą dłoń. Patrzyłam z uniesionymi kącikami ust na portret pani Charpentier. Byłam bardzo zadowolona z efektów mojej pracy. Reszta klasy już skończyła. Teraz byli zajęci śmiechami, rozmowami lub pisaniem smsów. Widząc to nauczycielka podniosła się, rozprostowała i przywołała nas do porządku swoim znaczącym chrząknięciem.
- Po waszym okropnym zachowaniu wnioskuję, że wasze portrety są gotowe do zaprezentowania. - Uśmiechnęła się, mrużąc oczy do osób, które najszybciej zaprzestały swojej pracy. Jak to miała w zwyczaju pani Odette zaczęła od końca klasy. Nie była zadowolona. Cały czas pokazywała na płótnach błędy. W złym nastroju znalazła się przy mnie. Przyłożyła ręce do klatki piersiowej i uśmiechnęła się promiennie kiwając głową.
- Bardzo dobrze moje dziecko. Idealnie zachowałaś proporcje i dopięłaś wszystko na ostatni guzik. - Złe spojrzenia osób, które dostały negatywne oceny były skierowane w moją stronę. Nauczycielka wzięła w ręce sztalugę i stanęła na środku pracowni.
- Widzicie, taka praca zasługuję na ocenę celującą! - Uniosła głos, a ja czułam, że się rumienię. Często słyszałam z jej strony pochwały, ale za każdym razem byłam z siebie dumna i zadowolona.
- Dziękuję.
W tym momencie rozległ się dzwonek. Wszyscy swoje prace odłożyli z tyłu gdzie znajdowały się sztalugi innych uczniów z różnych klas. Odłożyłam swoją na sam koniec i chciałam opuścić klasę wraz z innymi, lecz usłyszałam za sobą wołający mnie głos.
- Cheer? Mogłabyś na chwilę zostać? - Odwróciłam się i skinęłam głową w kierunku pani Charpentier. Stanęłam przed biurkiem, za którym stała. Patrzyłam na nią wyczekująco do końca nie wiedząc czego się mogę spodziewać. - Jestem pod wrażeniem twojego talentu plastycznego. Jak na tak młody wiek jesteś ogromnie utalentowana i zręczna. Szkoła co roku sponsoruje stypendium dla uczniów wybitnie uzdolnionych. Stypendium zawiera nagrodę pieniężną i miejsce w Central Saint Martins College of Art and Design. W tym roku nie zdążymy postarać się o nie dla ciebie, lecz w trzeciej klasie liceum, jak najbardziej. - Uchyliłam usta ze zdziwienia. Ten college był moim marzeniem. Znajduje się w czołówce uczelni plastycznych. Zaczęłam się śmiać, a nauczycielka również posłała mi ciepły uśmiech. - A teraz idź, bo spóźnisz się na następną lekcję.
- Dziękuję. - Wydukałam i oszołomiona tą informacją opuściłam klasę. Szłam przez korytarz i nadal nie docierały do mnie słowa pani Odette. Do tego stopnia, że wpadłam na naszego woźnego. Znalazłam się przy mojej szafce. Szybko ją otworzyłam i wyciągnęłam torebkę odkładając książki. Musiałam śpieszyć się na salę gimnastyczną ze względu na to, że teraz powinniśmy mieć wychowanie fizyczne. Biegłam przez korytarz i na końcu skręciłam w dość szerokie przejście prowadzące na hale. Wpadłam do przedsionka, z którego prowadziły różne pary drzwi. Jedne do szatni damskiej, drugie do szatni męskiej, trzecie i czwarte do toalet męskich i damskich oraz na salę gimnastyczną. Wzięłam głęboki wdech i wydech, po czym jęknęłam gdy usłyszałam szarpiący moje nerwy dźwięk. Zza drzwi wyszedł trener.
- Za pięć minut chcę was widzieć na sali! - Rozległ się gwizdek pana Hendersona. Z niechęcią poczłapałam do szatni, do której wchodziły dziewczyny z mojej klasy. Oczywiście Pamela wraz z swoimi "psiapsiółkami" zajęły trzy ławki, przez co ja oraz parę innych dziewczyn musiałyśmy się przebierać pod ścianą. Przyzwyczaiłam się już do takiej sytuacji. Uwinęłam się w krócej niż dwie minuty, za to gwiazdki nie raczyły jeszcze ściągnąć butów. Wyszłam wraz z Amandą i Michelle. Bez słowa pchnęłam drzwi i z dziewczynami siadłyśmy na białej linii. Parę chłopaków już biło się dla zabawy. Według mnie w tym wieku to było nie dojrzałe. Świadczyło o poziomie intelektualnym, a w większości znanych mi osób był on bardzo niski.

Z pokoju, w którym nauczyciele wychowania fizycznego odpoczywali wyłonił się pan Henderson.
- Gdzie się podziała reszta?! - Ryknął swoim donośnym głosem, a wszyscy zaprzestali wykonywanych czynności. - Malik, przyprowadź resztę chłopców! Santiago, powiedz dziewczynom, że jeśli się tu natychmiast nie stawią każda dostaje lufę!
Wstałam tak samo jak Zayn. Wyszliśmy za sali tylko, że każdy z nas skierował się do każdej szatni. Weszłam i zastałam je gdy poprawiały włosy i makijaż.
- Macie wyjść. - Stanęłam w drzwiach, lecz one nawet nie zaszczyciły mnie spojrzeniem. - Słyszałyście?! Jeśli nie przyjdziecie będziecie musiały zmyć makijaż. - Nie myślałam, że to podziała, lecz one przebiegły przestraszone koło mnie poprawiając w ostatniej chwili włosy. Zaśmiałam się pod nosem, wzięłam leżący na ziemi klucz i zamknęłam drzwi za dziewczynami, które już wchodziły do sali. Z brzęczącym przedmiotem znalazłam się na hali. Odłożyłam go na miejsce i usiadłam z powrotem na linii. Teraz w pomieszczeniu znajdowała się cała klasa. Trener spojrzał na nas i skinął głową.
- Dziesięć minut biegania! - Gwizdek poderwał wszystkich z ziemi i zmusił do szybszego przebierania nogami. Ja biegłam na przodzie szybkim tempem. Koło mnie pojawił się Zayn.
- Szybko biegasz. - Powiedział próbując dotrzymać mi tempa.
- Wiem, za to ty powinieneś popracować nad kondycją. - Poklepałam go po ramieniu i odbiegłam przyśpieszając. Nie męczyłam się, wręcz przeciwnie. Miałam regularny oddech i nie odczuwałam bólu w nogach ani klatce piersiowej. Po dziesięciu minutach stanęłam za resztą uczniów przy pokoju. Wychylił się z nich pan Henderson.
- Rozgrzewkę poprowadzi Santiago! - Przeszłam na przód i zaczęłam robić ćwiczenia po przekątnej, prostokątnej hali. Po kolejnych dziesięciu minutach zatrzymałam klasę biegnącą za mną. Trener już na nas czekał.
- Dziś zaliczycie bieg wahadłowy. - Miał w ręce swoją teczkę, a w drugiej trzymał długopis. Rozstawił cztery słupki. Dwa po jednej stronie w równej odległości i następne dwa na wprost, dziesięć metrów dalej. Wszyscy ustawili się dobierając się w pary. Malik szedł w moim kierunku, lecz na jego drodze stanęła Pamela.
- Cześć Zayn, wiesz, nie mam z kim biec. - Zaczęła zalotnie ruszać nogą o podłogę. Na chłopaku to nie zrobiło najmniejszego wrażenia. - Może byś pobiegł ze mną? Jesteś taki wysportowany. - Dotknęła ręką jego bicepsa gładząc ją różowymi paznokciami. Mulat zabrał jej dłonie.
- Ja już mam osobę do pary. - Zostawił skołowaną blondynkę i podszedł do mnie. - Masz już partnera? - Pokręciłam głową z lekkim uśmiechem. - A więc informuję cię, że już tak.
Gdybyście zobaczyli w tym momencie minę Pameli. Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, ale to pewnie pogorszy tylko moją sytuację.
- Ktoś na ochotnika czy ja mam wybierać? - Nauczyciel uniósł wzrok znad listy i z błyskiem w oku zlustrował nasze twarze. - Dobrze, więc... Sanders! Masz partnera? - Z tłumu wyłoniła się dziewczyna z Phillem. Mężczyzna skinął głową i wytłumaczył wszystkim na czym będzie polegał test sprawnościowy mimo, że każdy doskonale to wiedział. Rozległ się gwizdek. Chwilkę później zmęczona dwójka padła na ziemię. Ich czas nie zadowalał pana Hendersona, który pokręcił głową.
- Z takim czasem załapaliście się ledwo na dopuszczający - Prychnął śmiechem wpisując powiedzianą ocenę. Zrezygnowani opadli na krzesło. Następny bieg należał do Pameli i Jochna. Wszyscy wraz z nauczycielem przypatrywali się truchcikowi blondynki. Biegała jakby stąpała po rozżarzonych węglach przy tym popiskując i wymachując dłońmi z przesadnie zadbanymi paznokciami. Gdy chłopak już dawno skończył to Pamela docierała do połowy.
- Dobra blondyneczko, siadaj. - Przerwał jej "bieg" trener i od razu wstawił ocenę niedostateczną. - Jochn, nieźle, ale dobrze wiesz, że zawsze może być lepiej. - Nabazgrał niezgrabną czwórkę przy jego nazwisku.

Następne pary zaliczyły swoje biegi z różnymi czasami. Od najgorszych, po te najlepsze. Na koniec z nie wiadomo jakich powodów pan Henderson zostawił mnie i mulata.
- Santiago i Malik! O, zapowiada się ciekawa rywalizacja. - Mruknął z uśmiechem nauczyciel, a ja i Zayn ustawiliśmy się przy słupkach. Spojrzałam ukradkiem na chłopaka przybierając pozę do startu. Przeniosłam wzrok przed siebie i nagle rozległ się gwizdek. Wystrzeliłam przed siebie. Okrążyłam słupek, wróciłam i okrążyłam stojący naprzeciwko. Kolejne siedem razy zeszło gładko, nie czułam zmęczenia. Okrążyłam ostatni raz słupek i szybkim tempem dobiegłam do stojaka, przy którym zaczynałam. Stanęłam przy panu Hendersonie oddychając spokojnie. Rozejrzałam się, Malik dopiero skończył i również stanął przy trenerze łapczywie wdychając powietrze. Wszyscy patrzeli na mnie z lekkim zdziwieniem.
- Malik, dałeś się pokonać dziewczynie. Kapitan drużyny footbollowej. - Nauczyciel widocznie z niego kpił. Ja również uśmiechnęłam się pod nosem. Widziałam jak stawia przy nazwisku chłopaka cztery. - Cheer, jakbyś pobiegła parę sekund szybciej to pobiłabyś rekord szkoły! - Dostałam pięć, co szczerze mnie nie zaskoczyło. - Zgłoś się do mnie po lekcji. - Skinęłam głową i z chłopakiem zajęliśmy miejsce koło pozostałych. - Dobra, zostało parę minut, których na pewno nie pozwolę wam wykorzystać na odpoczynek. Rozegracie mecz siatkówki. Kapitanami drużyn będą Jenkins i Malik!
Obydwoje podnieśli się i stanęli przed klasą. Pierwszy wybierał Jochn.
- Travis. - Umięśniony brunet wstał i ustawił się za wybierającym.
- Michael. - Zayn bez namysłu wybrał wysokiego blondyna.
- Celine. - Na wychowaniu fizycznym podczas wybierania drużyn panowała zasada: wybiera się raz mężczyznę, następnym razem zaś kobietę.
- Cheer. - Spojrzałam z lekkim niedowierzaniem na mulata, który wyraźnie mnie wywoływał. Podniosłam się niepewnie i zajęłam miejsce za obydwoma chłopakami. Pierwszy raz zostałam przyjęta jako pierwsza. Reszta składów poszła szybko ze względu na ewidentny brak czasu. W końcu rozpoczęliśmy mecz. Zajmowałam pozycję na tyłach po lewej stronie. Stałam w pozycji siatkarskiej, czekając na serw Mirandy. Dziewczyna rozejrzała się po naszej drużynie z drugiego końca boiska i po gwizdu trenera, uderzyła w odpowiedni sposób. Widziałam po locie piłki, że leci wprost na mnie. Złożyłam ręce do odbicia dolnego. Moje przeczucie mnie nie zawiodło. Przyjęłam piłkę z łatwością, którą potem wystawił Michael do Zayna. Tak nasza drużyna zdobyła pierwszy punkt, a następnie dwadzieścia cztery kolejne. Pierwszy set należał do nas. Następny również. Rozbrzmiał dzwonek, a klas opuściła salę gimnastyczną. Przypomniało mi się o prośbie pana Hendersona. Podeszłam do trenera, który przeglądał coś w swojej teczce.
- Chciał mnie pan widzieć?
- Tak, dziękuję, że zostałaś. Twoje czasy są zadziwiająco wysokie. Niedługo odbędą się zawody. Chciałabym abyś w niech uczestniczyła, zgadzasz się? - Skinęłam głową bez żadnych zastrzeżeń. - Świetnie, o osiemnastej w każdy wtorek na sali odbywają się treningi szkolnej drużyny lekkoatletycznej. Obecność obowiązkowa! - Rzucił na odchodne trener i zniknął w pokoju. Wyszłam i udałam się do szatni, w której przebierałam się przed wychowaniem fizycznym. Gdy zamknęłam za sobą drzwi poczułam na sobie rozzłoszczony wzrok Pameli i gardzące spojrzenie jej przyjaciółek. Gdy dziewczyny nie należące do paczki blondynki opuściły szatnię podeszła do mnie Pamela. Mocno pchnęła mnie na ławkę.
- Posłuchaj frajerko, jeśli myślisz, że Zayn polubi, a tym bardziej pokocha taką dziewczynę jak ty to się mylisz. On był, jest i będzie mój. - Syczała przez zęby, a ja tylko prychnęłam śmiechem.
- Widziałaś gdziekolwiek na nim napis: Własność Pameli Robertson? - Spytałam z pogardą i w tym momencie dziewczyna rzuciła się na mnie. Wbiła swoje paznokcie w mój policzek. Pociągnęłam ją za włosy odciągając tym samym od siebie. Czułam ciepłą ciecz na mojej twarzy. Dotknęłam jej i gdy palce skierowałam przed oczy, ujrzałam świeżą krew. Szybko przebrałam się, nie zważając na obelgi ze strony dziewczyn. Opuściłam szybko szatnie chcąc jak najszybciej znaleźć się w łazience. Uniemożliwił mi to Zayn, który zobaczył moją twarz.
- Cheer, co się stało? - Złapał mnie za nadgarstek, ujmując moją twarz w dłonie. Wyrwałam się mu i spuściłam wzrok przykrywając rany włosami.
- Nic, po prostu się drapnęłam. - Chciałam odejść, ale chłopak złapał mnie za nadgarstek.
- Kto ci to zrobił? - Widziałam troskę i złość na sprawcę tego czynu. Nie miałam zamiaru mówić mu o Pameli, ponieważ wiedziałam, że ona jeszcze bardziej zrujnuje mi życie.
- Nikt.- Wyszarpałam się mulatowi i wbiegłam do łazienki w pobliżu. Spojrzałam w lustro. Krew rozmazała się po policzkach i nadal leciała. Dopiero teraz poczułam piekący ból w okolicach ran. Drżącymi rękami przemyłam zadrapania wodą, a gdy już wszystko lekko przyschło nałożyłam warstwę pudru, który zawsze noszę przy sobie. Zatuszowane miejsce ran było prawie niewidoczne.

Wyszłam z łazienki i dopiero teraz zrozumiałam, że jest już dawno po dzwonku na lekcję. Zdziwił mnie jednak najbardziej widok mulata, który stał oparty o ścianę naprzeciwko toalety, z której wyszłam. Zaczęłam iść szybko w kierunku wyjścia przedsionka prowadzącego na salę, ale chłopak szybko mnie dogonił i stanął przede mną torując swoim ciałem drogę. Ruszyłam się w lewo, lecz on uczynił dokładnie to samo. Tak samo wyszło z ruchem w prawą stronę.
- Puść mnie. - Warknęłam patrząc z gniewem w jego hipnotyzujące tęczówki.
- Nie, dopóki nie powiesz mi całej prawdy.
- Dobrze, chcesz znać prawdę? - Mulat skinął głową, a ja usiadłam na ławce w pobliżu, Zayn przysiadł się do mnie. Odgarnęłam włosy z twarzy pokazując zatuszowane ślady.
- To wszystko sprawka Pameli. - Wskazałam na zadrapania, a chłopak przygryzł wargę. - Ona jest o ciebie piekielnie zazdrosna. Uważa, że jesteś jej własnością, a ja mam się od ciebie odpieprzyć. - Udało mi się wytłumaczyć wszystko szybko, czym Malik był najwidoczniej zszokowany.
- Co za idiotka. Bardzo boli?
Dotknął delikatnie ran, a ja jęknęłam.
- Przepraszam. - Zabrał szybko dłoń spuszczając wzrok. Położyłam mu dłoń na ramieniu uśmiechając się ciepło.
- Nic się nie stało, to nie twoja wina.
- Właśnie, że moja. Cierpisz przez to, że jedna dziewczyna pragnie być ze mną. Nie pozwolę by traktowano cię jak przedmiot. - Pierwszy raz usłyszałam od kogoś takie słowa. Poczułam łzy zbierające mi się w oczach.
- Nie zasługuję na takiego przyjaciela jak ty. - Szepnęłam, a łza spłynęła mi po policzku. Chłopak przyciągnął mnie do siebie zamykając w uścisku.
- To prawda nie zasługujesz na mnie, tylko na kogoś o wiele lepszego.

Rozmawialiśmy tracąc poczucie czasu. W końcu rozległ się dzwonek na przerwę.
- O nie! Nie było nas na całej lekcji! - Zerwałam się z ławki i szybko znalazłam się na korytarzu, w którym uczniowie wychodzili z klas. Koło mnie pojawił się mulat. Zobaczyłam z daleka naszą klasę opuszczającą salę od biologii. Po prostu ruszyłam w kierunku swojej szafki. Gdy wzięłam potrzebne materiały skierowałam się pod pracownię historyczną. Przeszłam koło grupy cheerledarek, które szeptały coś na temat mojego wyglądu. Minęłam je cały czas starając się aby włosy zakrywały choć w pewnej części policzki. Usiadłam daleko od wejścia do klasy i otworzyłam podręcznik. Nagle z głośników dobiegł mnie głos dyrektora.
- Tu dyrektor Finnigan. Proszę o stawienie się w moim gabinecie Cheer Santiago i Zayna Malika. Powtarzam, proszę o stawienie się w moim gabinecie Cheer Santiago i Zayna Malika. - Podniosłam się czując strach. Nigdy jeszcze nie zostałam wezwana do gabinetu. Szłam korytarzem mijając uczniów, którzy śmiali się ze mnie. Stanęłam przed drzwiami z napisem "Dyrektor Finnigan" stukając najpierw dwa razy, po czym weszłam do środka. Na jednym z krzeseł już siedział mulat.
- Proszę usiąść panno Santiago. - Grobowy ton dyrektora sprawiał, że strach dawał mi się we znaki. Skinęłam głową i usiadłam na krześle koło chłopaka. Mężczyzna podniósł się i zaczął przeglądać statuetki ustawione na półce.
- Kiedyś odnotowano u was obojga nieobecność, dzisiaj na lekcji, która miała miejsce przed chwilą również was nie było. Jak ja mam to rozumieć? Moja najlepsza uczennica opuszcza się w nauce i zachowaniu? - Zgromił mnie wzrokiem, a ja jedynie przygryzłam z nerwów wargę. - Mógłbym się spodziewać tego po panu, panie Malik, ale nie po tobie panno Santiago. Czy zdaje sobie pani sprawę z konsekwencji tych czynów? Będę zmuszony obniżyć wam obojgu zachowanie za takie dziecinne wybryki. - Malik przyjął to ze spokojem, lecz ja zaczęłam panikować. Obniżone zachowanie przez moje wygłupy.
- Panie dyrektorze... - Zaczęłam błagalnym głosem, lecz on mi przerwał.
- Wasze tłumaczenia na nic się nie zdadzą.
Zayn spojrzał na mnie, a ja posłałam mu przelotne spojrzenie.
- Panie Finnigan, Cheer nie ma z swoim zachowaniem nic wspólnego. To ja jestem wszystkiemu winien. Namawiałem ją do zrobienia sobie wolnego, a ona uległa. Jeśli ma pan kogokolwiek karać to tylko i wyłącznie mnie. - Zszokowanie na twarzy mężczyzny sięgało zenitu. Widać, że nie spodziewał się tak stanowczego sprzeciwu.
- Dobrze, więc panno Santiago jeszcze jeden taki wybryk i będę już bez żadnych zastrzeżeń zmuszony obniżyć zachowanie. Co do ciebie Zayn, zostajesz zawieszony w prawach ucznia na miesiąc. Twoje wygłupy przekraczają normę, a nasza szkoła nie może sobie pozwolić by jeden uczeń zniszczył całą dobrą opinię. Możecie już iść. - Dyrektor usiadł na fotelu, a ja w osłupieniu patrzyłam przed siebie. To wszystko moja wina, dlaczego on w ogóle mnie bronił?
- Panie dyrektorze to nie jest wina Zayna. Ja nie poszłam na lekcję i namówiłam go by został ze mną. - Mój ton stał się rozpaczliwy. Mężczyzna zaśmiał się.
- Panno Santiago proszę nie kłamać i iść już.
- Ale...
- Żadnego ale.
Wyszłam ze spuszczoną głową i gryzącymi mnie wyrzutami sumienia. Koło mnie podążał chłopak, lecz jego jakby w ogóle to nie poruszyło.
- Przepraszam. - Nie podnosiłam wzroku, ponieważ nie mogłam spojrzeć mu w oczy i nie poczuć winy. - To wszystko jest moja wina. Zostałeś zawieszony, ponieważ ja mam problemy, a ty starasz mi się pomóc. To nie może się tak skończyć. Wymyślę coś by dyrektor odwołał swoją decyzję, lecz nie jestem dobra w kłamaniu czy wymyślaniu historyjek. Będę próbowała z całych sił, bo ty na to nie zasługujesz. Jest mi strasznie przykro i głupio, mam nadzieję, że mi wybaczysz. - Skrępowana stałam przed mulatem po jakże mojej długiej mowie. Chłopak jedynie zaśmiał się i pokręcił głową.
- Nie obwiniaj się, nie pierwszy raz i na pewno nie ostatni zostałem zawieszony w prawach ucznia.
- Przestań! Nigdy ci nie zależało by coś osiągnąć w życiu, a nie zostać w szkole średniej do końca życia?!
- Śpiewania się nie nauczę. - Wzruszył ramionami i odszedł w kierunku grupy swoich kolegów. Nie potrafiłam w tak lekki i pobłażliwy sposób podejść do życia i nawet nie chciałam. Przeszłam przez korytarz do szafki. Udałam się pod salę, pod którą miałam lekcję by jak każdą przerwę przesiedzieć samą.

Punktualnie o piętnastej dziesięć zabrzmiał dzwonek. Opuściłam pracownię i opuściłam budynek wcześniej zabierając ze sobą rzeczy z szafki. Szłam spokojnym tempem w stronę kamienicy. Pogoda sprzyjała mi w tym spacerze po Londynie.
Szybko doszłam pod znaną mi okolicę. Stanęłam pod drzwiami i przekręciłam kluczyk w drzwiach. Pociągnęłam za okrągłą klamkę i już znajdowałam się w klatce. Schody nie były dla mnie przeszkodą. Właśnie biegnąc w mojej głowie pojawiła się myśl o trenerze Hendersonie. Treningi nie były rzeczą lekką i będę musiała je pogodzić z nauką. Wpadłam rozpędzona do skromnego mieszkania, w którym przebywała moja mama. Ściągnęłam buty i odłożyłam torebkę w holu. W skarpetkach znalazłam się w kuchni. Odgarnęłam włosy z twarzy i siadłam przy stole. Moja rodzicielka odwróciła się w moim kierunku z powagą i złością wypisaną na twarzy.
- Coś się stało? - Próbowałam wyczytać z jej mimiki jakiekolwiek informacje świadczące o jej złym nastroju.
- Chcesz mi coś powiedzieć.
- Właściwie to tak. Dostałam się do szkolnej drużyny lekkoatletycznej. - Posłałam jej uśmiech próbując rozluźnić atmosferę, lecz na próżno.
- Może powinnaś zacząć od tych złych wieści.
Nie zrozumiałam do końca myśli, którą chciała mi zakomunikować matka.
- Dziś znów otrzymałam telefon ze szkoły. Kolejna ucieczka i mogę się założyć, że znów z tym samym chłopcem. Ma na ciebie zdecydowanie zły wpływ. Nie chcę byś się z nim zadawała. - Spojrzałam z niedowierzaniem na kobietę, której usta były zaciśnięte w wąską linię, a oczy wydawały się być puste i bez życia.
- Zanim dasz mi szlaban chciałabym ci najpierw coś wytłumaczyć.
- Słucham.
Mama zajęła miejsce naprzeciwko mnie. Odgarnęłam włosy w ten sposób, by opadały mi na plecy. Pokazałam na zatuszowane ślady na policzkach.
- Widzisz to? W ten sposób jestem traktowana w tej szkole od początku. Gdy za pierwszym razem z Zaynem uciekliśmy lekcji, to wcale nie bez powodu. Jak zwykle wszyscy chcieli mi uprzykrzyć życie i wywinęli mi niby śmieszni dowcip. Zamontowali w mojej szafce mechanizm, który po otworzeniu wyrzucał z siebie całą zawartość na osobę stojącą na wprost. Więc jak się możesz domyślić gdy otworzyłam jak co dzień szafkę, na moje ubranie i włosy wytrysnęła niebieska maź. W tamten dzień pomógł mi Zayn. Zabrał mnie do siebie, dał czyste ubranie i spędził ze mną czas. Dzisiaj miało miejsce inne zdarzenie. Moja "koleżanka" rzuciła się na mnie zdrapując mi skórę do krwi. Nie było mnie na lekcji, ponieważ nie chciałam się pokazać w tym stanie klasie, która by miała jeszcze większy powód by mnie wyśmiać. On jest moim wsparciem i przyjacielem, którego nigdy nie posiadałam. Dziś również stanął w mojej obronie i pan Finnigan zamiast obniżyć mi zachowanie, to zawiesił go w prawach ucznia. - Skończyłam wypuszczając głośno powietrze. Moja rodzicielka nie wiedziała co powiedzieć. Jak sądzę nie spodziewała się, że jej córka, która nigdy nie dawała oznak prześladowania w szkole może być tak traktowana.
- Cheer, dlaczego nie powiedziałaś mi tego wcześniej? - Jej głos zaczął się łamać.
- Nie wiem.
- Przepraszam za to, że byłam matką, która tyle nie wiedziała o swoim jedynym dziecku. Jednocześnie dziękuję ci, że zgodziłaś się mi zaufać i powierzyć wszystkie zmartwienia. - Podeszła do mnie i zamknęła w matczynym uścisku. Odwzajemniłam gest przymykając powieki.
- Mamo, jesteś najlepsza, zapamiętaj to. - Uśmiechnęłam się szeroko, a po policzku mojej rodzicielki spłynęła łza. Otarłam ją szybko znów przytulając ją do siebie mocno.
- Mam dla ciebie jeszcze jedną wieść.
- Mam nadzieję, że dobrą, a nie złą. - Kobieta znów usiadła naprzeciwko patrząc mi w oczy.
- Dobrą, a nawet bardzo dobrą. Mam szansę na dostanie stypendium za rok dla uczniów wybitnie uzdolnionych! - Krzyknęłam z radości, a matka zaklaskała w dłonie śmiejąc się.
- Nawet nie wiesz jaka jestem z ciebie dumna. Niedługo skończysz liceum, zaczniesz studia, pracę, założysz rodzinę i zostawisz samotną matkę na pastwę losu.
- Mamo, nawet tak nie myśl. Nie zostawię cię, a na pewno nie zapomnę.
  • awatar black.ivy❤: wydaję mi się, że chyba przekroczyłam półmetek :) nie mogę nic zarzucić Twojemu opowiadaniu, ale czego mogłam się spodziewać. jest równie genialne, co Twoje imaginy. Zayn jest świetny! Taki opiekuńczy i słodki względem Cheer. Co do głównej bohaterki? Wydaję mi się, że mamy dużo wspólnego. Też zazwyczaj jestem twarda i nie pokazuję emocji przy swoich rodzicach, czy przyjaciołach. Ale kiedy jestem sama, w swoich czterech ścianach, zawsze daję upust i płaczę. I też nie daje mi to ulgi, niestety :) Ale życie pędzi dalej, prawda? I choć bardzo chciałabym wierzyć w to, że będzie lepiej, to jakoś nie bardzo mi się udaje. Ale koniec moich bezsensownych przemyśleń. Rozdział świetny, a ja lecę czytać dalej! :*
  • awatar ♥Everything About You♥: jeeejku! jaki Zayn jest kochany! a tej Pameli już nie lubię xd bardzo mi się podoba ;D
  • awatar вℓα¢к σя ωнιтє .♥: Bardzo mi się podoba . Super się czyta .:D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Zostałam nominowana przez parę osób, więc dziękuję wszystkim! (:
Zabawa polega na napisaniu siedmiu faktów o sobie. Potem ta osoba nominuję kolejne osoby, które nominują kolejne i tak dalej.

Dobrze, a więc coś o mnie:
1. Moja pasja to malowanie, pisanie opowiadań i taniec.
2. Płaczę gdy słucham i oglądam teledysk Christiny Aguilery - Hurt.
3. Codziennie miewam przynajmniej jeden taki moment, w którym się śmieje bez powodu.
4. Nienawidzę swojej wagi. Zawsze nie będzie mi pasować.
5. Chciałabym zostać projektantką wnętrz.
6. Nie ma dnia, w którym nie będę się biła z moim młodszym bratem.
7. Cenię w ludziach szczerość. Nie potrafię zaufać drugi raz osobie, która mnie okłamała.

Nominuję:
1. http://alejandra18.pinger.pl/
2. http://neverletmegoo.pinger.pl/
3. http://niereaalne.pinger.pl/
4. http://loolu2.pinger.pl/
5. http://morse.pinger.pl/
6. http://truskaweczka001.pinger.pl/
7. http://girlwithdream.pinger.pl/
  • awatar Chocolate†: Fajnie, dziękuję za nominacje, ale ja już zostałam nominowana i nie wiem, czy można drugi raz, ale dziękuję. (:
  • awatar Sylw;*: Ciekawe ;)Dziękuję ale nie bawie się ;p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
  • awatar YourFashion ♥: ri.pinger.pl/pgr60/b00ae6f20009c56a51478acf/logo+konkursu.jpg *Bardzo duże szanse wygrania!* *Zapraszam yourfashion.pinger.pl ♥*
  • awatar .Fancik.♥: heh:D świetne to ♥ koniec najsłodszy <3
  • awatar Chocolate†: Hehe kocham too! Zapraszam do siebie na kolejny rozdział. Miło by było jak byś skomentowała! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Cheer, 21 marca 2010
http://www.polyvore.com/somwhere_only_we_know/set?id=73347826

Niedzielny poranek utwierdził mnie w przekonaniu, że dziś nastanie słoneczny dzień. Stałam przy oknie przykryta kocem i jedną ręką przysłaniając oczy od promieni słońca. Pociągnęłam nosem, a po chwili z moich ust dobiegło głośne "Apsik!". Zamiast wykorzystać uroczy dzień na spacer, będzie mi musiało wystarczyć moje łóżko lub ostatecznie kanapa w salonie. Westchnęłam i poczłapałam do łóżka czując się nie za dobrze. Szczelnie owinęłam się pozostałymi dwoma kołdrami leżąc na wznak. Chłód był niemiłosierny. Musiałam czekać na efekty działania syropów i tabletek, które zażyłam przed chwilą. Czułam się bezsilna pod panowaniem choroby. Pociągnęłam nosem i wstałam kierując się do salonu. Na moich ramionach spoczywał koc. Rozłożyłam się wygodnie na kanapie w salonie i sięgnęłam po pilota. O godzinie porannej trudno było napotkać się na ciekawy program telewizyjny. Odłożyłam pilota i zaczęłam bezsensownie oglądać jakąś kreskówkę. Poczułam się jak kiedyś. Jakbym siedziała przed telewizorem w wieku sześciu lat jedząc moją ulubioną czekoladę i co chwilę chichocząc z powodu śmiesznej sytuacji, zaistniałej w bajce. Uśmiechnęłam się pod nosem na wspomnienia z dzieciństwa. Słyszałam jak w kuchni krząta się mama. Jak zwykle nuciła coś wesoło pod nosem przyrządzając śniadanie. Starałam się skupić na kreskówce i nie zwracać uwagi na ból głowy. Nie za dobrze mi to wychodziło. Usłyszałam kroki. Przede mną stanęła matka. Na stoliku pozostawiła talerz z ciepłymi naleśnikami z syropem klonowym, a obok parującą herbatę z cytryną i miodem.
- Dziękuję. - Wychrypiałam, ponieważ dzisiaj nie byłam zdolna do normalnego mówienia. Z jękiem siadłam na kanapie cały czas starając się aby koc nie odkrył ani kawałka mojego ciała. Sięgnęłam po kubek z herbatą. Złapałam za uchwyt i chwiejną ręką przyciągnęłam go do siebie. Gorąca para wodna muskała moją twarz. Rozchyliłam wargi i zamoczyłam wargi w rozgrzanej cieczy. Ciepło bijące od napoju, który przepływał prze mój przełyk rozgrzał moje ciało. Posmak miodu i cytryny sprawiał, że herbata stała się o wiele smaczniejsza. Kolejny łyk spowodował to samo miłe uczucie. Odłożyłam z lekką niechęcią pomarańczowy kubek i zastąpiłam go śniadaniem. Po pysznym posiłku znów sięgnęłam po napój. Niestety nie był on taki jak kilka minut temu. Nie czuło się takiego aromatu. Był chłodniejszy, choć nadal rozgrzewał. Piłam, już nie delektując się każdym momentem, w którym zatapiałam wargi w herbacie. Pusty kubek zostawiłam przy talerzu. Znów ułożyłam się wygodnie na sofie. Przełączyłam program na coś bardziej sensownego. Niestety nie znalazłam nic, co mogłoby mnie zaciekawić. Wyłączyłam telewizor i odłożyłam pilot. Schowałam rękę pod koc. W salonie panowała błoga i nużąca cisza. Reszta domu wydawała się być również nieobecna. Moja powieki stawały się z każdą sekundą cięższe. W końcu nie stawiałam oporu i pozwoliłam wygrać znużeniu.

***

Miałam zamknięte powieki, lecz już nie spałam. Postanowiłam, że przekręcę się na bok, ponieważ nie czułam prawego ramienia. Jednak to był błąd. Gdy chciałam ułożyć się na lewym boku poczułam, że pod sobą brakuje mi kanapy. Po chwili rozległ się huk, a ja leżałam na ziemi. Nie dość, że wszystko mnie bolało zanim spadłam, to teraz boli jeszcze bardziej. Uniosłam się i chwiejnie wstałam z paneli. Opadłam na kanapę i zaczęłam pocierać dłońmi obolałe kolano. To nie przynosiło efektu, lecz na moje szczęście ból zaczynał ustępować. Pozostanie tylko siniak. Rozejrzałam się po salonie. Opustoszały jak przed snem. Podniosłam się z kanapy i narzuciłam koc na ramiona. Trzymając go aby nie spadał przeszłam do kuchni. Z kuchni do mojego pokoju, a stamtąd do sypialni matki. Łazienka była bez śladów życia. Mieszkanie poza mną było puste. Wzruszyłam ramionami i wróciłam do kuchni. Szurając nogami, usiadłam przy stole. Dojrzałam na nim biały świstek papieru. Wzięłam ją w rękę i zaczęłam czytać. Od razu rozpoznałam pismo mamy.
"Córciu, nie miałam serca cię budzić. Dostałam pilne wezwanie do pracy. Nie martw się i zdrowiej. Wrócę późno, więc nie czekaj. Kocham, mama".

Ta wiadomość mnie uspokoiła. Mojej głowy nie będą zaprzątały czarne scenariusze. Spojrzałam na okno, z którego akurat nie roztaczał się specjalnie wyjątkowy krajobraz. Uliczki Londynu przysłaniała spora brzoza. Od kiedy rozrosła się nie mogłam podziwiać natury na zewnątrz. Westchnęłam i wstałam, tym samym szurając krzesłem po płytkach. Poczłapałam do mojej oazy spokoju. W między czasie zdążyłam kichnąć. Szybko zajęłam miejsce w moim kochanym łóżku i sięgnęłam po laptopa. Po włączeniu zajrzałam na facebooka. Zero nowości. Następnym celem był twitter. Wpisałam dane i kliknęłam na napis "Zaloguj się". Ukazała się moim oczom strona główna. Przejrzałam tweety moich znajomych. Zatrzymałam się na tweecie Zayna.
"Skok do fontanny okazał się nie najlepszym pomysłem. Efekt-udupienie w łóżku."

Zaśmiałam się pod nosem. Ach, nie tylko on teraz leży udupiony w łóżku. Drugim przykładem jestem ja. Przejrzałam jeszcze parę wpisów i wylogowałam się. Wyłączyłam laptopa i zamknęłam klapkę. Odłożyłam go na szafkę nocną. Ułożyła się na wznak. Jedno chodziło mi po głowie. Co mogę robić? Co może robić osoba chora? Słuchać muzyki, oglądać filmy lub leżeć. Jednak to nie było dla mnie. Nie byłam taka jak wszyscy. Nie lubiłam marnować czasu na bezczynność lub nie przydatne zajęcia. Wstałam i wyciągnęłam spod łóżka kapcie. Nałożyłam je na stopy i stanęłam przed szafą. Nie mogłam sterczeć cały dzień w piżamie. Wyciągnęłam ciepłe ubranie i zamknęłam z lekkim hukiem obydwa skrzydła szafy. Opuściłam pokój i już parę sekund później stałam pośrodku łazienki. Zrzuciłam ciepły koc z ramion i złożyłam go w kostkę. Odłożyłam pierzynkę na szafkę. Od razu poczułam chłód. Wzdrygnęłam się i zrzuciłam z siebie ubranie. Drgawki przechodziły przez moje ciało. Pocierając zimne ramiona weszłam pod prysznic. Natychmiast puściłam gorącą wodę. Gorące kropelki spływały po moim ciele. Stałam w miejscu próbując zapamiętać każdą kroplę wody. Może dziwnie to brzmi, lecz w mojej głowie panowały tylko te nie logiczne myśli. Opuściłam z niechęcią kabinę prysznicową. Z chęcią bym została, lecz rachunek na wodę na koniec miesiąca okazałby się pewnie nie mały. Wskoczyłam jak najszybciej się dało w ubranie i wyszłam. Nogi poniosły mnie do salonu.
Zasiadłam na kanapie i otuliłam się kocykiem. Podciągnęłam nogi pod brodę i siedziałam skupiona w ciszy. Na czym była skupiona? To było dobre pytanie? Odpowiedź była prosta - na niczym. W mojej głowie, w której zazwyczaj roiło się od problemów. To nawet lepiej. W końcu uwolniłam swój umysł od szarej rzeczywistości. W mojej głowie pojawił się pomysł. Szybko poszłam do pokoju i wróciłam z dużym blokiem rysunkowym i przyborami do rysowania. Klapnęłam na kanapie i pociągnęłam nosem. Z moich ust wydobyło się kaszlnięcie. Okryłam ramiona kocem i ułożyłam na kolanach blok. Przekartkowałam pozostałe moje projekty i zatrzymałam się w połowie na pustej białej kartce, która aż się prosiła o rysunek. Zgrabnie ułożyłam ołówek w prawej dłoni i przyłożyłam naostrzoną końcówkę do papieru. Zaczęłam delikatnie muskać kartkę przyborem. Po chwili z kresek zaczął wyłaniać się szkic kobiety. Na nim delikatnymi, płynnymi i jednocześnie zręcznymi ruchami zaczął powstawać strój. Ubranie kobiece i za razem odpowiednie na różne pory. Nie tylko wytrawne wieczory i ważne przyjęcia, lecz również spotkania ze znajomymi lub wieczorny wypad na miasto czy zakupy. Po paru minutach zakręciłam nadgarstkiem i poruszałam palcami, wcześniej odkładając ołówkiem. Kolejny udany projekt, który nie ujrzy światła dziennego. W tym sensie, że nigdy nie zostanie zaprezentowany jakiejkolwiek osobie, która zna się na tym profesjonalnie. Tą osobę pasjonuję te rzecz, wiąże z tym przyszłość lub ma już związaną. Westchnęłam i zamknęłam blok. Odłożyłam wszystko na stolik.

Wpatrywałam się w wyłączony telewizor, w którym dokładnie widziałam mniej jaki pokój za mną tylko, że w czarnych barwach. Nie wiem co chciałam w nim wyczytać, o ile w ogóle chciałam. Tą bezczynność przerwał chwilowy napad kaszlu. Na razie leki nie wiele dały. Podniosłam się i przeszłam przez hol do kuchni. Otworzyłam jedną z wielu szafek. Znajdowały się w niej lekarstwa. Sięgnęłam po tabletki na ogólne dolegliwości związane z przeziębieniem, grypą lub innym tego typu chorobami. Stanęłam na palcach i udało mi się dosięgnąć opakowania. Niestety wraz z nim na ziemię spadła reszta opakowań z tabletkami znajdującymi się za nim.- Wprost zajebiście. - Mruknęłam ze złością zbierając już z podłogi pudełka. Co chwilę odkładałam już parę na blat, bo wszystkie na raz na pewno nie zmieściłyby mi się w dłoniach. W końcu podniosłam się wypuszczając głośno powietrze. Podparłam się jedną dłonią i spojrzałam na te wszystkie tabletki. Zaczęłam po kolei układać je na półce, z której pospadały. Gdy była pełna, a blat był czysty zamknęłam ją. Czysty, lecz pozostawała na nim tylko jedna tabletka, którą wyciągnęłam zanim wszystko zaczęłam układać. Przygotowałam sobie szklankę z nalaną do połowy wodą. Popiłam tabletkę, a naczynie wylądowało w zmywarce. W tym momencie usłyszałam pukanie do drzwi. Mama przecież napisała, że zostaje do późna w pracy. Do chodziła dopiero trzynasta. Może udało jej się wcześniej skończyć? Jednak nie tak wcześnie. Skoro nie ona, to kim była ta osoba? Przecież żaden z uczniów liceum nie znał mojego adresu, prócz Zayna. Nie mógł być to również on. Jego wpis na twitterze mówił sam za siebie. Leżał chory w łóżku. Po cichu wyszłam do holu. Spojrzałam z ciekawością na zamknięte drzwi. Skradałam się w ich kierunku, jakby bojąc się, że osoba na zewnątrz poczuje lub usłyszy moją obecność. Stopy szły w przód. Z niewiadomych powodów moje serce zaczęło bić szybciej. W moim umyśle, ciele i ruchach pojawiła się panika. Dotknęłam nie pewnie klamki. Trzymałam na niej dłoń przez dłuższy czas. W końcu przekręciłam łucznik i nacisnęłam klamkę. Gdy drzwi były otworzone ujrzałam mężczyznę ze spuszczoną głową. Gdy ją podniósł, zamarłam. Wpatrywałam się w przybyłego z szeroko otwartymi oczyma.

- Witaj córeczko. - Powiedział spokojnie. Jakby nie obchodziły go zdrady mamy. Jakby nie obchodziło go to, że przez te lata nie zaszczycił nas ani jednym telefonem ,wiadomością czy odwiedzinami. Mimo tego co zrobił był moim ojcem. Zawsze będę go kochać. Teraz stojąc przed nim, dopiero teraz sobie to uświadomiłam. Zakryłam usta dłonią, ponieważ ułożyły się w nieme "O". Lecz także by nie zauważył się wkradającego na moją twarz mimowolnie uśmiechu.
- Córeczko? - Spytałam już powoli starając się panować nad zaistniałą sytuacją. Mój ton był obojętny, nawet oschły. nie mogłam patrzeć w jego błękitne zaszklone oczy, więc spojrzałam na klatkę schodową.
- Nie mogę uwierzyć, że aż tak się zmieniłaś. - Wyczuwałam w jego głosie wzruszenie. Starałam się dawać po sobie poznać, że mnie to nie poruszyło. - Stałaś się piękną nastolatką. - Patrzył na moja twarz z lekko uniesionymi kącikami ust. Przełknęłam ślinę spuszczając wzrok. Pociągnęłam nosem z powodu kataru.
- Czego chcesz? - Rzuciłam, a ojciec spuścił głowę jakby bojąc się mojej reakcji na jego słowa.
- Chciałem cię zobaczyć. Ciebie. Mamę. Was. - Wypowiedział opanowanym głosem. W tym momencie nie wytrzymałam. Prychnęłam śmiechem.
- Myślisz, że chciałaby cię zobaczyć po tym co jej zrobiłeś?! Myślisz, że ja chcę cię widzieć?! Najpierw rujnujesz nam życie, opuszczasz, a potem bezczelnie przychodzisz i jakby nic się nie stało chcesz porozmawiać?! - Śmieję się. Po prostu zaczęłam się śmiać. Mój ton głosu podczas wypowiadania tych słów był na tyle donośny by ze swojego mieszkania na przeciwko wyjrzała staruszka, ale nie taka zwykła. Ona pierwsza w tej kamienicy wiedziała o wszystkich informacjach. Tych prawdziwych jak ich kłamstwach. Minusem było to, że rozpowiadała jak i te informację potwierdzone, lecz te drugie też, zapewniając, że to nie jest plotka.
- Co tutaj się dzieje? - Spytała stając koło mojego ojca. Patrzyła raz na mnie, raz na niego. Widocznie zdziwiło ją, że pojawił się tutaj po rozwodzie i tylu latach.
- Co panią to obchodzi?! Niech pani nie wtyka nosa w nie swoje sprawy. - Kobieta z oburzeniem wróciła do mieszkania. Idąc mówiła coś o bezczelnym zachowaniu nastolatków, lecz w tych okolicznościach puszczałam jej słowa mimochodem. Skupiłam swoją uwagę na NIM. Spuścił wzrok, gdy spojrzałam mu w oczy.
- Możemy porozmawiać? - Pokręciłam głową z niedowierzaniem.
- Nie mamy o czym rozmawiać. - Chciałam zamknąć drzwi i zaszyć się z powrotem w moim łóżku, lecz nie było mi to dane. Ojciec włożył nogę między drzwi, a ich framugę i otworzył je ponownie.
- Wiem, że to co było było błędne. Zrozumiałem to od razu. Jestem tchórzem. Dopiero teraz miałem odwagę przyjść tu i spojrzeć ci w oczy. To wcale nie jest dla mnie takie łatwe. Te kobiety, które były dla mnie tylko chwilowym oderwaniem od rzeczywistości nic dal mnie nie znaczą. Nic, a nic. Mimo tylu nowych zapoznanych ja nadal nie mogę zapomnieć o twojej matce. O tobie. Zbyt bardzo was kocham. Przepraszam. - Po jego i moim policzku spłynęła łza. Nie wiedziałam, że aż tak go boli to co zrobił. Jednak dobrze wie, że nas skrzywdził. Nie mogę tak po prostu rzucić się mu w ramiona i wybaczyć. Moje serce jednak jest za miękkie żeby zamknąć teraz mu drzwi przed nosem.
- Dobrze. Nie wybaczę ci teraz, bo po tym co zrobiłeś straciłam do ciebie zaufanie. - Wiedziałam, że bolą go te słowa. Chciał już odwrócić się na pięcie i odejść, myśląc, że ja już skończyłam, lecz ja nie dokończyłam zdania. - Możemy jednak odnowić nasze kontakty. - Szepnęłam, a tata zatrzymał się w miejscu. Odwrócił się i uśmiechnął się w moją stronę. Odwzajemniłam gest.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę. - Odszepnął i otarł łzy spływające po jego policzkach. Skinęłam głową. Ojciec machnął mi ręką. Czułam smutek. Bałam się, że jeśli teraz odejdzie to czar pryśnie. Okaże się to być tylko pięknym snem. Machnęłam ręką z grymasem, który miał przypominać choć blady uśmiech na twarzy. Zaczął schodzić po schodach. Słyszałam jego kroki stawiane na kolejnych stopniach prowadzących jak najdalej ode mnie. Po moim policzku spłynęła łza. Czułam, że nie chcę aby odchodził. Pragnęłam aby wpaść w jego ramiona. Aby zamknął mnie w swoim bezpiecznym uścisku i nigdy nie wypuścił. Tak bardzo chciałam tej bliskości i miłości co kiedyś z jego strony. Aby cofnąć czas, a ojciec poprawił swoje błędy z przeszłości. Aby wszystko było jak dawniej. Usłyszałam otwieranie drzwi frontowych na dole. wtedy moim ciałem zawładnął impuls.

- Tato! - Krzyknęłam, ale drzwi zdążyły się zamknąć. Zbiegałam ile miałam sił w nogach po schodkach. W końcu zdyszana pchnęłam drzwi i wybiegłam na zewnątrz. Okręciłam się na około szukając wzrokiem mężczyzny o podobnej posturze.
- Tato! - Krzyknęłam, próbując go znaleźć. Po moim policzku spłynęła kolejna łza. Skierowałam się bez siły do życia w kierunku drzwi. Już je otwierałam, kiedy usłyszałam za sobą krzyk.
- Cheer! - Tato wybiegł zza zakrętu za kamienicą i zaczął biec w moim kierunku. Uśmiechnęłam się szeroko. Łzy coraz bardziej wypływały z moich oczu. Ja także w szaleńczym tempie biegłam w jego kierunku. Zbliżał się coraz bardziej. Dokładnie widziałam jego wilgotne policzki i uśmiech na twarzy. Otworzył szeroko swoje masywne ramiona, a ja po prostu w nie wpadłam. Zamknął mnie w tym nie zapomnianym uścisku. Łzy bezsilnie kapały na jego koszulę.
- Córciu, nie płacz.
- Nie mogę powstrzymać łez radości. - Szepnęłam z uśmiechem na twarzy. Ucałował mnie delikatnie w czubek głowy. Drugą ręką gładził moje plecy. Czułam bijące od niego ciepło. Wiedziałam, że nie rzucił swoich przeprosin na wiatr. Pochodziły one wprost z serca. Były szczere i pełne miłości. Doceniałam to. Tak jak wspomniałam mulatowi: Każdy człowiek zasługuję na drugą szansę. Mój ojciec również. Cieszyłam się, że możemy zacząć wszystko od nowa.

***

Krótszy niż poprzednie. Dziękuję http://morse.pinger.pl/ za to, że wyraziła co jej się nie podoba w moim opowiadaniu. Będę starała się poprawiać moje błędy Dziękuję również za wszystkie komentarze dane pod rozdziałami, to dal mnie ma ogromne znaczenie! Co do rozdziału. Nic się w nim nie dzieję. Wieje nudą Czekam na opinie, kocham Was!
  • awatar Chocolate†: Ja to prawie się popłakałam...cudowne, niespodziewane. Lubię jak coś się dzieje. Jego ojciec jest niesamowity, te jego słowa...prawdziwy mężczyzna. <3
  • awatar Kto czyta książki, żyje podwójnie !: Twoje rozdziały nie mogą być nudne! i nie są . :) Ach, wzruszasz i fascynujesz. Czytając twoje opowiadania, aż mam chęć pisania. Powraca do mnie wena. Cieszę się, że tutaj wpadłam <33.
  • awatar вℓα¢к σя ωнιтє .♥: Cudowny rozdział .Wbij .:D .
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Cheer, 20 marca 2010
http://www.polyvore.com/bez_tytu%C5%82u_57/set?id=69702748
Korepetycje, http://www.polyvore.com/get_look.19/set?id=74463997

Otworzyłam oczy zdziwiona, że jak co dzień mój budzik nie wydał z siebie sygnału informującego, że nadszedł poranek. Podniosłam się i szybko odgarnęłam cały czas opadające na moją twarz kosmyki włosów. Spojrzałam na zegarek i odwróciłam wzrok. Jednak po chwili przyjrzałam się dokładniej godzinie. Było po godzinie dziesiątej. Zerwałam się gwałtownie z łóżka przez co momentalnie zakręciło mi się w głowie. Podbiegłam do szafy i nie zastanawiałam się długo, przecież byłam już spóźniona. wybiegłam z pokoju o mało nie wpadając na ścianę, która znajdowała się naprzeciwko. Podreptałam do łazienki i zamknęłam drzwi. Zrzuciłam z siebie ubranie, wzięłam prysznic, który nawet nie trwał minuty i wyszłam. Szybko się ubrałam i umyłam zęby. Włosy rozczesałam podczas wychodzenia z łazienki. Będąc w pokoju rzuciłam piżamę i szczotkę na nie pościelone łóżko i wzięłam w dłoń torbę. Wybiegłam z pokoju i minęłam pokoje by wybiec z mieszkania. Jednak gdy przebiegłam koło kuchni dostrzegłam zarys postaci. Zamknęłam otwarte drzwi wejściowe i stanęłam w drzwiach od kuchni. Dostrzegłam matkę, która siedziała w szlafroku przy stole popijając świeżą kawę.
- Dlaczego nie jesteś w pracy? - Spytałam zdyszana moim szybkim, porannym tempem.
- Ponieważ dziś mam wolne. - Odpowiedziała biorąc łyk kawy.
- Wzięłaś sobie wolne? - Spytałam, a ona pokręciła głową i uśmiechnęła się.
- W sobotę nie pracuję. - Zaśmiała się po tych słowach, a ja uderzyłam się otwartą ręką w czoło. To by tłumaczyło dlaczego mój budzik nie zadzwonił i dlaczego moja matka nie jest w pracy. Odłożyłam torbę i weszłam powolnym krokiem do kuchni. Jednak po chwili zawróciłam i wzięłam w rękę torbę.
- Gdzie idziesz? - Usłyszałam głos mamy.
- Przejść się. - Skwitowałam i opuściłam mieszkanie. Sprawnie zbiegłam na dół. Londyn o tej porze wydawał się nieodgadniony. Pełen tajemnic, lecz przede wszystkim uroku. Kierowałam się wolno w stronę Starbucksa. W mojej głowie świtało tylko jedno: świeże cappucino. Spacerowałam uliczkami Londynu. Na ulicach panował niewielki ruch. Wszyscy odpoczywali po tygodniu spędzonym w pracy lub szkole. Co jakiś czas mijałam osoby biegające, spacerujące z psami lub pracujące w weekend. Na horyzoncie dostrzegłam Starbucksa. Przeszłam przez ulicę i weszłam do "celu". Rozejrzałam się po lokalu. Pustki. Za ladą stała znudzona dziewczyna. Podeszłam do lady.
- - Wyrecytowała tak jak każdemu klientowi.
- Cappucino. - Odpowiedziałam i skierowałam się do stolika z widokiem na otaczający lokal pejzaż. Starbucks znajdował się w tej bardziej urokliwej części miasta. Nie dość, że podawali tu wyśmienitą kawę to jeszcze posiadali znakomitą lokalizację. Szukałam wzrokiem a szybą czegoś, co by przykuło moją uwagę. Tak też się stało. Dostrzegłam kobietę i mężczyznę na oko moim wieku. Skupiłam na nich uwagę. Na twarzy dziewczyny była wypisana złość i smutek. Na mężczyzny zaś skrucha i żal. Kobieta jeszcze tylko krzyknęła coś w kierunku chłopaka i już chciała odejść, lecz on przyciągnął ją do siebie i przytulił. Tak aby wiedziała, że jest dla niego całym światem. Aby nie mogła uciec. Mężczyzna szeptał jej słowa do ucha. Gdy dziewczyna podniosła głowę wyszeptała coś w jego kierunku i złożyła na jego ustach długi pocałunek. Uśmiechając się do siebie, odeszli trzymając się za ręce. Westchnęłam uśmiechając się pod nosem. Życie często daje nam kopniaka w dupę, lecz potrafimy być na tyle silni by wyjść na prostą. Dzwonek. Do lokalu wszedł kolejny klient. Spojrzałam w kierunku nowo przybyłej osoby. Gdy zorientowałam się kto znajduję się w pomieszczeniu spuściłam głowę zasłaniając twarz włosami. Bawiłam się dłońmi, modląc się w duchu by mnie nie zauważył. Kroki były głośniejsze. Szurnięcie odsuwanego krzesła. Poczułam obecność drugiej osoby. Osoby, której nie miałam najmniejszej ochoty widzieć. O której wolałabym zapomnieć. Moje serce przyśpieszyło. Oddech stał się niespokojny. Odwróciłam głowę w kierunku szyby, cały czas starając się by moją twarz przysłaniały włosy. W lokalu panowała cisza, którą zakłócały jedyne poruszające się w wskazówki zegara i pracownicy. Zacisnęłam powieki, a gdy były już rozchylone niepewnie spojrzałam na osobę, która siedzi na przeciwko. Wpatrywał się we mnie hipnotyzującym spojrzeniem. Jego wzrok lustrował moją twarz. W okolicy kręgosłupa poczułam przyjemne mrowienie. Do stolika podeszła kobieta stojąca za ladą. Uśmiechnęła się zalotnie do Malika.
- Witamy w Starbucks Coffee, w czym mogę służyć? - Takie same słowa skierowała do mnie parę minut temu, lecz te wypowiedziała w zupełnie inny sposób. Pełen uroku i wdzięku. Malik cały czas patrzył na mnie.
- Moccacino. - Odpowiedział, nie zaszczycając kelnerki wzrokiem. Dziewczyna wyprostowała się dumnie, spojrzała na mnie z pogardą i odeszła. Mimowolnie uśmiechnęłam się pod nosem. Nie uszło to uwadze chłopaka.
- Brakowało mi twojego uśmiechu. - Powiedział bez nutki rozbawienia. Miał poważną minę. Widząc to również przybrałam tak jak poprzednio kamienny wyraz twarzy. Odchrząknęłam.
- Czego chcesz? - Spytałam, nie chcąc znać odpowiedzi, która wydawała się przewidywalna.
- Cofnąć czas. - Te dwa słowa mulata sprawiły mętlik w mojej głowie. Spodziewałam się, że chce mnie przeprosić lub prosić o wybaczenie. - Chciałbym powrócić do miejsca, w którym cię tak zraniłem. Chciałbym nie wymawiać wtedy tych słów. - Patrzył w swoje splecione dłonie, po czym podniósł wzrok. Poczułam ogromną gulę, która nie chciała przejść mi przez gardło. - Jedyne czego pragnę to znów ujrzeć twój uśmiech, usłyszeć twój śmiech i dostrzec ten charakterystyczny błysk w oczach. - Nie pragnął wybaczenia. To mnie w nim ujęło. - Nie musisz mi wybaczać, bo na twoim miejscu ja bym tego nie zrobił. - Po moim policzku spłynęła łza przepełniona radością i bólem niedawnych wspomnień. Zayn szybko nachylił się nad stołem i otarł ją z mojego policzka. Delikatnie odsunęłam głowę, a Malik z powrotem splótł swoje dłonie. Westchnęłam. Czułam, że jeszcze nie raz pożałuję tych słów.
- Każdy człowiek zasługuję na drugą szansę. - Ujrzałam nadzieję , która wkradała się na twarz chłopaka. - Zayn, jeśli zmarnujesz tą szansę, nie masz co liczyć na moje wybaczenie. - Rzekłam. On natychmiast rozpromieniał. Ukazał dwa rzędy swoich bialutkich zębów. Jego optymizm był zaraźliwy. Również uśmiechnęłam się szeroko. W tym momencie do stolika podeszła kobieta. Podała łączną cenę napojów stawiając obydwie parujące kawy na stoliku. Wyciągnęłam portfel, lecz Zayn już podawał banknot. Skarciłam go, lecz jego to nie wzruszyło. Upiłam łyk mojego cappucino. Potem kolejny i następny. Gdy oderwałam się od kubka dosłyszałam chichot Zayna.
- Co cię tak śmieszy? - Pytam z uniesioną brwią. Chłopak zaczął śmiać się coraz głośniej. - Mam coś na twarzy, prawda? - Mulat tylko skinął głową. Sięgnęłam po chusteczkę i wytarłam "wąsy", które spowodowało cappucino z podwójną pianką. Malik się uspokoił. Do lokalu zaczęli napływać ludzie. Wchodzili, zostawali, wychodzili. Kiedy obydwa kubki stały puste na stole wstaliśmy od stołu. Powiedzieliśmy ciche "Do widzenia" do kobiety za ladą, która mruknęła z niechęcią w odpowiedzi to samo. Zayn jak miał w zwyczaju otworzył przede mną drzwi. Londyńskie powietrze naparło na moje drobne ciało. Mulat już znajdował się koło mnie. Nie wymieniając się słowami ruszyliśmy przed siebie. Poznawałam tą ulicę, lecz nie wiedziałam dokąd zmierzaliśmy. Wydawałoby się, że mulat również nie zna celu naszej przechadzki. Wiatr cały czas rozwiewał moje włosy. Policzki stawały się rumiane od natarczywego wiatru. Lecz dzień nie był mroźny. Chodziliśmy po jak dobrze nam znanym Londynie. To miasto w każdy dzień zadziwiało na swój sposób. Szokowało, powodowało wzloty i upadki. Każdy kto postanowił odwiedzić stolicę Wielkiej Brytanii, zakochiwał się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia. Ja codziennie zakochiwałam się w nim od nowa. Każdego dnia z innego powodu. Westchnęłam. Ujrzałam boczną ścieżkę, która odbiegała od głównego chodnika. Prowadziłam do malowniczego parku. Obydwoje bez zastanowienia skręciliśmy w tym kierunku. Minęliśmy zajęte ławki by spocząć na tej, która znajdowała się najbliżej działającej o tej porze roku fontanny. Cieszyłam się, że miejsce do siedzenia znajduję się w miejscu, gdzie padają promienie słoneczne. Opadliśmy na ławkę. Ciszę, która wcale mi nie przeszkadzała przerwał Zayn.
- Cheer? - W wymowie mojego imienia wyczułam plan. Pewien pomysł, który czułam, że wcale mi się nie spodoba.
- Tak? - Spytałam, zwracając ku niemu wzrok. Uśmiechnął się cwaniacko i wstał. Stanął na przeciwko mnie zasłaniając słońce.
- Czy kiedykolwiek wskoczyłaś do fontanny? - Wyciągnął ręce z kieszeni i uśmiechnął się szeroko. Zaparłam się rękoma o ławkę, gdy zrozumiałam co chłopak planuję. Pokręciłam głową wciskając się w nią jak najdalej.
- O nie. Nawet nie próbuj. Nie uda ci się mnie do tego namówić. - Kręciłam głową wymawiając te słowa. Zayn uniósł brew.
- Jesteś tego pewna? - Spytał i stało się. Malik złapał moją dłoń i tym zmusił do wstania. Jednak stawiałam opór. Chłopak widząc to westchnął i puścił moją dłoń. Chciałam wrócić na ławkę.
- Nie chcesz po dobroci, to spróbujemy na siłę. - Usłyszałam jego słowa i poczułam jego dłonie na moje talii. Malik spokojnie przerzucił mnie sobie przez ramię. Zaczęłam uderzać zaciśniętymi w pięści ręce w jego plecy.
- Puszczaj mnie! Zayn, to nie jest śmieszne! Malik, masz mnie puścić! - Krzyczałam, a ludzie patrzyli na nas z uśmiechem. Domyślali się co chłopak ma zamiar za chwilę zrobić. Gdy wymawiałam słowa, że to wcale nie jest śmieszne to u mulata tylko spotęgowało rozbawienie. Doszliśmy do fontanny. Dokładnie słyszałam jak krople wody strumieniem lejące się z góry uderzają o taflę wody. Chłopak przekręcił mnie sobie tak, że teraz trzymał mnie na rękach. Moje ręce oplotłam wokół jego szyi, bojąc się, że mnie upuści. Spojrzałam w jego orzechowe oczy z wyrzutem.
- Puść mnie, Zayn. - Powiedziałam opanowanym głosem. Malik skinął głową. Poczułam ulgę, że jednak się rozmyślił.
- Proszę bardzo. - Stanął w ten sposób, że trzymał mnie nad fontanną.
- Zayn! - Zdążyłam krzyknąć zanim mulat puścił mnie, a ja z lekkim pluskiem wpadłam do płytkiej wody. Niestety spadłam tak, że zostałam zmoczona cała. Podniosłam się. Sklejone ze sobą przez wodę włosy opadały mi na twarz. Ubranie przywierało dokładnie do mojego ciała. Zayn trzymał się za brzuch śmiejąc się głośno. Podparłam się pod boki.
- Mogę wiedzieć co cie tak bawi Malik? - Powiedziałam z ironią. - Dobra, pomóż mi wyjść. - Chłopka nadal się uśmiechając podał mi dłoń. Chwyciłam ją i z całej siły pociągnęłam. Mulat wpadł na murek odgradzający wodę od wszystkiego, po czym wpadł z pluskiem do wody. Chłopak wynurzył się i stanął przede mną.
- Moje włosy. - Zayn zaczął nerwowo poprawiać zmoczone włosy. Zaczęłam się śmiać.
- Teraz jesteśmy kwita. - Powiedziałam i uśmiechając się wyszłam z fontanny. - Chłopka również wyszedł. Poczułam zimny powie powietrza, który przebiegł przez moje ciało od stóp do czubka głowy. Potarłam ramiona, do których przylegał sweter. Kichnęłam. Najpierw raz, a potem drugi.
- Zajebiście! Przez ciebie będę chora. - Powiedziałam i pociągnęłam nosem.
- Będziemy chorzy razem. - Powiedział Zayn i kaszlnął. Zaśmiałam się pod nosem. Wracaliśmy się rozmawiając, przedrzeźniając się lub śmiejąc. Przechodnie odwracali się za nami. Nie dziwię się. Dwoje przemoczonych ludzi to jest dosyć niecodzienny widok w marcu. Stanęliśmy pod moją kamienicą, ponieważ Malik uznał, że wypada odprowadzać kobiety. Stojąc przed drzwiami zaczęłam grzebać w torbie. W końcu wyciągnęłam klucze. Spojrzałam na chłopaka, który cały czas wpatrywał się we mnie.
- Dziękuję za to, że będę chora. - Powiedziałam z uśmiechem. - Cześć Zayn. - Otworzyłam drzwi i stanęłam w nich.
- Do zobaczenia później. - Rzucił chłopak oddalając się tyłem. Uniosłam brew, bo nie do końca rozumiałam o co mu chodzi.
- Jak to później? - Spytałam marszcząc brwi.
- Na korepetycjach. - Odpowiedział mulat. Pomachał mi, a ja odwzajemniłam gest. Patrzyłam w jego oddalającą się sylwetkę. W końcu chłopak zniknął za zakrętem. Weszłam na klatkę schodową i zaczęłam wbiegać po schodkach. Utrudniało mi to przemoczone ubranie, które przywierało bardziej niż na początku do mojego ciała. Otworzyłam drzwi od mieszkania. Mama akurat przechodziła z salonu do kuchni.
- Cheer! Jak ty wyglądasz?! - Zlustrowała mnie od góry do dołu, a później od dołu do góry. - Jesteś cała mokra! Co się stało?! - Była przerażona moim stanem, co szczerze mnie bawiło.
- Nic się nie stało. Wskoczyłam tylko do fontanny. - Powiedziałam jakby nigdy nic się nie stało i ściągnęłam buty, do których nalała się zimna woda.
- Co zrobiłaś?! - Podniosła jeszcze bardziej głos moja matka.
- Wskoczyłam do fontanny. - Powtórzyłam słowa tylko tym razem wolniej.
- Może mi powiesz, że byłaś w parku, zobaczyłaś fontannę i pomyślałaś "Wskoczę sobie do fontanny"?! - Matka skrzyżowała ręce na klatce piersiowej.
- Nie do końca. - Wyminęłam ją kierując się do pokoju. Poczułam jej dłoń na przed ramieniu. Wróciłam się i stanęłam przed rodzicielką. Patrzyła na mnie tym "swoim" wzrokiem. To dziwne uczucie. Jakby matka próbowała odgadnąć moje myśli.
- Ktoś ci to zrobił by cię upokorzyć czy tak jakby za twoją zgodą? - Zmrużyła oczy, mówiąc już o wiele spokojniej.
- Tak jakby za moją zgodą. - Przypomniałam sobie ten moment i zaśmiałam się pod nosem.
- Zayn, prawda? - Spytała uśmiechając się przy tym delikatnie. Nie rozumiałam skąd ona to wiedziała? Zastanawiało mnie czy każda matka wie wszystko o swoich dzieciach czy tylko moja jest "wyjątkowa"? Skinęłam głową i wyminęłam mamę. Czułam, że rodzicielka chce zadać pytanie. Wiedziałam czego dotyczyło.
- Nie, nie jesteśmy razem. - W moim głosie dało się usłyszeć zażenowanie. Matka rozłożyła ręce i zaśmiała się wchodząc do kuchni. Szybko weszłam do pokoju i stanęłam przed szafą. Nie mogłam zastanawiać się długo, bo woda zaczynała moczyć dębowe panele. Wzięłam ubranie i wybiegłam z pokoju chcąc pozostawić za sobą jak najmniej wody. Zamknęłam łazienkę i zrzuciłam z trudem ubranie, które przywarło do zmarzniętego ciała. Trzęsąc się, weszłam do kabiny prysznicowej. Odkręciłam gorącą wodę. Od razu zrobiło się lepiej. Parę minut później stałam na dywaniku ubierając nowy zestaw. W suchych ciuchach zaczęłam suszyć włosy. Znów były takie jak wcześniej. Mokre ubranie odłożyłam do specjalnego kosza na "zużyte" ubrania. Opuściłam pomieszczenie. Mimo tego, że nie byłam już w żadnym miejscu wilgotna, przez moje ciało przebiegały coraz częściej zimne dreszcze. Weszłam do kuchni. Nastawiłam wodę na herbatę. Wyciągnęłam kubek z szafki i włożyłam do niego saszetkę z owocową herbatą. Dosypałam dwie łyżeczki cukru i usiadłam przy stole. Pociągnęłam nosem. Nie czułam się za dobrze. Dreszcze się nasiliły, a katar dawał się we znaki. Do kuchni weszłam mama. Spojrzała na mnie przelotnie i już wiedziała co się dzieje.
- Tak się kończą kąpiele w fontannie w marcu. - Skwitowała srogim tonem. Westchnęłam. Wiedziałam, że jeśli się rozchoruję to od matki usłyszę tylko "A nie mówiłam!" lub jeden z wielu jej zwrotów. Woda zaczęła się gotować. Wyłączyłam wodę i zalałam kubek. Usiadłam z powrotem przy stole trzymając parujący napój w dłoni. Postawiłam go na stole. Spojrzałam na zegar. Minęła godzina piętnasta. Nie kryłam zdziwienia. Piłam małymi łyczkami herbatę. Chwilowo zrobiło mi się cieplej i lepiej. Gdy dopiłam herbatę, wstałam i odłożyłam kubek do zmywarki. Wyszłam z kuchni i weszłam do pokoju. Wybrałam torebkę i włożyłam do niej podręcznik z fizyki oraz zeszyt. Wrzuciłam też kluczyk i chusteczki, ponieważ katar się nasilał. Dzisiaj wyjdę wcześniej. Rzuciłam nie wyraźne "Pa" do mamy i opuściłam mieszkanie. Na dworze albo zrobiło się chłodniej albo to przez to lekkie przeziębienie. Szłam przed siebie z rękoma w kieszeniach. stanęłam przed domem mulata przed czasem. Wolałam jednak nie marznąć na dworze, więc weszłam na posesję, a gdy stałam przed drzwiami, zapukałam. Otworzyła mi Michelle.
- Witaj Cheer! - Pani Malik przywitała mnie z radością. - Mam nadzieję, że już jest wszystko w porządku. - Położyła mi dłoń na ramieniu. Ni za bardzo rozumiałam o co jej chodzi. Najwidoczniej to zauważyła. - Sprawy rodzinne. - Odświeżyła mi zdarzenie z wczoraj.
- Tak, już w porządku. - Uśmiechnęłam się do niej.
- Wejdź. Zayn jest na górze. - Uśmiechnęłam się i weszłam na pierwszy stopień. Resztę pokonałam szybko. Drzwi od pokoju chłopaka były lekko uchylone. Dochodził zza nich śpiew. Cudny śpiew. Stawiałam ostrożnie kroki słysząc piosenkę Let Me Love You. Gdy stałam przy drzwiach, głos stał się wyraźniejszy. Uchyliłam je delikatnie. Na moje szczęśćie nie skrzypnęły. Otworzyłam je szerzej. Tak, bym mogła się w nich zmieścić. Stanęłam ostrożnie w pokoju. W rogu gdzie stał mikrofon, stał teraz również Zayn. Nie mogłam uwierzyć, że Malik ma tak niesamowity głos. Podkradłam się do łóżka i usiadłam na skraju. Przysłuchiwałam się z zachwytem dalszej części piosenki. Na moje szczęście Zayn był odwrócony plecami do drzwi. Gdy skończył zaczęłam bić brawo. Mulat odskoczył od mikrofonu i złapał się za klatkę piersiową.
- Jak długo tu jesteś? - Spytał biorąc głęboki oddech. Najwidoczniej nie spodziewał się, że ktokolwiek go słyszy. Podrapał się po karku, po czym włożył ręce do kieszeni. Wzruszyłam ramionami.
- Czy to ważne? Zdążyłam się w tym czasie dowiedzieć, że masz ogromny talent. - Chłopak spuścił głowę.
- Może przejdziemy do nauki. - Usiadł koło mnie na łóżku. Wyciągnęłam podręcznik. Skoro nie chciał o tym rozmawiać, ja nie mogłam nalegać. Nie chciałam. Podczas dzisiejszych korepetycji czułam się pewniej niż wczoraj. Nie obyło się bez niekontrolowanych wybuchów śmiechu. Dwie godziny później zamknęłam podręcznik i westchnęłam. Kolejne parę tematów mamy za sobą, ze względu na to, że działy będą coraz dłuższe. Włożyłam książkę do torebki i wstałam.
- Widzimy się w poniedziałek? - Spytałam stając w drzwiach. Mulat skinął głową. Zeszliśmy schodami na dół i stanęliśmy przed drzwiami.
- Dziękuję, że mi pomagasz. - Zayn stał na przeciwko mnie. - Bez ciebie bym sobie nie poradził. - Uśmiechnął się delikatnie.
- Poradziłbyś sobie. Wystarczą tylko chęci. - Spojrzałam w bok, chcąc nie wiem z jakich powodów uniknąć jego hipnotyzującego spojrzenia.
- Albo świetna korepetytorka. - Walnęłam go lekko w ramię i oboje się zaśmialiśmy.
- Cześć Zayn. - Pożegnałam się jeszcze z panią Malik i opuściłam dom chłopaka. Idąc po godzinie osiemnastej przez Londyn rozmyślałam o tym jak zmieniło się moje życie. Kto by pomyślał, że odnajdę przyjaciela? Dobre pytanie. Czy Zayna mogłam nazwać przyjacielem? Na razie nie minęło tyle czasu bym mogła to określić. Wiem jednak, że przy nim staje się inną osobą. Inną, to znaczy sobą. Jestem przy nim sobą. Nigdy nie posiadałam nawet przyjaciółki, przy której czułam się swobodnie. Zawsze byłam smutną, szarą myszką, odtrącaną przez wszystkich i trzymającą się na uboczu. Szybko doszłam pod kamienicę. Wbiegłam po stopniach i wpadłam do dołu. Zamknęłam za sobą drzwi. Ściągnęłam buty i weszłam od razu do mojego pokoju. Padłam na łóżko, wcześniej odkładając rzeczy. Wzięłam piżamę z łóżka i wyszłam z pokoju. Znalazłam się w łazience. Zrzuciłam z siebie ubranie i wzięłam prysznic. Tego potrzebowałam. Umyłam zęby, bo nie miałam już najmniejszej ochoty na kolację. Opuściłam łazienkę i znowu opadłam na moje łoże. Przykryłam się szczelnie kołdrą. Mimo ciepłej pierzyny na sobie i w miarę wysokiej temperatury panującej w pomieszczeniu mi było zimno. Po przykryciu się jeszcze dwoma kocami, usnęłam.



Wolę jak moje rozdziały są z obrazkami, ale zupełnie brakuje mi czasu. Ledwo go dodaję ze względu na to, że przyjechała rodzina na weekend. Mam nadzieję, że się podoba. Poprzednie opinie wywołały na mojej twarzy ogromny uśmiech. Dziękuję za wsparcie, jesteście kochane! Co do rozdziału, to nie wiem co o nim myśleć. Taki sobie Czekam na opinię
  • awatar Chocolate†: *O* Ja się szczerzę do monitora jak była ta scenka z fontanną, heh..myślałam, że jej odpuści. genialne, geeeeniaaaalneeee!!!! Oni są zgraną parą...przyjaciół rzecz jasna. (: Idę czytać dalej.
  • awatar I can do something for you ♥: mam cię namierzyć czy co ?! doskonale wierz ,że świetnie piszesz i tą teorię potwierdzą jakieś 8 -9 osób.
  • awatar Black.flower: Taki sobie ?! Kurde dziewczyno jest świetny ! Fontanna, błahahaha, chuligan Malik xD świetny :3 Może zaznaczyłaś "nie pokazuj na stronie głównej" dlatego jest w archiwum ? Ściskam :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Cheer, 19 marca 2010
http://www.polyvore.com/get_look.5/set?id=74012081

Głos Justina Timberleka wybudził mnie ze snu. Tak jak co dzień nacisnęłam opcję "Wyłącz". Podniosłam się i usiadłam na skraju łóżka odgarniając włosy z twarzy. Powolnym krokiem podeszłam do szafy i otworzyłam ją. Rozejrzałam się i jak każda kobieta miałam dylemat - W co się ubrać? Miałam pełną szafę ciuchów i podążałam za trendami. Jednak dla moich rówieśników problemem było to, że nie ubierałam się w białą mini, szpilki i bluzki z dużym dekoltem. Nie nakładam też tony makijażu jak w przypadku innych. Byłam sobą, a inni nie mogli tego zrozumieć. Z gotowym zestawem otworzyłam drzwi od mojej sypialni by wyjść na ciemny jak o tej porze korytarz. Uchyliłam drzwi od łazienki i zapaliłam światło. Pomieszczenie rozbłysło nienaturalnym blaskiem. Z przymrużonymi oczami zamknęłam za sobą drzwi, ściągnęłam piżamę i weszłam do kabiny prysznicowej. Otworzyłam szerzej oczy i odkręciłam ciepłą wodę. Uśmiechnęłam się pod nosem. Przymknęłam powieki ciesząc się chwilą, wiedząc, że za chwilę nadejdzie koniec. Zakręciłam wodę wzdychając. Otworzyłam drzwi od kabiny wpuszczając do środka chłodny powiew wiatru. Poczułam nieprzyjemne mrowienie w okolicy kręgosłupa. Sięgnęłam po ręcznik i szczelnie się nim owinęłam. Od razu zrobiło się cieplej. W ręczniku stanęłam na dywaniku przed umywalką. Jedną ręką otworzyłam szafkę, a drugą sięgnęłam po suszarkę. Zaczęłam suszyć moje mokre włosy. Po pięciu minutach odłączyłam ją i schowałam na swoje miejsce. spojrzałam w lustro. Dotknęłam puszystych włosów i odwróciłam się w przeciwnym kierunku. Zrzuciłam ręcznik i wskoczyłam w ubranie. Jeszcze tylko umyłam zęby i koniec. Wyszłam z pokoju i założyłam na nogi buty. Sięgnęłam po wczoraj przygotowaną torebkę i wyszłam na korytarz. Skierowałam się do kuchni. Nie zastałam w niej matki. Pewnie dziś musiała wcześniej wyjść do pracy. Jednak jak zawsze nie zapomniała o śniadaniu. Uśmiechnęłam się pod nosem i sięgnęłam po przygotowaną jajecznicę. Usiadłam przy stole i zajęłam się konsumowaniem śniadania. Pusty talerz jak na co dzień odłożyłam do zmywarki. Spojrzałam na zegar wiszący nad wejściem. Dochodziła 7.41. Wchodząc na korytarz zgarnęłam ręką torebkę i klucze od mieszkania. Zamknęłam za sobą drzwi przekręcając kluczyk w zamku. Schowałam je i zbiegłam schodami w dół. Pchnęłam drzwi prowadzące na zewnątrz. Dzisiejszy dzień był bardziej wietrzny, bardziej przygnębiający. Z głową spuszczoną w dół szłam przed siebie, jednak dobrze znałam kierunek. Dziesięć minut później dostrzegłam zarys budynku. Szłam coraz mniej pewnie w tamtym kierunku. Kiedy już dokładnie widziałam drzwi znajdujące się przede mną poczułam strach. Dotknęłam ich i pchnęłam. Uderzył we mnie gwar szkolnych rozmów, plotek i śmiechów. Jak zawsze minęłam grupę cheerledarek, metalowców i footbolistów. Na widok Malika przypomniała mi się wczorajsza rozmowa z moją mamą. Wbiłam kod w szyfr i otworzyłam szafkę. Po chwili pożałowałam, że to zrobiłam. Gdy otworzona była na pełną szerokość usłyszałam zgrzyt, a potem jakaś maź pojawiła się na mojej twarzy, ubraniu i włosach. Stałam z rozłożonymi rękoma próbując opanować sytuację. Odwróciłam się i zaczęłam biec w kierunku wyjścia. Czułam pod moimi powiekami łzy. Kumulowały je dochodzące z każdej strony śmiechy. Pociągnęłam drzwi w swoją stronę i wybiegłam na zewnątrz. Gdy drzwi się zamknęły usiadłam na ziemi opierając się o kolumnę, która podtrzymywała zadaszenie szkoły. Otarłam śluz z oczu, a na miejsce mazi ustąpiły łzy. Zaczęłam bezsilnie wycierać miejsca mokre od brei, lecz na darmo. Moje dłonie bezwładnie opadły. Usłyszałam dzwonek na lekcję. Jednak ja nie miałam zamiaru się stąd ruszać. Podciągnęłam nogi pod brodę pozwalając aby emocje zawładnęły moim ciałem. Szlochałam coraz głośniej. Zupełnie nie wiedziałam co mam teraz zrobić. Nie chciałam tam wracać.
Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi lecz nie zwróciłam na to uwagi. Potem charakterystyczny dźwięk zamykanych drzwi i kroki zbliżające się w moją stronę. Poczułam obecność drugiej osoby, która zajęła miejsce koło mnie. Podniosłam niepewnie wzrok nadal szlochając. Ujrzałam Zayna wpatrującego się we mnie z troską. Z powrotem ukryłam twarz w dłoniach.
- Cheer... - Zayn chciał coś powiedzieć, lecz byłam niemal pewna, że to on za tym wszystkim stoi.
- Odwal się. - Warknęłam załamanym głosem. Usłyszałam jakiś szelest. Podniosłam wzrok na chłopaka. Trzymał w ręce paczkę chusteczek. Wyciągnęłam rękę w jego kierunku i wzięłam paczuszkę.
- Dziękuję. - Mruknęłam, wyciągając jedną z nich. Zaczęłam wycierać twarz, lecz przestałam. - Przepraszam. - Powiedziałam patrząc przed siebie.
- Za co? - Zapytał zdezorientowany.
- Za to, że jestem zimną suką. Próbujesz ze mną porozmawiać, pomóc, a ja? Nie radzę sobie z tym wszystkim. - Ogarnęłam wzrokiem budynek liceum. - Ty to zrobiłeś? - Spytałam wskazując na plamy na mojej twarzy, włosach i ubraniu. Mulat pokręcił głową.
- Próbowałem powstrzymać Joscha i Pamelę, ale oni postawili na swoim. Nie miałem z nimi szans. - Powiedział bezsilnie i sięgnął po jedną z chusteczek. Zbliżył ją do mojej twarzy i delikatnie przejechał po policzku. Poczułam dziwne uczucie. Wpatrywałam się w niego z uwagą, próbując dowiedzieć się dlaczego się zmienił. Z dnia na dzień. Tak po prostu. Odwróciłam twarz i wstałam. Trzymałam w ręku paczkę.
- Dziękuję. - Powiedziałam i ruszyłam przed siebie.
- Gdzie masz zamiar iść? - Krzyknął, ponieważ moje szybkie tempo sprawiło, że znajdowałam się już kawałek dalej od mulata. Odwróciłam się do niego stając w miejscu. Wzruszyłam ramionami, a Zayn wstał.
- Chodź, zabierzesz swoje rzeczy i pójdziemy do mnie. - Stałam w miejscu czując niepewność. Iść czy nie iść? W końcu westchnęłam idąc w stronę uśmiechającego się Malika. Otworzył drzwi przepuszczając mnie pierwszą. Na korytarzu w związku z tym, że trwała lekcja było nieswojo. Cicho i pusto. Zobaczyłam torebkę leżący koło otwartej szafki kawałek dalej. W ciszy z chłopakiem podeszliśmy do tamtego miejsca. Wzięłam torebkę i zamknęłam szafkę. Skierowaliśmy się z powrotem do wyjścia. Gdy byliśmy na zewnątrz zaczęłam rozmowę.
- Dziękuję za wszystko, ale ja wrócę już do domu. - Powiedziałam patrząc w swoje stopy, które stawiały kroki.
- Nie bój się. Przecież nic ci nie zrobię. - Spojrzałam mu w oczy. To wystarczyło bym mogła mu zaufać. - Po za tym do mnie jest bliżej. - Skończył, a ja blado się uśmiechnęłam. Między nami już do końca zapadła cisza. W końcu zatrzymaliśmy się pod kremową willą. Chłopak uchylił furtkę znów przepuszczając mnie. Weszłam na podwórko idąc ścieżką wyłożoną z kamieni w kierunku drzwi. Stanęłam koło nich, a Malik wyciągnął klucze z plecaka zarzuconego na ramię.
- Wchodź. - Uśmiechnął się do mnie, pokazując ręką na otwarte drzwi. Weszłam do środka zatrzymując się pomiędzy przejściem do salonu, a kuchni. Mulat wszedł za mną zamykając za sobą drzwi. Jego dom był przytulny. Ciepły i pełen pastelowych kolorów.
- Ładnie tu. - Powiedziałam rozglądając się.
- Moja mama jest projektantką wnętrz, więc sama to wszystko urządzała. - Włożył ręce do kieszeni. - Chodź. - Zaczął wchodzić po schodach. Podążałam za nim. Znaleźliśmy się w holu. Zayn uchylił drzwi, które znajdowały się najbliżej. Stanęłam w nich i zlustrowałam pokój. Łóżko, szafa, telewizor plazmowy. Zwyczajny pokój, niby. W rogu zobaczyłam stojący mikrofon.
- Śpiewasz? - Spytałam, gdy chłopak szperał w szafie. Zmieszał się.
- Czasami. - Skinęłam głową. Mulat wyjął z szafy luźny podkoszulek i dresowe spodnie. - To powinno pasować. - Podał mi ubranie i ręcznik. - Tu jest łazienka. - Wyszedł na korytarz i pokazał mi na dwie pary drzwi dalej. - Będę w kuchni. Czuj się jak u siebie. - Posłał mi uśmiech i zszedł schodami w dół. Skierowałam się w kierunku drzwi. Otworzyłam je. Przestronna łazienka urządzona w podobnych barwach co dom. Zamknęłam drzwi i przekręciłam zamek w drzwiach. Spojrzałam w lustro. Nie poznawałam siebie. Wszędzie znajdowała się zaschnięta niebieska maź. Zrzuciłam z siebie ubranie i zamknęłam się w kabinie prysznicowej. Odkręciłam wodę i zaczęłam zmywać z włosów i twarzy breję. Po kilku minutach nie wyczuwałam już nigdzie zabrudzeń. Zakręciłam wodę i uchyliłam kabinę by sięgnąć po czysty ręcznik. Owinęłam się nim i wyszłam z kabiny stając na puszystym dywaniku. Wytarłam się dokładnie i włożyłam na siebie luźny dół od dresu i koszulkę sięgającą mi prawie do połowy ud. Włosy zostawiłam rozpuszczone ze względu, że były wilgotne. Swoje ubrania poskładałam i włożyłam w reklamówkę, którą znalazłam w złożonym ręczniku od Zayna. Opuściłam pomieszczenie i skierowałam się na dół. Zeszłam po schodach, reklamówkę odłożyłam koło drzwi i sama weszłam do kuchni. Przy blacie siedział Malik. Gdy mnie zobaczył zaśmiał się.
- Ślicznie wyglądasz. - Powiedział i znów się zaśmiał. Zawtórowałam mu.
- Bardzo śmieszne. - Powiedziałam z ironią. On szybko spoważniał.
- Może to głupie, ale nigdy nie słyszałem jak się śmiejesz i uwierz mi, musisz robić to częściej. - Powiedział bez nutki rozbawienia. Czułam, że się rumienię. - Słodko wyglądasz z rumieńcem. - Zgromiłam go wzrokiem na co on znów ukazał dwa rzędy prostych, białych zębów. Usiadłam naprzeciwko niego. Czułam się nieswojo, a zarazem swobodnie. Przez myśl mi nie przeszło, że bad boy Zayn Malik może być troskliwy i miły.
- Jesteś głodna? - Spytał przerywając moje myśli.
- Trochę. - Oznajmiłam, a on skinął głową.
- Czyli dobrze zrobiłem zamawiając pizzę. - Uśmiechnął się i wstał. - Obejrzymy jakiś film? - Spytał idąc do salonu. Podążyłam za nim zajmując miejsce koło niego na dużej kanapie.
- Komedię? - Spytałam, a on zaczął szperać w kasetach. Wyciągnął jeden z nich i przeczytał tytuł.
- American Pie. - Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Skinęłam głową, a on włączył film. Usiadł koło mnie na kanapie. Film się rozpoczął. Już na początku obydwoje wybuchliśmy śmiechem.
Nie wiem dlaczego, ponieważ nie było nic śmiesznego w rozmowie dwóch chłopaków. Zaczęliśmy rozmawiać coraz mniej uwagi zwracając na film. W końcu pochłonęła nas rozmowa na temat naszych zainteresowań, życia i śmiesznych wpadek. Nie wytrzymałam, gdy Malik powiedział mi, że w wieku sześciu lat wyrzucił telewizor przez okno. Przerwał nam dzwonek do drzwi. Zayn wstał i wyszedł z salonu. Po chwili wrócił niosąc ze sobą na rękach wielkie pudełko, z którego wydobywał się cudowny aromat. Postawił pizzę na stolę i otworzył pudełko. Sięgnął po kawałek i opadł na kanapę.
- Częstuj się. - Powiedział i ugryzł kawałek swojej porcji. Ja także po chwili siedziałam przeżuwając mały kawałek z pizzy.
- Zayn? - Zaczęłam, gdy przełknęłam jedzenie. Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
- Tak? - Spytał.
- Nie spodziewałabym się, że osoba prześladująca mnie w szkolę będzie mi tak bliska i będzie w stanie mnie zrozumieć. - Odpowiedziałam. Widocznie ucieszyła go ta odpowiedź, ponieważ na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
- Tak wiem. - Skwitował, po czym spoważniał. - Cheer, przepraszam za wszystko. Traktowałem cię okropnie i teraz gdy o tym myślę nie mogę uwierzyć, że mogłem być takim chamem i dupkiem. Chciałbym zacząć naszą znajomość od początku. Wybaczysz mi? - Spytał ze skruchą w głosie. Poczułam jak robi mi się cieplej na sercu.
- Możemy spróbować. - Uśmiechnęłam się do niego, a na jego twarzy pojawiła się ulga. Sięgnęliśmy po kolejne kawałki pizzy aż w końcu opróżniliśmy całe opakowanie.
- Która godzina? - Spytałam zamykając pudełko i wynosząc je do kuchni wyrzuciłam je.
- Po czternastej. - Oznajmił chłopak patrząc na swój zegarek na ręce. Otworzyłam szeroko oczy.
- Cholera! - Powiedziałam i wybiegłam z kuchni. Założyłam buty i kurtkę.
- Gdzie idziesz? - Spytał stając w holu.
- Chcę ci przypomnieć, że dziś kończymy lekcje po pierwszej. Powinnam być już w domu. - Sięgnęłam po torebkę, do której włożyłam reklamówkę. Chciałam wyjść, gdy gwałtownie się zatrzymałam i odwróciłam. - Dziękuję za wszystko, Zayn. - Powiedziałam spokojnie posyłając mu szczery uśmiech. Chłopak także się uśmiechnął i podszedł do mnie.
- Nie ma za co. - Po czym przytulił mnie. Stałam zamurowana, po czym niepewnie odwzajemniłam uścisk. Odsunęłam się od niego.
- Pa. - Powiedziałam i wyszłam. Szybkim krokiem opuściłam posesję i kierowałam się do domu. Mój chód przypominał trucht. Znalazłam się pod kamienicą kilka minut później. Jak zawsze kiedy potrzebowałam kluczy, nie mogłam ich znaleźć. W końcu poczułam metalowe, a zarazem wydające dźwięki klucze w torbie. Wyciągnęłam je i pośpiesznie wybrałam jeden z paru. Otworzyłam zamaszyście drzwi i wbiegłam do środka. Przeskakiwałam co dwa stopnie choć byłam wykończona. Otworzyłam drzwi od mieszkania stając w holu. Z kuchni wyłoniła się moja mama. Założyła ręce na klatce piersiowej i zlustrowała mnie wzrokiem, po czym uniosła brew.
- Dzwoniła do mnie pani dyrektor. - Powiedziała jak na razie opanowanym tonem. Spuściłam wzrok, bo nie chciałam patrzeć w jej oczy.
- Gdzie byłaś? - Na to pytanie poczułam mętlik w głowie. Powiedzieć jej prawdę czy skłamać.
- Z kolegą. - Mruknęłam bawiąc się palcami. Przygryzłam wargę czekając na reakcję matki.
- Czy wy... - Zaczęła ale dalsza część zdania nie mogła jej przejść przez gardło.
- Mamo! - Powiedziałam zażenowana unosząc wzrok.
- Dobrze, już dobrze. Wytłumacz mi jednak dlaczego masz na sobie męskie ubranie? - Spytała lekko rozbawiona. Chciałam już zaprzeczyć, lecz faktycznie miałam na sobie ubranie Malika.
- Długo by opowiadać. - Machnęłam ręką i skierowałam się w stronę pokoju mijając rodzicielkę.
- Nie zapomnij, że na godzinę szesnastą jesteś umówiona na korepetycję. - Zakończyła rozmowę matka wchodząc do kuchni. Weszłam do pokoju i jak zawsze po wejściu zamknęłam za sobą drzwi. Odłożyłam torebkę, ściągnęłam kurtkę i padłam na łóżko. Patrzyłam się w sufit, a do moich nozdrzy doszedł zapach męskich perfum. Nie wiedziałam skąd dochodzi, lecz po krótkiej chwili domyśliłam się, że z ubrań mulata. Sięgnęłam po skrawek koszulki i przyciągnęłam do twarzy. Słodki zapach perfum delikatnie drażnił moje nozdrza. Przymknęłam powieki. Gdy zrozumiałam co robię gwałtownie puściłam koszulkę i podniosłam się. Pomyślałam, że najwyższa pora odrobić lekcję. Podeszłam do biurka i zatrzymałam się, bo zrozumiałam, że dziś opuściłam lekcję. Nie mogłam skontaktować się z osobami z mojej klasy, ponieważ oni nie podali mi swoich numerów telefonów. Wzruszyłam ramionami i zajęłam miejsce na skraju łóżka. Dochodziła godzina piętnasta. Podniosłam się z łóżka i podeszłam do dużej szafy. Otworzyłam jedne skrzydło drzwi, a następnie drugie. Zlustrowałam wzrokiem zawartość i zdecydowałam się na zestaw. Zamknęłam szafę z ubraniem na jednej ręce. Opuściłam pokój i weszłam do łazienki. Odłożyłam ubranie i zrzuciłam z siebie dresowe spodnie i koszulkę. Złożyłam ubranie mulata w kostkę odkładając delikatnie. Potem wciągnęłam na siebie wybrany zestaw. Rozczesałam włosy, które układały się dzisiaj wyjątkowo dobrze i wyszorowałam zęby. Jeszcze raz spojrzałam w lustro i opuściłam łazienkę. Wzięłam torebkę i włożyłam do niej poskładane ubranie Zayna i podręcznik do fizyki. Spojrzałam na zegarek stojący na mojej szafce nocnej. Piętnasta dwadzieścia. Powinnam się zacząć zbierać do wyjścia. Wzięłam torebkę w lewą rękę i zostawiłam ją w holu. Weszłam do kuchni. zastałam w niej matkę, która przeglądała czasopismo o modzie. Minęłam ją i z wiklinowego koszyczka wyciągnęłam czerwono - żółte jabłko. Spojrzałam na najbardziej dojrzałą stronę owocu i odgryzłam kawałek. Przegryzałam jabłko w ciszy, gdy mama odwróciła się w moją stronę.
- Możesz mi powiedzieć z jakim chłopcem spędziłaś dzień? - Wiedziałam, że to pytanie ją męczyło.
- Z Zaynem. - Odpowiedziałam, a rodzicielka skinęła głową w zamyśleniu.
- Czy wy jesteście... - Zgromiłam mamę wzrokiem spodziewając się jaka będzie końcówka pytania. - Dobra, już się nie odzywam. - Matka uśmiechnęła się i uniosła ręce w geście poddania. Odwróciła się i powróciła do lektury. Dokończyłam jabłko i wyszłam do przestronnego holu. Poprawiłam buty i zarzuciłam torebkę na ramię.
- Bawcie się dobrze! - Z kuchni dobiegł moich uszu krzyk matki. Wróciłam tyłem do pomieszczenia i skarciłam ją wzrokiem.
- Mamo, będziemy się uczyć. - Skwitowałam i machnęłam jej ręką na pożegnanie. Biegłam w dół schodami po klatce schodowej. Pchnęłam drzwi witając mroźny Londyn. Nie był taki zimny jak mi się na początku wydawało. Po paru krokach zrobiło się cieplej. Wiatr nie był tak natarczywy. Zamyśliłam się o pogodzie idąc w znanym kierunku. Szybko znalazłam się pod dzisiaj poznaną willą. Otworzyłam furtkę i weszłam na posesję zmykając za sobą drzwiczki. Przeszłam ścieżką i stanęłam pod drzwiami. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Wybiła godzina 16.00. Punktualnie. Zapukałam. Zero rezultatów. Uderzyłam rękę w drzwi ponownie. W końcu postanowiłam sprawdzić czy mieszkanie jest otwarte. Drzwi ustąpiły. Usłyszałam krzyki.
- Nie potrzebuję korepetycji! - Usłyszałam rozzłoszczony głos Zayna.
- Dlaczego? O co ci chodzi? - Pytała jak myślę po tonie głosu jego matka.
- Dlaczego ma mnie uczyć ta frajerka?! - Pyta z wyrzutem mulat. Zamknęłam cicho drzwi i szybko wybiegłam poza teren domu. Byłam zszokowana. Nie spodziewałam się, że to powie. Ja naiwna wierzyłam mu, że się zmienił, że dziś szczerze mnie przeprosił. Usiadłam na ławce, która znajdowała się niedaleko. Spuściłam głowę i zaczęłam płakać. Zayn był tylko kolejną osobą, której zaufałam, a która mnie zraniła. Podniosłam głową i pociągnęłam nosem. Otarłam wilgotne policzki. Muszę się wziąć w garść. Pójdę tak jakby nic się nie stało. Wstałam i ruszyłam w kierunku willi. Moje nogi z każdym krokiem były jak z waty. W myślach ten "plan" wydawał się łatwiejszy. Czułam, że nie dam rady. Uodporniłam się na wszystkie obelgi i dowcipy, lecz te słowa bolały bardziej. Zacisnęłam ręce w pięści by nagle nie odwrócić się na pięcie i wrócić do domu. Pchnęłam furtkę i stawiałam ostrożnie kroki na ścieżce. Stanęłam przed drzwiami, chciałam zapukać, lecz włączyła się we mnie blokada. Próbowałam zastukać, ale nie mogłam. Nie potrafiłam. Nie chciałam. W końcu moja ręka spoczęła na drzwiach i delikatnie zastukała. Miałam nadzieję, że nikt tego nie usłyszał. Jednak w drzwiach stanął mulat. Uśmiechnął się szeroko, a ja poczułam jak ból i wściekłość się we mnie zbiera. Wiedziałam, że moja mina jest grobowa. Nie potrafiłam odwzajemnić gestu. W końcu kąciki moich ust delikatnie uniosły się ku górze.
- Cześć Cheer. Wejdź proszę. - Przepuścił mnie w drzwiach. stanęłam w przestronnym holu. Z kuchni wyłoniła się kobieta po trzydziestce. Uśmiechnęła się przyjaźnie i podała mi rękę, którą uścisnęłam.
- Witaj Cheer, jestem mamą Zayna, ale możesz mówić mi Michelle. - Mówiła cały czas z optymizmem wypisanym na twarzy. skinęłam głową i szczerze odwzajemniłam gest.
- Dziękuję pani... Michelle. - Poprawiłam się, a ona zaśmiała się wdzięcznie.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że zgodziłaś się uczyć mojego syna. - Spojrzała na Malika porozumiewawczym spojrzeniem. On uśmiechnął się, lecz było widać w tym pewną niechęć.
- Nie ma za co. - Skwitowałam skromnie.
- Dobrze, ja już wam nie będę przeszkadzać. - Powiedziała Michelle i zniknęła w kuchni. Mulat wskazał ręką na schody. Kierowałam się na górę. Weszliśmy do jego pokoju. Otworzyłam torebkę i wyciągnęłam poskładane ubranie.
- Dziękuję. - Powiedziałam obojętnie nie patrząc na niego. Chłopak wziął ubranie i odłożył je do szafy. Wygrzebałam podręcznik.
- Od którego tematu chcesz zacząć? - Spytałam patrząc na spis treści. Zayn zajął miejsce tuż koło mnie na łóżku. Jego głowa znajdowała się koło mojej, a jego oczy wpatrywały się w tematy.
- Może od pierwszego działu. - Powiedział skrępowany, a ja skinęłam głową. Przez dwie godziny nauki unikałam kontaktu wzrokowego z Malikiem. Jedynym plusem był fakt, że chłopka łatwo i szybko przyswajał wiedzę. Gdy przerobiliśmy jeden dział zamknęłam podręcznik.
- Myślę, że na dziś wystarczy. - Schowałam książkę i wstałam z łóżka. W lewą rękę złapałam torebkę. - Będę już szła. Cześć. - Już miałam zamiar wyjść, gdy poczułam delikatny uścisk na moim nadgarstku. Odwróciłam się patrząc na niego gniewnie. Wyrwałam gwałtownie dłoń i spuściłam wzrok.
- Cheer, co się stało? - Spytał mulat i uniósł mój podbródek. Odwróciłam głowę w bok. Nie mogłam spojrzeć mu w oczy. Okłamał mnie. Bezczelnie mnie okłamał i jeszcze ma czelność pytać co się stało?!
- Nic. - Mruknęłam.
- Zrobiłem coś nie tak? - Padło pytanie z jego strony. Przygryzłam wargę i pokręciłam głową czując łzy w oczach. - Nie umiesz kłamać. Mogę wiedzieć co się stało? - Spytał, a ja podniosłam głowę i zacisnęłam ręce w pięści.
- Jesteś jak każdy inny nędzny facet. Dajesz nadzieję, którą wykorzystujesz i nie zwracasz uwagi na to, że druga osoba cierpi. - Patrzył na mnie pytającym wzrokiem. - Nie pamiętasz? Dlaczego ma mnie uczyć ta frajerka?! - Zacytowałam jego pytanie, a on nadal patrzył we mnie tym razem ze skruchą. Uderzyłam zaciśniętą dłonią w jego klatkę piersiową. - Dlaczego ci zaufałam?! Jesteś fałszywym draniem! Jestem głupia i naiwna, a ty to wykorzystujesz! - Po moich policzkach lały się łzy. Ataki na mulata nie ustępowały. Całą złość przelałam w pięści, które uderzały w jego tors. On złapał mnie za nadgarstki. - Puszczaj mnie! - Krzyknęłam patrząc mu w oczy. Przyciągnął mnie do siebie i zamknął w żelaznym uścisku. Na początku próbowałam się wyrwać, lecz opadłam z sił. Dałam sobie pomóc. Chłopak kołysał się delikatnie w prawo i lewo. Jego podbródek spoczywał na mojej głowie. Jedną ręka trzymał mnie w talii, a druga delikatnie głaskała moje włosy. Moje czoło było oparte na jego torsie. Łzy moczyły mu koszulkę.
- Przepraszam. - Szepnął przerywając ciszę. - Wiem, że możesz mi już nigdy nie zaufać i nie musisz. To były najgłupsze słowa, które kiedykolwiek wypowiedziałem. Nie myślałem, że ja jestem takim cholernym dupkiem. Zraniłem cię i dopiero teraz to do mnie dotarło. Nie musisz mi wybaczać choć bardzo tego pragnę. Wybór należy do ciebie. - Szeptał swoje słowa w moje włosy. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Odsunęłam się od niego i uniosłam głowę. Odgarnął kosmyk moich włosów z twarzy. Odsunęłam się jeszcze bardziej. Poprawiłam kurtkę i torebkę.
- Muszę już iść. Cześć. - Powiedziałam i zostawiłam chłopaka sam na sam ze swoimi myślami. Zeszłam na dół i chciałam bezszelestnie opuścić dom, lecz z salonu wyszła uśmiechnięta pani Malik. Mina jej zrzedła, gdy mnie zobaczyła. Pewnie wyglądałam koszmarnie po ataku płaczu.
- Dziecko, co się stało?! - Spytała z przerażeniem i ujęła moją twarz w dłonie. Uśmiechnęłam się blado.
- Sprawy rodzinne. - Skłamałam. Michelle chyba uwierzyła, gdyż skinęła głową i pożegnała się ze mną mając nadzieję, że wszystko się ułoży. Szybko opuściłam posesję, a gdy nie byłam już w zasięgu wzroku domowników willi zaczęłam szlochać. Szłam przed siebie, co chwilę ocierając łzy. Doszłam do domu. Ledwo udało mi się otworzyć drzwi. Na klatce pozbierałam się do tego stopnia, aby matka nie nabrała podejrzeń. Jeszce raz wzięłam serię głębokich wdechów i wydechów i tak jak zawsze weszłam do mieszkania. Ściągnęłam buty w holu i skierowałam się w stronę pokoju. Zza moich pleców dobiegł głos.
- Jak wam poszła nauka? - Spytała mama. Wzruszyłam ramionami nadal stojąc tyłem.
- Normalnie. Udało nam się przerobić jeden dział. - Mój głos zabrzmiał normalnie. - Jestem zmęczona. Dobranoc! - Machnęłam ręką i zamknęłam za sobą drzwi. Odetchnęłam z ulgą, że nie zadawała zbędnych pytań. Odłożyłam buty i torbę. Wzięłam piżamę i wyszłam wchodząc szybko do łazienki. Zamknęłam się i zrzuciłam z siebie ubranie. Weszłam do kabiny prysznicowej i puściłam wodę. Wszystko wróciło. Zaczęłam szlochać. Moje łzy mieszały się z wodą. Oparłam głowę o płytki. Czułam się bezsilna. Zjechałam po płytkach w dół i usiadłam w brodziku przyciągając nogi pod brodę. Nie wiem czasu przesiedziałam w tej pozycji, lecz wystarczyło by zmyć z siebie smutek. Owinęłam się ręcznikiem i wyszłam. Patrząc w lustro nie dostrzegłam żadnych śladów łez na mojej twarzy. Wytarłam się i wskoczyłam w piżamę. Wyszorowałam zęby i byłam gotowa na sen. Na odpoczynek od rzeczywistości. Opuściłam łazienkę. Dzisiaj nie zjadłam kolacji. Wolałam unikać kontaktu z mamą. Wystarczyło jej jedno spojrzenie, a ona mimo uśmiechu na twojej twarzy wyczytywała z niej smutek, obawy i przeżycia. Wiedziałam, że padną pytania, na które nie chcę odpowiadać. Przemknęłam do pokoju i zamknęłam drzwi. Spakowałam na jutro torebkę i stanęłam przed oknem. Zayn faktycznie żałuje swoich słów, lecz nie będę w stanie mu wybaczyć. Te słowa będą za każdym razem dawały ukłucie w sercu. Odetchnęłam i ukryłam twarz w dłoniach. Padłam na łóżko i przykryłam się kołdrą. Przekręcałam się z boku na bok czując się w każdej pozycji niewygodnie. W końcu usnęłam leżąc na wznak.
Jest rozdział. Jestem z niego zadowolona choć to dopiero drugi Dziękuję za wcześniejsze motywujące opinie. Czekam na opinie pod tym rozdziałem. Przepraszam, że tyle czekałyście
  • awatar Chocolate†: Masz talent i będę to powtarzać za każdym razem, uwielbiam cię za ten nieoczekiwany zwrot akcji, szkoda tylko, że Zayn tak powiedział. Zobaczymy co w kolejnym.. ;**
  • awatar Kto czyta książki, żyje podwójnie !: Ja jestem zadowolona z ciebie. Naprawdę masz ogromny talent pisarski. Potrafisz wywołać u czytelnika niesamowite emocje :D. Jak ja kocham czytać takie książki. Twoje opowiadanie czasami nie dorównuję niektórym książkom i autorom. Ach :* Nigdy nie czytałam, aż takiego dzieła. Przygotuj się na masę komplementów z mojej strony :D *Ubóstwiam cię*. Piękna scena, gdy Zayn uspokaja i przeprasza Cheer. :* ale rzeczywiście duuupek! Poczuła się zraniona..
  • awatar Sylw;*: Popracuj nad tym aby nie powtarzały się wyrazy co chwila np: "Przymknęłam powieki ciesząc się chwilą, wiedząc, że za chwilę nadejdzie koniec." to nie brzmi za dobrze;> Musisz rozbudowywać zdania, szczerze denerwuje mnie takie pisanie trzech wyrazów, kończenie kropką i tak wkółko. Niech zdania będą długie, ale sensowne. Używaj akapitów! Widzę, że masz bogate słownictwo, więc spróbuj to wykorzystać:) Nie musisz dopisywać po każdej wypowiedzi w dialogu co kto powiedział i jak się zachował. Wszystkie cyfry w opowiadaniu pisze się słownie. Ogólnie nie jest źle, mam nadzieje że kolejne rozdziały będą jeszcze lepsze. Powodzenia :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
The Versatile Blogger ♥
Hey wszystkim dostałam nominację od http://alejandra1806.pinger.pl/ i bardzo ale to bardzo ,bardzo ci dziękuję
Każdy nominowany blogger powinien:
- podziękować nominującemu na jego blogu
- pokazać nagrodę Versatile Blogger u siebie
- ujawnić 7 faktów dotyczących samych siebie
- nominować 10 blogów
- poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów.

Fakty:
1. Uwielbiam chłopaków z grzywkami.
2. Nutella to miłość mojego życia.
3. Jestem pozytywnie jebnięta i codziennie czuję podziw do moich przyjaciółek, że ze mną wytrzymują.
4. Mam psa(czytaj brata)
5. Hobby to malowanie, taniec i moda.
6. Boję się szpilek i igieł.
7. Nienawidzę chłopaków, którzy udają kogoś innego przy swoich kolegach.

Nominuję:
1. http://electris.pinger.pl/
2. http://affectivee.pinger.pl/
3. http://milutka98.pinger.pl/
4. http://czekoladovee.pinger.pl/
5. http://alejandra18.pinger.pl/
Nie nominuję jeszcze dwóch osób ze względu, że nie zanm jeszcze wielu blogów
 

 
Cheer, 18 marca 2010
http://www.polyvore.com/good_girls_love_bad_boys/set?id=73018953

Z telefonu dobiegła moich uszu ulubiona piosenka. Z przymrużonymi oczami sięgnęłam po telefon. Nacisnęłam opcję "Wyłącz". Z powrotem położyłam się wygodnie na poduszce. Kolejny dzień w szkole. Na samą myśl przez moje ciało przeszły nie przyjemne dreszcze, a w moim gardle pojawiła się gula. To prawda, nie lubiłam szkoły. Jednym i jedynym powodem były osoby należące do niej. W szkole byłam uważana za tą najgorszą. Co było powodem? Najlepsze oceny w szkole i mój styl ubierania się. Nie ubierałam się jak większość pustych farbowanych blondynek z mojej szkoły. Nie pochodziłam z bogatej rodziny, więc wystarczył mi T-shirt, rurki i conversy. Jednak ludzie i tak mnie nienawidzili. Wstałam czując strach przed dzisiejszym dniem. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam zwykły zestaw ubrań. Wyszłam z mojego pokoju i poczłapałam do łazienki. Gdy znajdowałam się już w środku spojrzałam w lustro. Niesforne włosy zakręcone na końcówkach opadały mi na twarz. Moje piwne oczy wpatrywały sie w moje odbicie. Spuściłam głowę i zrzuciłam z siebie piżamę. Wzięłam krótki prysznic i wskoczyłam w ubranie. Szybko umyłam zęby, a włosy rozczesałam zostawiając w naturalnym nieładzie. Opuściłam łazienkę i wróciłam do pokoju. Spakowany plecak leżał koło biurka. Założyłam go na ramię by po chwili odstawić go koło szafki znajdującej się koło wyjścia. Weszłam do kuchni, w której urzędowała matka.
- Witaj Cheer. - Jej ciepły głos koił wszelkie nerwy. Rodzice nie wiedzieli o moich problemach w szkole. Została bym jeszcze bardziej wyśmiana gdybym poinformowała o tym matkę, a ona na pewno poszłaby do szkoły w celu załatwienia tej sprawy. Przede mną stanął talerz z kanapkami. Powoli przeżuwałam je patrząc się w moją matkę. Nigdy nie miała kłopotów, zawsze beztrosko podchodziła do życia, a za razem była piękna o każdej porze dnia. Nie rozumiem dlaczego ojciec ją zostawił. Ją i mnie. Pamiętam to zdarzenie jakby to było wczoraj. Miało to miejsce pięć lat temu. Jak na co dzień wróciłam ze szkoły. W tym dniu obyło się bez większych dogryzek ze szkoły rówieśników. Gdy stanęłam w holu skromnego mieszkanka ujrzałam ojca, który prosił o coś mamę.Koło niego stały zapakowane dwie duże walizki. Moja rodzicielka była nieugięta. Z jej ust padało cały czas słowo "nie". Mój ojciec zrezygnowany wziął walizki w ręce i wtedy mnie ujrzeli. Stałam jak słup przyglądając się tej sytuacji. Ojciec przytulił mnie mocno szepcząc krótkie "Kocham cię" i "Będę tęsknić". Nie wiedziałam o co chodzi, lecz odwzajemniłam gesty ojca. Wtedy widziałam go poraz ostatni. Dopiero niedawno dowiedziałam się o jego licznych skokach na bok. Nie mogłam w to uwierzyć. Od tamtego momentu znienawidziłam go. Może i to jest mój ojciec ale nigdy mu tego nie daruję. Dokończyłam swoją porcję, otrzepałam ręce i wstałam od stołu. Założyłam plecak na ramię rzucając krótkie "pa!" przy zamykaniu drzwi. Tego roku lato było magiczne. Szłam schodami w dół klatką schodową w mojej kamienicy. Wyszłam, a ciepłe promienie słońca oplotły moją twarz. Ukazałam dwa rzędy prostych, białych zębów i ruszyłam w kilkunastominutową podróż do szkoły. W drodze rozmyślałam o wielu rzeczach, ale wszystkie tyczyły się szkolnego budynku. Jak tym razem uprzykrzą mi życie?! Będą wyzywać? Znów włamią mi się do szafki? Może znów zamkną w toalecie na czas trwania lekcji? Byłam pewna, że dzisiaj nastanie gorszy dzień niż zazwyczaj. Na horyzoncie dostrzegłam budynek liceum. Poczułam zdenerwowanie. Zbliżałam się do niego nie ubłagalnie. W końcu stanęłam przed drzwiami. Pchnęłam je i weszłam niepewnym krokiem do sporego holu, który jak na co dzień zatłoczony był uczniami. Minęłam grupkę cheerlederek patrzących na mnie z pogardą. Kiedy je minęłam usłyszałam śmiechy i wyzwiska. Potem grupa metalowców. Nawet oni byli bardziej popularni ode mnie. Na koniec, tuż przed moją szafką, męska drużyna footbolowa. W samym środku ich zainteresowania stał Zayn Malik. Kapitan drużyny, przewodniczący szkoły i obiekt westchnień dziewczyn w szkole. Spojrzał na mnie. Po chwili zwrócił wzrok ku Joschowi. Stanęłam przed moją szafką. Znajdowała się tylko trzy numery dalej od nich. Otworzyłam ją powoli, bojąc się tego co w niej zastanę. Ku mojemu zdziwieniu była w swoim porządku. Odetchnęłam z ulgą i zabrałam odpowiednie książki. Zamknęłam szafkę i spostrzegłam Malika podchodzącego do mnie.
- Cześć Cheer. - Powiedział nonszalancko opierając się o szafkę. Przewróciłam oczami i ruszyłam dalej w głąb korytarza kierując się powoli ku swojej klasie. Chłopak skołowany moim zachowaniem pobiegł za mną.
- Czego chcesz? - Warknęłam gromiąc mulata wzrokiem. Wiedziałam, że nie da za wygraną.
- Nie możemy porozmawiać?- Rzucił normalnie znów się uśmiechając. Uniosłam brew i prychnęłam.
- Zayn Malik chce ze mną rozmawiać?! Ludzie! Dzwońcie po telewizję, media, cokolwiek! - Podniosłam ton głosu śmiejąc się przy tym. Chłopak pokręcił głową, a ja znów ruszyłam szybko przed siebie.
- Cheer! - Zawołał, lecz nie zwracałam na niego uwagi. Pewnie znów chcieli zrobić mi jakiś dowcip. Znów mnie upokorzyć. Rozległ się dzwonek na lekcję. Stanęłam na końcu grupy uczniów czekających na nauczyciela. Pan Simpson po chwili poprawiając swoje okulary na nosie przeszedł koło mnie by stanąć na czele. Drzwi się otworzyły. Weszłam jako ostatnia i zajęłam moje stałe miejsce pod ścianą na końcu klasy. Siedziałam sama, bo jak uznawała większość, nie chciała się ode mnie zarazić frajerstwem. Za każdym razem to bolało, ale po dłuższym czasie nie dawałam po sobie tego poznać. Patrzyłam uważnie na nauczyciela, który czytał listę obecności. Uczniowie wstawali przy wyczytywanym nazwisku.
- Santiago! - Podniosłam się słysząc donośny głos nauczyciela.
- Jestem. - Powiedziałam cicho i znów klapnęłam na krzesło. Podparłam ręką głowę otwierając zeszyt i przeglądając ostanie tematy. Fizyka była przedmiotem, z którego szło mi dobrze. Zresztą nie było przedmiotów, których nie rozumiałam lub miałam złe oceny. Byłam również wysportowana, lecz nie byłam wybierana jako pierwsza z powodu tego, że byłam frajerką.
- Malik! - Cisza. - Malik! Po co w ogóle wyczytuję jego nazwisko. - Mruknął nauczyciel dając kreskę koło nazwiska Zayna. Nigdy nie było go na fizyce. Mimo, że był kapitanem i przewodniczącym to w nauce szło mu wręcz odwrotnie. Zagrożony był z praktycznie wszystkich przedmiotów. Groziło mu zawalenie semestru. Jednak nauczyciele robili wyjątek, gdyż dzięki niemu nasza drużyna wygrywała każdy mecz. Była pierwsza w tabeli i zgarnęła mistrzostwo w ubiegłym roku. Po skończonej liście obecności skupiłam się na nauczycielu. Nagle drzwi od klasy się otworzyły. Zapanował chaos i zaskoczenie, gdy w drzwiach dało się dostrzec mulata.
- Panie Malik! Co się stało, że zaszczycił nas pan swoją obecnością? - Powiedział z sarkazmem nauczyciel, posyłając mu cwaniacku uśmieszek.
- Na pewno nie ty. - Powiedział chłopak przechodząc koło czerwonego nauczyciela. Pamela zamrugała do niego rzęsami oznajmiając, żeby usiadł z nią. Zayn jednak minął ławkę zmierzając ku końcowi klasy. Ku mnie. Zatrzymał się przy mnie.
- Mogę usiąść? - Spytał zupełnie poważnie. Skinęłam bez przekonania głową, a Malik zajął miejsce koło mnie. Rozwścieczona Pamela zgromiła mnie wzrokiem, a inni patrzyli na mnie z niedowierzaniem. Nauczyciel był chyba również zdziwiony, lecz po chwili zapisał normalnie temat na tablicy i zaczął mówić.
- Tak jak mówiłem na ostatniej lekcji... - Lecz pierwszy raz przestałam go słuchać. Byłam zbyt speszona i niezdolna do myślenia przy Zaynie. Może i to on najbardziej mi dokuczał, lecz byłam w nim zakochana. Rok temu jednak odpuściłam. Wiedziałam, że on nie zwróci na mnie uwagi i po prostu przestałam. Widziałam, że Malik próbuje zwrócić na siebie moją uwagę, lecz ignorowałam go. Po upłynięciu czterdziestu pięciu minut usłyszeliśmy wybawiający dzwonek oznajmiający przerwę. Pan Simpson zaczął przekrzykiwać klasę.
- Zadania od pierwszego do szóstego ze strony sto dwudziestej pierwszej! - Zanotowałam szybko pracę domową i wzięłam w rękę materiały. Wyszłam z ławki zanim Zayn zdążył w porę zareagować. Wyszłam szybko z klasy przeciskając się między innymi. Wzięłam głęboki oddech, gdy znalazłam się w przestronnym korytarzu. Ruszyłam w kierunku szafki. Patrzyłam wprost przed siebie. Nagle poczułam jak tracę równowagę przez czyjąś nogę, o którą się potknęłam. Udało mi się utrzymać pion, lecz moje książki leżały na podłodze. Zobaczyłam śmiejącego się Joscha oraz Pamelę. Westchnęłam i kucnęłam by pozbierać przedmioty. Chciałam sięgnąć po książkę, gdy drogę przeciął mi czyjś cień. Przede mną stał chłopak, a przynajmniej tyle mogłam wywnioskować po jego butach. Podniosłam wzrok i napotkałam wzrok Zayna. Chłopak kucnął i podniósł książkę wyciągając ją w moją stronę. Na jego twarzy widniało współczucie. Wzięłam książkę.
- Dziękuję. - Powiedziałam, po czym szybko wstałam otrzepując pośladki. Ominęłam stojącego już mulata idąc do wcześniej wyznaczonego celu. Dotarłam już w spokoju do szafki co chwilę widząc patrzących się i śmiejących się ze mnie rówieśników. Doszłam do niej i chwyciłam w dłoń mały zamek, w który trzeba było wpisać szyfr pozwalający otworzyć szafkę. Siedem... Dwa... Jeden... Dziewięć... Nic. Spróbowałam ponownie. Kolejna próba nieudana. Następnym razem również się nie udało.
- Cholera. - Warknęłam uderzając otwartą dłonią o metalową szafkę.
- Może ci w czymś pomóc? - Dobiegł mnie zza siebie głos mulata. Przewróciłam oczami i odsunęłam się od szafki.
- Nie będziesz w stanie mi pomóc. - Chłopaka jakby nie słysząc moich słów wziął w dłonie zamek wpisując całkiem inny kod. Jakie było moje zdziwienie gdy szafka bez oporu otworzyła się.
- Zmieniłeś mi szyfr? - Spytałam z wyrzutem.
- Nie ja. Oni. - Powiedział obronnie wskazując podbródkiem na grupę śmiejących się footbolistów. Włożyłam do szafki materiały z fizyki by zastąpić je książką od matematyki. Zamknęłam szafkę. Spojrzałam na stojącego nadal w jednym miejscu Zayna.
- Dziękuję. - Powiedziałam szybko, odchodząc z miejsca, w którym nadal stał Malik. Przeszłam cały korytarz by dojść do dobrze mi znanej sali matematycznej. Oparłam się o ścianę i zjechałam po niej w dół. Poczułam zimno bijące od posadzki. Otworzyłam zeszyt. Przejrzałam ostatnie tematy utrwalając materiał. Szybko jednak przerzuciłam, strony by dojść na koniec zeszytu. Chwyciłam w rękę zaostrzony ołówek i próbowałam zaczerpnąć trochę inspiracji. Do głowy wpadł mi niezły pomysł. Ołówek zaczął stawiać delikatne zarysy stroju i postaci. Mój ruchy były coraz szybsze. Po chwili odsunęłam trochę zeszyt by mieć lepsze pole widzenia. Kolejny projekt. Westchnęłam lustrując każdy drobiazg.
- Świetny projekt. - Podskoczyłam słysząc głos dochodzący z miejsca koło mnie. Spojrzałam na Zayna. Wpatrywał się w mój szkic. Zamknęłam zeszyt. Chłopak automatycznie przeniósł swój wzrok na mnie. Ciszę przerwał dzwonek na lekcję. Podniosłam się otrzepując pośladki. Ruszyłam na koniec śmiejącej i rozmawiającej klasy. Oparłam się ramieniem o ścianę czekając na przybycie pana Hitlera. Tak, miał na nazwisko Hitler. Jednak najlepsze było to, że posiadał ten sam wąs co ten prawdziwy Hitler. Często był wyśmiewany przez uczniów jednak nosił z godnością swój wąs i nazwisko. Koło grupki przeszedł nauczyciel matematyki. Otworzył klasę, kierowałam się za resztą powoli do środka. Będąc w środku zajęłam swoje stałe miejsce w ostatniej ławce. Zayn wszedł jako ostatni do klasy ponownie zajmując miejsce ze mną. Lekcja minęłam spokojnie i szybko tak jak pięć następnych. Gdy zabrzmiał dzwonek oznajmiający koniec dzisiejszego dnia w szkole uśmiechnęłam się pod nosem podnosząc się z ławki. Pani Moore - nasza polonistka, napisała na tablicy pracę domową, którą szybko udało mi się zanotować. Wyszłam z klasy. Skierowałam się do mojej szafki. Zapamiętałam kod, który wcześniej wpisał Zayn i w ten sposób otworzyłam szafkę. Zabrałam swoje rzeczy, zarzuciłam plecak na ramię i zamknęłam metalowe pudło. Kierowałam się do wyjścia. Gdy znalazłam się na zewnątrz stanęłam w miejscu i zamknęłam oczy. Poczułam przyjemnie muskający moją twarz chłodny wiatr. Uchyliłam powieki i z uśmiechem zmierzałam ku domowi. Nagle poczułam czyjąś dłoń na moim nadgarstku. Odwróciłam się i ujrzałam Malika. Szybko wyciągnęłam moją rękę z jego delikatnego uścisku i spojrzałam mu w oczy.
- Czego chcesz? - Spytałam obojętnie patrząc w bok.
- Możesz mi powiedzieć o co ci chodzi? - Uniosłam brew. - Dlaczego mnie tak traktujesz? - Sprecyzował swoje pytanie. Prychnęłam śmiechem.
- Zastanówmy się. - Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej. - Może dlatego, że cały czas uprzykrzasz mi życie? Może dlatego, że dziś był pierwszy raz od kiedy się do mnie odezwałeś? Może dlatego, że zawsze traktowałeś mnie gorzej niż śmiecia?! - Podniosłam głos, prawie krzyczeć. Chłopak stał zszokowany, a ja bez słowa odwróciłam się na pięcie szybko odchodząc od nadal stojącego w miejscu Zayna. W drodze do domu naszły mnie wyrzuty sumienia. Może nie powinnam tak na niego krzyczeć? Powinnam. Należało mu się. Stanęłam przed kamienicą. Wyciągnęłam klucze i jedne z nich przekręciłam w zamku. Szybko wbiegłam po schodach by wpaść do otwartego jak zawsze mieszkania. Ściągnęłam buty, gdy do moich nozdrzy doleciał zapach dochodzący z kuchni. Wbiegłam do pomieszczenia siadając przy stole. Moja matka akurat nakładała na talerz porcję pieczeni, polewając ją swoim specjalnym sosem. Postawiła przede mną obiad, a ja od razu zabrałam się za jedzenie. Przegryzłam ostatni kawałek i podniosłam się od stołu. Talerz odłożyłam do zmywarki i już miałam wyjść, gdy zatrzymał mnie głos mojej rodzicielki.
- Cheer! Pozwól na chwilę. - Powiedziała ciepłym głosem. Posłusznie wróciłam i usiadłam przy stole naprzeciwko jej. - Dzwoniła do mnie dziś matka jednego z twoich kolegów. Szuka korepetytora lub korepetytorki dla swojego syna. Chodzi o fizykę. - Spojrzała na mnie przekonująco.
- Okey. Pomogę mu. wiesz może jak się nazywa? - Spytałam zastanawiając się kim może był ten chłopak.
- Niejaki Zayn Malik. Znasz go? - Jednak nie dosłyszałam pytania mamy. Cały czas po głowie chodziło mi jej pierwsze zdanie. Mam uczyć Zayna. Coś czuję, że to nie najlepszy pomysł. - Cheer?! - Z zamyślenia wyrwał mnie głos mojej matki.
- Tak? - Spytałam.
- Zgadzasz się? - Zapadło pytanie, a potem cisza. Przygryzłam wargę, po czym skinęłam głową.
- Kiedy mam zacząć? - spytałam nieswoim głosem.
- Jutro. - Zapadła krótka odpowiedź. Uśmiechnęłam się od mamy, po czym wstałam by wejść do swojego pokoju. Oparłam się o drzwi czując natłok myśli. Przymknęłam powieki biorąc głęboki wdech. Podeszłam do biurka i sprawdziłam plan lekcji na jutro. Pół godziny później rozwiązywałam ostatnie działanie. Zamknęłam zeszyt od matematyki i wstałam od biurka. Przeciągnęłam się i usiadłam na łóżku. Wzięłam w rękę laptopa i włączyłam go. Weszłam na twittera. Nic nowego. To samo na facebooku. Zamknęłam klapę od laptopa i odłożyłam go na szafkę. Była wczesna godzina, lecz ja wzięłam w rękę piżamę i wyszłam na korytarz by wejść do łazienki. Zamknęłam drzwi i zrzuciłam z siebie ubranie. Weszłam pod prysznic. Odkręciłam wodę. Przez chwilę stałam bezczynnie rozkoszując się gorącą wodą spływającą po moim ciele. Po pięciu dłużących się minutach wyszłam i wytarłam dokładnie swoje ciało ręcznikiem .Wskoczyłam w piżamę, a włosy związałam w luźnego koka. Wyszłam z pomieszczenia od razu przechodząc do mojego małego azylu. Rzuciłam się na łóżko. Nakryłam się kołdrą. Mimo, że na dworze było jeszcze jasno mnie ogarniała senność. Bojąc się jutrzejszego dnia, zasnęłam.

Ten rozdział bez obrazków bo nie mam czasu. Czekam na opinie
  • awatar As Long As You Love Me *.*: jejciuuu , świetne opowiadanie ♥
  • awatar Chocolate†: O już mogę dodać komentarz. Bardzo długi i to mi się podoba, jak już pisałam, masz talent, niesamowity, genialny, styl pisania niepowtarzalny. Kocham Cię za to, ja lecę czytać kolejne. ;***
  • awatar Kto czyta książki, żyje podwójnie !: Ohoh, ale długi :) Na szczęście piszesz tak bajecznie, iż przeczytałam ten rozdział migiem . xD Fascynuję mnie Zayn :*. Przykra sytuacja z ojcem Cheer. Całość piękna <33
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Cheer Santiago

Nastolatka mająca siedemnaście lat. Uczęszcza do liceum w Londynie - rodzinnym mieście. Ma nietypową urodę. Brunetka o lekko kręconych włosach i brązowych oczach. Dobrze się ucząca, ładna, czegóż chcieć więcej? Jednak jej życie nie jest tak proste jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Jej głównym problemem jest liceum. Przez to, że nie należy ona do bogatej rodziny, jest pośmiewiskiem. Cały czas jest wytykana i wyśmiewana. Często pada ofiarą dowcipów ze strony rówieśników. Nikomu nie mówi o swoich problemach. Ma skomplikowany charakter. Jest zimna, oschła i zamknięta w sobie, lecz również ciepła, uśmiechnięta i przyjacielska. Jej pasją jest malowanie, a dokładniej projektowanie ubrań. Wiąże z tym przyszłość i ma nadzieje, że jej marzenie się spełni.

Zayn Malik

Mulat mający siedemnaście lat. Uczęszcza do tego samego liceum co Cheer. Jest kapitanem drużyny footbollowej oraz przewodnizącym samorządu szkolnego. Jest również najbradziej przystojnym nastolatkiem w szkole. Nie jest typem grzecznego chłopca. Wagary, domówki i tym podobne to u niego norma. Jest mulatem. Ciemno-brązowe oczy, czarne włosy i ciemna karnacja, do tego uroczy uśmiech. Jego hobbym jest śpiew. Nigdy nikomu nie mówił o swoim zainteresowaniu. Czy z wulgarnego nastolatka będzie w stanie się zmienić pod wpływem pewnej osoby?

Reszta One Direction

Reszta chłopców zaistnieje w opowiadaniu dopiero po występie w X-Factorze. (Liam Payne, Harry Styles, Louis Tomlinson i Niall Horan)
To tyle. Mam nadzieję, że postacie się podobają. Rozdział wkrótce
  • awatar Kto czyta książki, żyje podwójnie !: Biedna dziewczyna z problemami i bogaty chłopak, który tak naprawdę jest wrażliwy i ukrywa swoje prawdziwe ja przed rówieśnikami. Lekko banalne opowiadanie, ale czuję, że jak pojawi się w nim jeszcze One Direction, będzie wciągające i fascynujące. Zaczynam czytać, ale i zapraszam do mnie. Również piszę :P
  • awatar Black.flower: Fajnie się zapowiada ;) lecę czytać I rozdział.
  • awatar Electris: Czekam na pierwszy rozdział :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Hej wszystkim! Założyłam tego bloga z myślą pisania opowiadania w nim o boysbendzie One Direction. Jest to mój pierwszy blog, więc wasze opinie będą dla mnie się liczyły. Mam nadzieję, że się wam tu spodoba
Jeśli chcecie dostawać powiadomienia o pojawiających się rozdziałach, proszę pisać w priv lub komentarzach
Bohaterowie pokażą się dziś lub jutro
  • awatar affectivee: powodzenia ;D + wpadnij do mnie jeżeli masz ochotę ;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›